Ruch Narodowy na Podhalu

SPIS TREŚCI:

1. Współcześni narodowcy na Podhalu.
– „Starzy”.
– „Młodzi”.
– Odrodzenie i wspólna droga.
– Zakończenie.
2. Historia Ruchu Narodowego w Zakopanem, w latach 1918-1939.
3. Ruch Narodowy w Nowym Targu w latach 1918-1945. – NOWE !!!
4. Rzeczpospolita Zakopiańska – namiastka realnej władzy endecji.
5. Wspominki Wojciecha Brzegi… – Dmowski, Balicki, Korfanty, Gwalbert Pawlikowski.
6. „Góral” – endeckie pismo podtatrza 1925 -1927.
7. Hrabia Władysław Zamoyski wobec „innowierców”.

Współcześni narodowcy na Podhalu

   Po II wojnie światowej ruch narodowy w Polsce znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Wielu działaczy zdecydowało się pozostać na emigracji i zza granicy, głównie z Londynu, prowadzić działalność polityczną „promieniującą” na kraj. Tak było min. z Tadeuszem Bieleckim czy Jędrzejem Giertychem. Niektórzy zdecydowali się powrócić do kraju. Jeżeli czynili to w latach ’40 i ’50, często czekała na nich śmierć. W 1949 r. na najwyższą karę skazany został Adam Doboszyński. Rehabilitacji doczekał się po 40 latach. Ci co zostali w Polsce albo dołączali się do inicjatyw akceptowanych przez komunistów – PAX-u Bolesława Piaseckiego, późniejszych Porozumienia Patriotycznego „Grunwald” lub Polskiego związku Katolicko – Społecznego – albo pozostawali w ukryciu.

„Starzy”
Historia współczesnego ruchu narodowego na Podhalu sięga lat ’80 XX w. Wówczas to, przy okazji rozwoju struktur pierwszej „Solidarności” w Zakopanem, spotkało się dwóch ludzi reprezentujących dwa różne pokolenia. Pierwszym z nich był dr Piotr Bogdanowicz, historyk, członek przedwojennego Stronnictwa Narodowego, prowadzący w roku 1980 szkolenia dla młodzieży w zakopiańskiej delegaturze „Solidarności”. Druga postać to Kazimierz Murasiewicz, wówczas pracownik Delegatury Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”. Był przedstawicielem innego już pokolenia, ale mając 30 lat, uważał się za świadomego, choć nie w pełni ukształtowanego zwolennika idei Romana Dmowskiego. Jak sam wspomina, miał spore trudności z dostępem do rzetelnych materiałów o ruchu narodowym, zatem bardzo ucieszyła go możliwość rozmowy z „prawdziwym narodowcem starej daty, pamiętającym jeszcze lata ’20 i ‘30” .
Również na zebraniach „Solidarności” dołączył do wspomnianych dwóch panów Olgierd Dębski, kolejny przedwojenny członek SN. Z jego inicjatywy poczęto organizować na wpół oficjalne spotkania, na których czytano książki R. Dmowskiego, F. Konecznego i wspominano „stare, dobre czasy”. Przede wszystkim jednak Dębski „szkolił” młodszych kolegów, również osoby które przyjeżdżały z różnych stron Polski. Sprzyjało to wymianie nie łatwych do pozyskania informacji o sytuacji bieżącej w kraju. Wówczas to pan Murasiewicz uzyskał dostęp do przedwojennych publikacji, którymi dysponował Dębski. Rokowano nadzieję na poprawę sytuacji, padały nawet postulaty powołania partii chadeckiej (Dębski uważał, wbrew sceptycznej większości, że na tyle mogą pozwolić władze komunistyczne).
Wszystkie plany skończyły się wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Kazimierz Murasiewicz stracił wówczas pracę w Delegaturze, ale z pomocą przyszli znajomi z „Solidarności” oraz Kuria Metropolitarna w Krakowie, która swoją opieką obejmowała sporo represjonowanych w Małopolsce. W tym momencie po raz pierwszy rozdzieliły się drogi zakopiańczyków. Dębski i Murasiewicz zeszli do „konspiracji” i korzystając z wolnego czasu zgłębiali tajniki myśli narodowej. W późniejszych latach nawiązali także kontakt z ludźmi z PZKS. W 1983 r. w Krakowie, na jednym ze spotkań Związku, pan Kazimierz poznał min. Jana Egelgarda i Bogusława Kowalskiego. Natomiast Piotr Bogdanowicz został współzałożycielem zakopiańskiego Patriotycznego Ruchu Ocalenia Narodowego, w którym do śmierci w 1985 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Prezydium Rady Miejskiej .
Koniec lat ’80 był czasem wyczekiwania. Wyczekiwania na upadek PRL, ale też rozmyślań, jak ten upadek przebiegnie i jakim kosztem. Nad tym, nieraz do późnych godzin nocnych debatowali na różnego rodzaju spotkaniach narodowcy w całej Polsce. Nie inaczej było w Zakopanem. Choć nawiązane w trakcie pierwszej „Solidarności” kontakty się nieco rozluźniły, od czasu do czasu odbywały się nieformalne rozmowy.
