Współcześni narodowcy na Podhalu

Po II wojnie światowej ruch narodowy w Polsce znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Wielu działaczy zdecydowało się pozostać na emigracji i zza granicy, głównie z Londynu, prowadzić działalność polityczną „promieniującą” na kraj. Tak było min. z Tadeuszem Bieleckim czy Jędrzejem Giertychem. Niektórzy zdecydowali się powrócić do kraju. Jeżeli czynili to w latach ’40 i ’50, często czekała na nich śmierć. W 1949 r. na najwyższą karę skazany został Adam Doboszyński. Rehabilitacji doczekał się po 40 latach. Ci co zostali w Polsce albo dołączali się do inicjatyw akceptowanych przez komunistów – PAX-u Bolesława Piaseckiego, późniejszych Porozumienia Patriotycznego „Grunwald” lub Polskiego związku Katolicko – Społecznego – albo pozostawali w ukryciu.

Historia współczesnego ruchu narodowego na Podhalu sięga lat ’80 XX w. Wówczas to, przy okazji rozwoju struktur pierwszej „Solidarności” w Zakopanem, spotkało się dwóch ludzi reprezentujących dwa różne pokolenia. Pierwszym z nich był dr Piotr Bogdanowicz, historyk, członek przedwojennego Stronnictwa Narodowego, prowadzący w roku 1980 szkolenia dla młodzieży w zakopiańskiej delegaturze „Solidarności”. Druga postać to Kazimierz Murasiewicz, wówczas pracownik Delegatury Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”. Był przedstawicielem innego już pokolenia, ale mając 30 lat, uważał się za świadomego, choć nie w pełni ukształtowanego zwolennika idei Romana Dmowskiego. Jak sam wspomina, miał spore trudności z dostępem do rzetelnych materiałów o ruchu narodowym, zatem bardzo ucieszyła go możliwość rozmowy z „prawdziwym narodowcem starej daty, pamiętającym jeszcze lata ’20 i ‘30” .

Również na zebraniach „Solidarności” dołączył do wspomnianych dwóch panów Olgierd Dębski, kolejny przedwojenny członek SN. Z jego inicjatywy poczęto organizować na wpół oficjalne spotkania, na których czytano książki R. Dmowskiego, F. Konecznego i wspominano „stare, dobre czasy”. Przede wszystkim jednak Dębski „szkolił” młodszych kolegów, również osoby które przyjeżdżały z różnych stron Polski. Sprzyjało to wymianie nie łatwych do pozyskania informacji o sytuacji bieżącej w kraju. Wówczas to pan Murasiewicz uzyskał dostęp do przedwojennych publikacji, którymi dysponował Dębski. Rokowano nadzieję na poprawę sytuacji, padały nawet postulaty powołania partii chadeckiej (Dębski uważał, wbrew sceptycznej większości, że na tyle mogą pozwolić władze komunistyczne).