Stagnacja trwała aż do przełomowego roku 1989, kiedy to na czerwiec zaplanowano pierwsze, częściowo wolne wybory. Okrągłostołowym rokowaniom towarzyszyła nadzieja na zmianę, choć nie brak było głosów, iż to „dogadywanie się swoich ze swoimi”. Różne było też podejście do organizowanego pod patronatem Lecha Wałęsy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego – w rozmowie ze mną Kazimierz Murasiewicz wspominał o krążącym wśród narodowców żarcie, iż opublikowana przez Tygodnik Powszechny lista członków OKP to „spis masonów i około-masonów polskich”, co dobrze ilustruje sceptycyzm środowisk neoendecji do otoczenia Wałęsy i późniejszą (w tym obecną) krytykę przemian lat ’90.
W dwa miesiące po wyborach zmarł Olgierd Dębski, jedyny aktywny wówczas działacz narodowy ze starego pokolenia. Zrodziło to spore problemy, gdyż, jak wspomina pan Murasiewicz, został jedynym chętnym do działania, lecz bez żadnych kontaktów z ludźmi w Polsce. W lipcu udało mu się nawiązać współpracę z redagowanym przez prof. M. Giertycha „Słowem Narodowym”, co było pierwszym krokiem do poważnej kariery publicystycznej. Jednocześnie od wdowy po O. Dębskim, pani Marieli, otrzymał adresy trzech znamienitych ludzi związanych z ruchem narodowym. Byli to mec. Leon Mirecki, prof. Wiesław Chrzanowski i mec. Napoleon Siemaszko.
Wówczas rozpoczęła się działalność na forum ogólnokrajowym. W grudniu 1989 r. w Warszawie udało się nawiązać bliższe kontakty z mec. Siemaszką, wokół którego gromadzili się narodowcy, tworząc swoisty klub dyskusyjny, zwany „salonem Siemaszki” lub „salonem na Pięknej”. Oprócz mecenasa, tworzyli go min. T. Wituch i J. Zamoyski. Jednak już wówczas K. Murasiewicz zauważył, iż mimo szansy na zjednoczenie w nowej rzeczywistości, ruch narodowy wyszedł z PRL mocno podzielony. Jak przypuszczał, dużą rolę odgrywały przy tym pieniądze z Londynu, którymi emigracja zdecydowała się wesprzeć powstałe w 1991 r. SND (choć istniało już SN „Senioralne”, założone przez prof. M. Giertycha). W okolicznościach związanych z dofinansowywaniem stronnictwa poznał także W. Całusa i A. Dragasa, którzy jednak nie wywarli na nim pozytywnego wrażenia. Dodatkową, niemiłą niespodzianką, okazała się rejestracja ZChN przez prof. Chrzanowskiego oraz krótko istniejącego Stronnictwa Demokratyczno – Narodowego pod przewodnictwem mec. Ryszarda Pakulskiego (dobrego znajomego N. Siemaszki), co tylko wprowadziło dodatkowy chaos i nieporozumienie.
Atmosfera jaka panowała w SND wiosną i latem 1991 r. skłoniła część członków do przejścia na stronę prof. Giertycha. Po nerwowych rozmowach jako pierwszy wyłamał się właśnie okręg małopolski (z K. Murasiewiczem, J. Rejmanem i K. Brzeską – Mastalską, od początku będących działaczami SND), pociągając za sobą Mazowsze i Podlasie. Do SN przeciągnęli również Napoleona Siemaszkę. Oficjalna akcesja do „Seniorów” miała miejsce w październiku 1991 r. Ten ruch wyszedł na dobre secesjonistom gdyż, jak wspomina pan Kazimierz, wówczas rozpoczęła się bardziej intensywna działalność lokalna. Tam również poznał nowych przyjaciół i mentorów – przedwojennego narodowca, Jana Dziżyńskiego oraz dra Stanisława Kozaneckiego.
Jeszcze dla SND udało się wśród zakopiańczyków pozyskać kilka osób. Były wśród nich wdowy po panach Bogdanowiczu i Dębskim, jednak pierwsza szybko zmarła, drugiej stan zdrowia nie pozwalał na aktywną działalność. Poza nimi, w szeregi narodowców wstąpił pochodzący z Wilna Jan Jasuwienas, szkolny kolega Kazimierza Murasiewicza. Kolejnymi członkami zostali Bogdan Beszterda – stolarz z Zakopanego – wraz z żoną i dziennikarz Wojciech Jarzębowski. Starano się też wciągnąć w działalność państwa Jaroszów z Zębu, u których czasem odbywały się spotkania, jednak odległość i obowiązki związane z prowadzeniem gospodarstwa skutecznie powstrzymywały ich aktywny udział. Nieco później dołączyli Władysław Strama – Obrochta, Stanisław Chlebek i Jerzy Roszkowski. Zdarzały się również kandydatury nietrafione: negatywnie pan Kazimierz wspomina działalność min. Jerzego Bielawy – prezesa Spółdzielni Ogrodniczej, późniejszego samorządowca, i Zdzisława Krauzowicza – biznesmena zakopiańskiego. Jak przyznał w rozmowie, „…były to osoby podchodzące do sprawy zbyt ambicjonalnie, a za mało ideowo. A w dodatku niewdzięczne. Bielawie chłopaki [ chodzi o członków Sztafety Młodych Narodowców – przyp. autor ] ulotki roznosili, ale jak dostał się do Rady [ Miasta – przyp. autor ], to o członkostwie w SN zapomniał. Krauzowicz chyba liczył, że odniesiemy jakiś wielki sukces i da się z tego coś uszczknąć dla siebie. A że się tak nie stało, szybko zrezygnował”. W międzyczasie K. Murasiewicz oraz J. Jasuwienas startowali bez powodzenia w pierwszych wyborach samorządowych do Rady Miasta z ramienia Tatrzańskiej Jedności.
Na marginesie pragnę zwrócić uwagę na fakt istnienia „luki pokoleniowej”, nad którą ubolewał podczas rozmowy Kazimierz Murasiewicz. Jak zauważył, w latach ’90 pokolenie „starych” poczęło wymierać, natomiast brakowało ludzi w wieku 30 – 50 lat, którzy byliby gotowi podjąć działalność społeczno – polityczną w Stronnictwie. Twierdzi, że prowadząc rozmowy i obserwacje wśród wielu swoich znajomych, dostrzegał wówczas pewne zniechęcenie i brak zaszczepionych za młodu ideałów, a także chęci do działania na tym polu. To być może w znacznym stopniu wpłynęło na późniejszy spadek (po „boomie” lat 1992 – 1995), aktywności SN nie tylko w Zakopanem, ale i w całym kraju.
Poza dopływem kolejnych członków, Koło Grodzkie Stronnictwa Narodowego w Zakopanem posiadało swój lokal. W dobrym miejscu – nad „Cocktail Barem” przy Krupówkach, więc niemal w samym centrum miasta – i za stosunkowo niewielką opłatą. Idealnie nadawał się na organizację spotkań, wykładów i dyskusji (odbywały się one okazjonalnie także w „Białej Izbie” Związku Podhalan, przy ul. T. Kościuszki), w ramach których z odczytami zjawiali się min. B. Rybicki, R. Szeremietiew, J. Zamojski, M. Barański, prof. Cz. Bloch, prof. M. Giertych, prof. W. Staniszkis, red. J. Engelgard i dr J. Strzeszewski. Równocześnie, w latach 1993 – 1994, spotkania odbywały się w salce katechetycznej przy Kościele Św. Krzyża. W obu lokalach miały miejsca zebrania Klubu Myśli Polskiej im. R. Dmowskiego w Zakopanem (co ciekawe, pod szyldem SN, choć pierwotnie pomysł ten zrodził się w łonie SND). Do Klubu, poza członkami SN należeli także inni, związani z szeroko rozumianą prawicą, jak Mieczysław Rola czy obecny starosta tatrzański, Andrzej Gąsienica Makowski. Organizowane prelekcje zawsze przyciągały sporo osób, w tym wielu niepokornych nastolatków, nierzadko skinheadów. Starsi starali się jakoś skanalizować bunt młodych, podejmując próbę organizacji czegoś na wzór nieformalnej młodzieżówki SN, pod nazwą Sztafeta Młodych Narodowców, wydając z tej okazji (w 1995 r.) jeden numer pisma Polak. Znalazło się tam kilka tekstów samego K. Murasiewicza, jak również, wchodzącego wówczas w dorosłość Norberta Wasika. W numerze przeczytać można min. artykuły dotyczące obecności Cyganów w Polsce (Jarosław S., „Pozorny Problem”), apartheidu (Norbert W., „Sprzeciw wobec rasizmu”), tolerancji (Norbert W., „Nowy fetysz”) i mniejszości homoseksualnej (Norbert W., „W sprawie dewiacyjnych mniejszości”), utrzymane w dość radykalnym tonie, a także teksty traktujące o sytuacji w Zakopanem, autorstwa K. Murasiewicza; ironiczna „Stolica” i „Nasza mała Ojczyzna”, krytykująca usilne próby „europeizacji” wszelkich możliwych polskich nazw .
W pomieszczeniu katechetycznym odbył się również zjazd młodzieży prawicowej, jednak nie udało mi się dotrzeć do żadnych dokumentów z tej imprezy. Moi rozmówcy również nie pamiętają zbyt wielu faktów wiążących się z tym wydarzeniem, dlatego ograniczę się jedynie do jego odnotowania.