Wszystkie plany skończyły się wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Kazimierz Murasiewicz stracił wówczas pracę w Delegaturze, ale z pomocą przyszli znajomi z „Solidarności” oraz Kuria Metropolitarna w Krakowie, która swoją opieką obejmowała sporo represjonowanych w Małopolsce. W tym momencie po raz pierwszy rozdzieliły się drogi zakopiańczyków. Dębski i Murasiewicz zeszli do „konspiracji” i korzystając z wolnego czasu zgłębiali tajniki myśli narodowej. W późniejszych latach nawiązali także kontakt z ludźmi z PZKS. W 1983 r. w Krakowie, na jednym ze spotkań Związku, pan Kazimierz poznał min. Jana Egelgarda i Bogusława Kowalskiego. Natomiast Piotr Bogdanowicz został współzałożycielem zakopiańskiego Patriotycznego Ruchu Ocalenia Narodowego, w którym do śmierci w 1985 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Prezydium Rady Miejskiej .\r\nKoniec lat ’80 był czasem wyczekiwania. Wyczekiwania na upadek PRL, ale też rozmyślań, jak ten upadek przebiegnie i jakim kosztem. Nad tym, nieraz do późnych godzin nocnych debatowali na różnego rodzaju spotkaniach narodowcy w całej Polsce. Nie inaczej było w Zakopanem. Choć nawiązane w trakcie pierwszej „Solidarności” kontakty się nieco rozluźniły, od czasu do czasu odbywały się nieformalne rozmowy.\r\nStagnacja trwała aż do przełomowego roku 1989, kiedy to na czerwiec zaplanowano pierwsze, częściowo wolne wybory. Okrągłostołowym rokowaniom towarzyszyła nadzieja na zmianę, choć nie brak było głosów, iż to „dogadywanie się swoich ze swoimi”. Różne było też podejście do organizowanego pod patronatem Lecha Wałęsy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego – w rozmowie ze mną Kazimierz Murasiewicz wspominał o krążącym wśród narodowców żarcie, iż opublikowana przez Tygodnik Powszechny lista członków OKP to „spis masonów i około-masonów polskich”, co dobrze ilustruje sceptycyzm środowisk neoendecji do otoczenia Wałęsy i późniejszą (w tym obecną) krytykę przemian lat ’90.\r\nW dwa miesiące po wyborach zmarł Olgierd Dębski, jedyny aktywny wówczas działacz narodowy ze starego pokolenia. Zrodziło to spore problemy, gdyż, jak wspomina pan Murasiewicz, został jedynym chętnym do działania, lecz bez żadnych kontaktów z ludźmi w Polsce. W lipcu udało mu się nawiązać współpracę z redagowanym przez prof. M. Giertycha „Słowem Narodowym”, co było pierwszym krokiem do poważnej kariery publicystycznej. Jednocześnie od wdowy po O. Dębskim, pani Marieli, otrzymał adresy trzech znamienitych ludzi związanych z ruchem narodowym. Byli to mec. Leon Mirecki, prof. Wiesław Chrzanowski i mec. Napoleon Siemaszko.\r\nWówczas rozpoczęła się działalność na forum ogólnokrajowym. W grudniu 1989 r. w Warszawie udało się nawiązać bliższe kontakty z mec. Siemaszką, wokół którego gromadzili się narodowcy, tworząc swoisty klub dyskusyjny, zwany „salonem Siemaszki” lub „salonem na Pięknej”. Oprócz mecenasa, tworzyli go min. T. Wituch i J. Zamoyski. Jednak już wówczas K. Murasiewicz zauważył, iż mimo szansy na zjednoczenie w nowej rzeczywistości, ruch narodowy wyszedł z PRL mocno podzielony. Jak przypuszczał, dużą rolę odgrywały przy tym pieniądze z Londynu, którymi emigracja zdecydowała się wesprzeć powstałe w 1991 r. SND (choć istniało już SN „Senioralne”, założone przez prof. M. Giertycha). W okolicznościach związanych z dofinansowywaniem stronnictwa poznał także W. Całusa i A. Dragasa, którzy jednak nie wywarli na nim pozytywnego wrażenia. Dodatkową, niemiłą niespodzianką, okazała się rejestracja ZChN przez prof. Chrzanowskiego oraz krótko istniejącego Stronnictwa Demokratyczno – Narodowego pod przewodnictwem mec. Ryszarda Pakulskiego (dobrego znajomego N. Siemaszki), co tylko wprowadziło dodatkowy chaos i nieporozumienie.\r\nAtmosfera jaka panowała w SND wiosną i latem 1991 r. skłoniła część członków do przejścia na stronę prof. Giertycha. Po nerwowych rozmowach jako pierwszy wyłamał się właśnie okręg małopolski (z K. Murasiewiczem, J. Rejmanem i K. Brzeską – Mastalską, od początku będących działaczami SND), pociągając za sobą Mazowsze i Podlasie. Do SN przeciągnęli również Napoleona Siemaszkę. Oficjalna akcesja do „Seniorów” miała miejsce w październiku 1991 r. Ten ruch wyszedł na dobre secesjonistom gdyż, jak wspomina pan Kazimierz, wówczas rozpoczęła się bardziej intensywna działalność lokalna. Tam również poznał nowych przyjaciół i mentorów – przedwojennego narodowca, Jana Dziżyńskiego oraz dra Stanisława Kozaneckiego.\r\nJeszcze dla SND udało się wśród zakopiańczyków pozyskać kilka osób. Były wśród nich wdowy po panach Bogdanowiczu i Dębskim, jednak pierwsza szybko zmarła, drugiej stan zdrowia nie pozwalał na aktywną działalność. Poza nimi, w szeregi narodowców wstąpił pochodzący z Wilna Jan Jasuwienas, szkolny kolega Kazimierza Murasiewicza. Kolejnymi członkami zostali Bogdan Beszterda – stolarz z Zakopanego – wraz z żoną i dziennikarz Wojciech Jarzębowski. Starano się też wciągnąć w działalność państwa Jaroszów z Zębu, u których czasem odbywały się spotkania, jednak odległość i obowiązki związane z prowadzeniem gospodarstwa skutecznie powstrzymywały ich aktywny udział. Nieco później dołączyli Władysław Strama – Obrochta, Stanisław Chlebek i Jerzy Roszkowski. Zdarzały się również kandydatury nietrafione: negatywnie pan Kazimierz wspomina działalność min. Jerzego Bielawy – prezesa Spółdzielni Ogrodniczej, późniejszego samorządowca, i Zdzisława Krauzowicza – biznesmena zakopiańskiego. Jak przyznał w rozmowie, „…były to osoby podchodzące do sprawy zbyt ambicjonalnie, a za mało ideowo. A w dodatku niewdzięczne. Bielawie chłopaki [ chodzi o członków Sztafety Młodych Narodowców – przyp. autor ] ulotki roznosili, ale jak dostał się do Rady [ Miasta – przyp. autor ], to o członkostwie w SN zapomniał. Krauzowicz chyba liczył, że odniesiemy jakiś wielki sukces i da się z tego coś uszczknąć dla siebie. A że się tak nie stało, szybko zrezygnował”. W międzyczasie K. Murasiewicz oraz J. Jasuwienas startowali bez powodzenia w pierwszych wyborach samorządowych do Rady Miasta z ramienia Tatrzańskiej Jedności.