Okres po 1995 r. nie był zbyt owocny dla narodowców podhalańskich. Odeszło kilku kolejnych członków, doprowadzając do sytuacji, kiedy w Kole Grodzkim SN zostały 3 osoby – Kazimierz Murasiewicz, Jan Jasuwienas i Jerzy Roszkowski. Utracono także lokal nad „Cocktail-barem”, a osłabienie kontaktów z innymi narodowcami oraz brak zainteresowania doprowadziły do rozwiązania Klubu Myśli Polskiej. Nawet na młodzież ciężko było liczyć – poszła do pracy, do wojska lub na studia i nie miała już czasu angażować się w działalność proponowaną przez starszych kolegów. Próbą ratowania sytuacji była inicjatywa zapoczątkowana w 1997 r. przez pana Kazimierza, mająca w swoim zamierzeniu doprowadzić do bliższej współpracy, a ostatecznie do zjednoczenia obecnych wówczas partii i stowarzyszeń narodowych. W ramach Obozu Wszechpolskiego – gdyż taką nazwę uznano za najbardziej adekwatną – współpracę zadeklarowały SN „Senioralne” prof. Giertycha, Porozumienie Ludowo – Narodowe prof. Cz. Blocha, SN „Szczerbiec” M. Barańskiego, Polskie Stronnictwo Kresowe prof. E. Prusa, Stowarzyszenie Patriotyczne „Śląsk” Tadeusza Kaługi, Ruch Obrony Bezrobotnych K. Świtonia oraz jeszcze jedna niewielka organizacja z rejonu wschodniej Małopolski. Nie udało się uzyskać poparcia SND, zapewne ze względu na dawne zatargi. Spotkania i próby ustalenia wspólnej linii, programu i strategii działania trwały do 1998 r., poczym część biorących udział w przedsięwzięciu wycofała się. Jak wspomina K. Murasiewicz, „złą robotę wykonywali profesorowie Bloch i Giertych, którzy zbyt często chcieli narzucać innym swoje zdanie, nie bacząc jednocześnie na słowa krytyki”. „Odtąd do profesorów w polityce mam mieszane uczucia”, dodaje.
Próby związane z budową Obozu Wszechpolskiego były w zasadzie ostatnią formą aktywności zakopiańskich narodowców w XX w. Na gruncie lokalnym członkowie SN starali się jeszcze współpracować z władzami samorządowymi z Klubu im. Jana hr. Zamoyskiego. Poza tym poświęcili się własnym sprawom – pracy zawodowej, hobby, rodzinom – i tylko przy okazji świąt lub uroczystości państwowych spotykali się w wąskim gronie. Kazimierz Murasiewicz naucza dalej w liceum plastycznym i prowadzi działalność publicystyczną . Pan Jan Jasuwienas pracuje w Zakopiańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, a w wolnych chwilach urządza wyprawy w Tarty, gdzie oddaje się fotografowaniu. Dr Roszkowski został pracownikiem Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, specjalizując się w historii stosunków Polsko – Słowackich, pisząc szczególnie dużo o tzw. Polskich Kresach Południowych.

„Młodzi”
Jak wspomniałem, na początku lat ’90 na spotkaniach starszych działaczy zaczęła się pojawiać młodzież, głównie chłopcy. Mieli po kilkanaście lat, buntowniczą naturę i prawie wszyscy należeli do ruchu skinheads. Jednym z nich był Norbert Wasik, rocznik 1976, pochodzący z Witowa – wsi położonej na południowy zachód od Zakopanego. Jak wspomina, odkąd pamięta, wychowywał się w atmosferze szacunku dla ojczyzny i państwa, choć jego ojciec narodowym demokratą nie był. Był za to wojskowym, co nie okazało się bez znaczenia, gdyż z tym związane jest późniejsze zamiłowanie młodego Norberta do militarystyki, a także do historii .
Tej uczył się sam, czytając wiele książek i szukając dodatkowych informacji. Miał nawet mały zeszyt, gdzie zapisywał hasła: Narodowe Siły Zbrojne, Roman Dmowski, Obóz Narodowo – Radykalny, „Ogień”, choć pod koniec lat ’80 wciąż były to słowa niemal nie występujące w popularnej literaturze, a jeśli nawet, to zazwyczaj z negatywną konotacją. Jednak młody człowiek nie przejmował się polityczną poprawnością i szukał dalej.
W roku 1991 Norbert Wasik rozpoczął naukę w Technikum Budowlanym w Zakopanem, popularnej „budowlance”. Tam po raz pierwszy zetknął się z krótko ostrzyżonymi chłopakami, szermującymi hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Tak zaczęła się jego przygoda z ruchem skinheads. Wówczas poznał też innych, w mniejszym lub większym stopniu zainteresowanych nacjonalizmem – Gerarda Piekarczyka, Mariana Mrowcę, Marka Pierchlaka, Krzysztofa Piaseckiego, a także „Hansa”, „Vikinga”, „Kacpra” i wielu innych. Do tego towarzystwa wciągnął również swojego kolegę i sąsiada, Tomasza Piczurę. Wraz z członkostwem w „ruchu” rozwinęły się kontakty z ludźmi z całej Polski oraz zza granicy. Wasik prowadził korespondencję z członkami wielu zespołów muzycznych grających muzykę „Oi!” i rocka narodowego oraz aktywistami niektórych formacji narodowych, głównie Narodowego Odrodzenia Polski i Frontu Narodowo – Radykalnego. Choć nigdy nie zdecydował się wstąpić do żadnego z tych ugrupowań, jak sam określił, „…byliśmy luźno związani z FNR . Młodzi podhalańscy narodowcy uczestniczyli w latach 90. w zlocie zorganizowanym przez ONR – FNR pod Nowym Sączem, w miejscowości Męcina.
Takie kontakty otwierały także dostęp do książek i czasopism. Początek lat ’90 to był czas Szczerbca, w którego redakcji był wówczas K. Murasiewicz, a NOP dopiero zaczynał z tym pismem współpracę, redagując dodatek Awangarda Narodowa. Poza legalnym obiegiem pozostawały liczne skin-ziny, których, jak wspomina mój rozmówca, zgromadził „całe pudła”. Z książek największe wrażenie wywarły na nim „Myśli Nowoczesnego Polaka” R. Dmowskiego i „Rozmowy z katem” K. Mocarskiego.
Pierwsze lata III RP dla wielu zakopiańskich „młodych gniewnych” spod znaku krzyża celtyckiego to okres fascynacji elementami narodowego socjalizmu. Sami jego apologeci nie uznawali go za antypolski. W założeniu miała być to idea ponadnarodowa, wiążąca się z supremacją białej rasy, niechęcią do obcych (zwłaszcza Żydów i Murzynów), areligijnością, przywiązaniem do ziemi, wzbogacona o silne wątki socjalne. Mimo nasuwających się skojarzeń z nazizmem rodem z III Rzeszy, moi rozmówcy podkreślali, że „…w poważnych rozmowach nikt Hitlera nie gloryfikował, bo przecież wszyscy byliśmy Polakami i znaliśmy historię. Żydów też nikt nie chciał zabijać, raczej chodziło o ich odosobnienie, zmniejszenie wpływów…”
Początkowo aktywność młodych skupiała się na spotkaniach towarzyskich i wyjazdach na koncerty. Dopiero na przełomie lat 1992 – 1993 część z nich znalazła się pod wpływem starszych narodowców, zaczęła uczęszczać na spotkania i prelekcje, także w ramach Klubu Myśli Polskiej. Była to okazja do zdobycia dodatkowej wiedzy nie tylko o współczesnym ruchu narodowym, ale także o jego historii. I to nierzadko z pierwszej ręki. Jak przyznaje N. Wasik, te kontakty trochę ich „ucywilizowały”, a na pewno pokazały inną drogę, w kierunku narodowego radykalizmu, z całym jego umocowaniem w katolicyzmie. Dla górali, wychowywanych w tradycyjnych domach zdawało się to być naturalną koleją rzeczy, „powrotem do korzeni”. Choć nie dla wszystkich.
Wynikiem współpracy „młodych” ze „starymi” z SN było, opisywane w poprzednim punkcie, pismo Polak, którego ukazał się tylko jeden numer, z marca 1995 r. N. Wasik i T. Piczura podjęli się także samodzielnej działalności wydawniczej, wypuszczając w latach 1995 – 2004 ziny Skin’s Front i Triumf woli . Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie po dwa egzemplarze obu pisemek, choć kopie pozostałych prawdopodobnie znajdują się u nacjonalistów w różnych częściach kraju. Skin’s Front nr 2 – wiosna 1996 r. i 3 – lato 1996 r. (w sumie ukazały się 4 numery) zawierają wywiady z grupami rockowymi, grającymi dla skinheadów (z „Honorem” w nr 2. i Konkwistą 88 w nr 3.), prezentacje innych skin-zinów, raporty od skinheadów z zaprzyjaźnionych miast (Głogów, Lublin, z którego pisał Piotr Farfał) oraz artykuły dotyczące nacjonalizmu, narodowego socjalizmu, krytykujące UE itp. Zamieszczone są także reklamy sklepów i wydawnictw muzycznych. Oprawa graficzna nie pozostawia wątpliwości do kogo adresowane były dość radykalne pisemka. Podobnie sytuacja rysuje się z Triumfem Woli (zachowały się numery 5. i 6. z lat 2003 – 2004), gdzie więcej jest jednak wywiadów z zespołami, reklam i ogłoszeń. Z rozmów z N. Wasikiem wynika iż, wówczas już pełnoletni młodzi ludzie, składali i drukowali wszystko własnym sumptem, prowadząc sprzedaż wysyłkową. Każdego numeru kopiowano od kilkudziesięciu do nawet 100 egzemplarzy.
Znikoma ilość materiałów jaka została po działalności zakopiańskich skinheadów w latach ’90 jest efektem „wielu wypadkowych sił”. Głównie chodzi o zorganizowaną akcję policji wymierzoną przeciwko skupiającym młodych ludzi organizacjom nacjonalistycznym, przeprowadzoną w 1996 r. Wymusiła ona pozbycie się większości dokumentów, kaset, plakatów i czasopism, gdyż wszelka działalność w ruchu narodowo – radykalnym wiązała się wtenczas z ryzykiem znalezienia się w kręgu zainteresowań policji i Urzędu Ochrony Państwa. Przepadły niemal wszystkie dowody działalności młodych, także te dotyczące współpracy ze Stronnictwem Narodowym. Nagonka medialna spowodowała odejście wielu działaczy i praktyczne zaprzestanie działalności, choć poszczególne osoby nadal utrzymywały kontakt z nacjonalistami z całej Polski. Rzadko odbywały się spotkania, już tylko w gronie „młodych”, gdyż z członkami SN praktycznie urwał się kontakt. Kilkakrotnie rozważano utworzenie lokalnych komórek NOP bądź SN „Szczerbiec”, ale nie podjęto jakichkolwiek kroków w tym kierunku. Nastał czas stagnacji, który trwał do 2004 r.