Na marginesie pragnę zwrócić uwagę na fakt istnienia „luki pokoleniowej”, nad którą ubolewał podczas rozmowy Kazimierz Murasiewicz. Jak zauważył, w latach ’90 pokolenie „starych” poczęło wymierać, natomiast brakowało ludzi w wieku 30 – 50 lat, którzy byliby gotowi podjąć działalność społeczno – polityczną w Stronnictwie. Twierdzi, że prowadząc rozmowy i obserwacje wśród wielu swoich znajomych, dostrzegał wówczas pewne zniechęcenie i brak zaszczepionych za młodu ideałów, a także chęci do działania na tym polu. To być może w znacznym stopniu wpłynęło na późniejszy spadek (po „boomie” lat 1992 – 1995), aktywności SN nie tylko w Zakopanem, ale i w całym kraju.

Poza dopływem kolejnych członków, Koło Grodzkie Stronnictwa Narodowego w Zakopanem posiadało swój lokal. W dobrym miejscu – nad „Cocktail Barem” przy Krupówkach, więc niemal w samym centrum miasta – i za stosunkowo niewielką opłatą. Idealnie nadawał się na organizację spotkań, wykładów i dyskusji (odbywały się one okazjonalnie także w „Białej Izbie” Związku Podhalan, przy ul. T. Kościuszki), w ramach których z odczytami zjawiali się min. B. Rybicki, R. Szeremietiew, J. Zamojski, M. Barański, prof. Cz. Bloch, prof. M. Giertych, prof. W. Staniszkis, red. J. Engelgard i dr J. Strzeszewski. Równocześnie, w latach 1993 – 1994, spotkania odbywały się w salce katechetycznej przy Kościele Św. Krzyża. W obu lokalach miały miejsca zebrania Klubu Myśli Polskiej im. R. Dmowskiego w Zakopanem (co ciekawe, pod szyldem SN, choć pierwotnie pomysł ten zrodził się w łonie SND). Do Klubu, poza członkami SN należeli także inni, związani z szeroko rozumianą prawicą, jak Mieczysław Rola czy obecny starosta tatrzański, Andrzej Gąsienica Makowski. Organizowane prelekcje zawsze przyciągały sporo osób, w tym wielu niepokornych nastolatków, nierzadko skinheadów. Starsi starali się jakoś skanalizować bunt młodych, podejmując próbę organizacji czegoś na wzór nieformalnej młodzieżówki SN, pod nazwą Sztafeta Młodych Narodowców, wydając z tej okazji (w 1995 r.) jeden numer pisma Polak. Znalazło się tam kilka tekstów samego K. Murasiewicza, jak również, wchodzącego wówczas w dorosłość Norberta Wasika. W numerze przeczytać można min. artykuły dotyczące obecności Cyganów w Polsce (Jarosław S., „Pozorny Problem”), apartheidu (Norbert W., „Sprzeciw wobec rasizmu”)…