Odrodzenie i wspólna droga
Odrodzenie, czy wręcz przystąpienie do kolejnego etapu budowy struktur ruchu narodowego na Podhalu jego członkowie datują na jesień 2004 r. Wówczas inicjatywa należała do osób wcześniej związanych z „młodymi”, które ponownie zaczęły się spotykać w celach wykraczających poza czysto towarzyskie. W toku dyskusji i rozważań zrodziła się idea powołania lokalnej i niezależnej organizacji narodowej. Początkowo brano pod uwagę utworzenia oddziału NOP. Pomysł ten jednak padł, przede wszystkim z obawy przed dyktatem „z góry” co do kwestii działania i ograniczania ewentualnej współpracy z innymi ugrupowaniami. Dlatego ostatecznie zdecydowano się na nazwę Obóz Narodowo – Radykalny. Ponieważ od 2003 r. istniało już na Śląsku stowarzyszenie o nazwie ONR, dlatego Podhalanie wcześniej skonsultowali z opolskimi narodowcami kwestię nazwy, aby nie stwarzać pretekstów do kolejnego konfliktu w łonie ruchu .
Do lutego 2005 r. jedyne działania podejmowane przez, jeszcze nie formalny, podhalański ONR, polegały na rozklejaniu plakatów o treściach nacjonalistycznych. Wzory były własne lub zapożyczone od NOP (z którym niektórzy z zakopiańczyków wciąż utrzymywali kontakty) . Jednocześnie N. Wasik zdecydował się odświeżyć znajomość z członkami miejscowego koła SN i przedstawił plany powrotu do aktywności. 22 lutego złożono na ręce starosty tatrzańskiego pismo informujące o powstaniu „stowarzyszenia zwykłego „Obóz Narodowo – Radykalny” (nr rejestru sądowego – 20/R/Z – uzyskano 23 kwietnia). Za cel obrana została działalność na rzecz promowania „polskich wartości narodowych, w duchu odpowiedzialności za losy Ojczyzny”. Zadania zamierzano realizować poprzez zebrania, wykłady, pracę kulturalno – oświatowa, zawody sportowe i obozy. Siedzibą organizacji miało być tymczasowo mieszkanie N. Wasika. Na utrzymanie stowarzyszenia przewidziano składki członkowskie. Pod takim zawiadomieniem podpisało się pięciu członków – założycieli: Norbert Wasik, Maciej Trebunia, Krzysztof Trebunia, Tomasz Piczura, Zbigniew Ignacok i Tymoteusz Żegleń, wszyscy mieszkający na terenie powiatu tatrzańskiego .
Jeszcze przed zarejestrowaniem stowarzyszenia młodzi narodowcy zorganizowali spotkanie z członkami SN, LPR i MW z Zakopanego (jak się okazało, MW w Zakopanem działała jedynie fikcyjnie i na spotkanie przyjechał przedstawiciel tej organizacji z Krakowa, Jarosław Komorniczak). Przedstawiono plany i przeprowadzono rozmowy o przyszłej współpracy. Z relacji uczestników tamtego spotkania wynika, iż jedynie K. Murasiewicz i J. Jasuwienas poparli w pełni zamiary „młodych”, natomiast środowiska związane z LPR podeszły do zagadnienia „z ciekawością, lecz i z pewnym dystansem” .
Pierwszym przejawem aktywności po sformalizowaniu istnienia zakopiańskiego ONR (określającego się odtąd jako ONR – Sekcja Podhale) było wydanie wewnętrznego pisma Podhale, które miało pełnić funkcję informatora oraz miejsca publikacji artykułów o tematyce ogólnonarodowej i lokalnej. W wydaniu znalazły się teksty N. Wasika oraz kilka przedruków z innych gazet i portali internetowych. Na przedostatniej stronie umieszczono dział „Z ideowej teki Obozu Narodowo – Radykalnego”. Numer ukazał się w marcu ,i jak wskazuje stopka redakcyjna, został samodzielnie zredagowany, złożony i wydrukowany przez członków ONR – SP.
Wiosną 2005 r. ONR, jak informuje biuletyn Podsumowanie działań, wkroczył „na salony podhalańskiego establishmentu”. Objawiło się to wizytą u burmistrza Zakopanego Piotra Bąka, która miała miejsce 2 kwietnia. W Urzędzie Miasta stawili się przedstawiciele dobrze już ze sobą współpracujących SN i ONR, a także ponownie LPR i MW (MW tym razem z okolic Ochotnicy Górnej). Jak informują uczestnicy, „…spotkanie upłynęło w miłej i serdecznej atmosferze przy zbieżności poglądów na wiele problemów krajowych, międzynarodowych i regionalnych – zachodzi możliwość kolejnych spotkań naszych środowisk z władzami miasta. Wypada mieć nadzieję, iż będą one skutkować poznaniem problematyki regionalnej zwłaszcza przez nas młodych działaczy nacjonalistycznych, co w przyszłości pozwoli na aktywne włączenie się do wspólnych działań na swoim terenie…” . W podobnych nastrojach przebiegało przeprowadzone 21 kwietnia spotkanie tych samych środowisk z przedstawicielami Tatrzańskiego Klubu „Niezależnych”, zasiadającymi w Radzie Miasta w Zakopanem, z którymi udało się nawiązać kontakt za pośrednictwem K. Murasiewicza. Wówczas uzgodniono pierwszą wspólną inicjatywę środowisk narodowych – postulat nadania jednemu z nowobudowanych zakopiańskich rond imienia Romana Dmowskiego.
Wydarzeniem wieńczącym „wiosenną ofensywę” narodowców w 2005 r. był udział w oficjalnych obchodach rocznicy 3 maja, podczas których oenerowcy i członkowie SN wystąpili pod wspólnym, biało-czerwonym banerem co, jak się później okazało, nie umknęło uwadze lokalnych mediów.
Plany przekuto w pierwsze czyny i 16 maja N. Wasik i K. Murasiewicz złożyli na ręce Przewodniczącego Rady Miasta Władysława Łukaszczyka pismo, w którym środowiska narodowe zwracały się z do władz Zakopanego z prośbą o nadanie rondu u zbiegu ulic Wł. Zamoyskiego, Br. Czecha, O. Balzera i Przewodników Tatrzańskich imienia Romana Dmowskiego. 18 sierpnia wniosek został przegłosowany, przy czym zmieniono tylko rondo, które miało tą nazwę nosić. Ostatecznie uroczyste otwarcie obu nowych inwestycji (drugie rondo miało nosić nazwę Solidarności) zaplanowano wstępnie na 11 listopada, przy okazji obchodów Święta Niepodległości.
Trzy warte odnotowania wydarzenia miały miejsce w czerwcu. Najpierw członkowie obu narodowych stowarzyszeń (ONR – SP i SN) skorzystali z zaproszenia kolegów z LPR na spotkanie z Bogdanem Pękiem i posłanką Zofią Domką. Eurodeputowany objaśniał zakopiańczykom zagrożenia wynikające z możliwości wejście w życie tzw. Konstytucji Europejskiej oraz odsłaniał kulisy pracy Parlamentu Europejskiego. Z relacji uczestników wynika, iż oenerowcy wykazali się sporym rozeznaniem w tematach związanych z Unią Europejską i „…stanowili doskonałych partnerów do rozmowy” .
Drugim wydarzeniem był koncert z okazji 160 rocznicy urodzin Adama Chmielowskiego (brata Alberta), na który, na zaproszenie Adama Kitkowskiego z TKN, przybyło wielu narodowców z Zakopanego i Nowego Targu. Jednak zdecydowanie najwięcej wspomnień wśród moich rozmówców budziło otwarcie siedziby ONR – Sekcji Podhale, „…pierwszej oficjalnej siedziby ONR’u w powojennej Polsce jak i pierwszego oficjalnego lokalu organizacji narodowej na naszym terenie [ chodzi o Zakopane – przyp. autor ] (nie licząc okresu międzywojennego)” . Ów lokal to harcówka przy Zespole Szkół Budowlanych w Zakopanem (przy ul. Krupówki), wynajęta od szkoły na mocy umowy, opłacana ze składek członkowskich ONR – SP i SN. Atmosfera towarzysząca otwarciu była podniosła. Mowy wygłosili N. Wasik, K. Murasiewicz, po czym głos zabrali po kolei wszyscy obecni wówczas członkowie obu organizacji oraz zaproszeni goście. Uroczystość miała miejsce 25 czerwca 2005 r.
Sądząc po ilości udokumentowanej „korespondencji” z różnymi redakcjami, można powiedzieć, iż okres wakacyjny był dla narodowców czasem pisania sprostowań i protestów) dotyczących publikacji na ich temat. Pierwsza ukazała się w tygodniku Tylko Polska, będącym jedną ze sztandarowych gazetek Leszka Bubla, powszechnie uważanego za osobę kompromitującą polską ideę narodową i to zarówno wywodzącą się z przedwojennej endecji, jak również tą prezentowaną przez NOP czy ONR. To właśnie tej ostatniej organizacji zarzucił w jednym z artykułów agenturalność (na rzecz izraelskiego Mosadu) i sympatie pronazistowskie. W odpowiedzi N. Wasik przesłał do redakcji sprostowanie i prezentacje dotychczasowych działań sekcji podhalańskiej. Jak wspomina sam zainteresowany, nie spodziewał się po Bublu niczego dobrego, ale ten artykuł jedynie zwiększy ostracyzm PPN (Polskiej Partii Narodowej – ugrupowania, któremu szefuje L. Bubel – przyp. autor) w środowiskach narodowych.
Kolejna wzmianka, tym razem w lokalnym dodatku do Gazety Krakowskiej, pojawiła się 18 sierpnia. Ta informacja dotyczyła już stricte organizacji podhalańskiej, a nosiła znamienny tytuł „Czarne koszule pod Giewontem” . „Odradzająca się antysemicka i faszyzująca działalność Narodowej Demokracji” stała się przyczynkiem do krytyki pomysłu nadania jednemu z nowych rond imienia R. Dmowskiego. W polemice wystąpili radny Janusz Majcher i Kazimierz Murasiewicz. Następnego dnia wysłane zostało do redakcji sprostowanie, wyjaśniające przede wszystkim kwestię rzekomych czarnych koszul noszonych przez młodych oenerowców, co miało mieć miejsce na uroczystościach 3 maja. Sprostowanie nie zostało jednak upublicznione przez gazetę. Aktywność ONR zauważyli także dziennikarze z Dziennika Polskiego, nie do końca chyba jednak zorientowani o kim piszą, gdyż ich zdaniem z LPR i SN współpracowała Narodową Demokracją – Frakcją Radykalną. Podobny błąd popełniła za pierwszym razem również Gazeta Krakowska .
Ostatnim z serii artykułów był opublikowany w regionalnym Tygodniku Podhalańskim tekst „Narodowcy w tajnej siedzibie” z 25 sierpnia. Tam ponownie pojawiają się zarzuty o „kryptofaszystowską” działalność. Łączy się je jednocześnie z burmistrzem miasta P. Bąkiem. Zdaniem N. Wasika, „ONR – SP stał się narzędziem do walki politycznej z obecnym burmistrzem, gdyż środowisko związane z Tygodnikiem Podhalańskim zamierza poprzeć radnego J. Majchra w najbliższych wyborach na burmistrza”. Również i tym razem wysłane sprostowanie nie znalazło miejsca na łamach tygodnika .
W między czasie ukazał się drugi numer Podhala. Poza dotychczasową „Teką ideowa ONR” dodano kolejne stałe działy – „Okiem bardziej konserwatywnym…” oraz dodatek historyczny „Szczerbiec”, redagowany przez miejscowe bractwo rycerskie „Lugiowie”. Może to świadczyć o chęci otwarcia się na różne środowiska, nie tylko narodowo – radykalne. Tradycyjnymi miały się też stać płomienne teksty redakcyjne z pierwszej strony pisma. Poza tym w tej edycji znajduje się już więcej tekstów własnych członków ONR – SP, choć wciąż sporo jest przedruków.
W związku ze nadchodzącymi wyborami zdecydowano się również na oświadczenie zapowiadające głosowanie „w myśl własnego sumienia”. Mimo to, jak dowiadujemy się z tego oświadczenia, lider zakopiańskiej LPR, Piotr Mrowca – Kuscorz, zaproponował niektórym członkom ONR – SP i SN możliwość kandydowania do Sejmu z list wyborczych ugrupowania Romana Giertycha. Żadne dalsze kroki nie zostały w tym kierunku podjęte, natomiast kilka osób znalazło się później w komisjach wyborczych dzięki zgłoszeniu przez LPR.
Pod koniec okresu wakacyjnego, po mimo, lub jak twierdzi N. Wasik – dzięki niezbyt przychylnym publikacjom, liczebność ONR – SP wzrosła o trzech członków oraz czwórkę kandydatów . Niemal wszyscy pochodzili z Zakopanego lub okolic, jedna osoba z Nowego Targu. Nie zdecydowano się na wybory kolektywnych władz stowarzyszenia, a funkcję przewodniczącego pełnił nadal N. Wasik. Skarbnikiem został K. Trebunia, a sekretarzem M. Trebunia. Nie zmieniła się natomiast sytuacja w zakopiańskim SN. Przewodniczącym koła pozostawał K. Murasiewicz, a pozostałymi członkami byli J. Jasuwienas i J. Roszkowski.    We wrześniu nie stroniono od aktywności. Odbyło się kolejne spotkanie z burmistrzem P. Bąkiem, na którym poza członkami ONR – SP i SN znaleźli się zaproszeni goście z Czarnego Dunajca, Ochotnicy Górnej, Kościeliska, Zębu i samego Zakopanego. Dyskusje prowadzono przede wszystkim na tematy lokalne, wspomniano o zbliżających się wyborach i zgodnie przyjęto propozycję przyszłych spotkań, w tym szkoleń z zakresu pracy samorządu skierowanych do młodzieży, min. osób z ONR – SP. Pod koniec miesiąca, 29 września, przedstawiciele obu organizacji narodowych z Zakopanego wzięli udział w wycieczce do Starej Lubowli na Słowacji. Odbyła się tam prezentacja repliki polskich insygniów królewskich. Przypomniano również dzieje rodu Lubomirskich oraz Zamoyskich, do których kiedyś należały lubowieckie dobra. Uroczystość zakończył recital zakopiańskiego chóru „Turliki”. Wydarzenie miało szczególny wymiar symboliczny, o którym nie omieszkali wspomnieć uczestnicy imprezy – oto w dawnym polskim zamku ponownie pojawiła się polska korona i berło, co mogłoby oznaczać zwrot w polityce historycznej dotyczącej stosunków Rzeczpospolita – Republika Słowacji.
Równie intensywnym miesiącem dla narodowców był listopad. Zaczęto od złożenia kwiatów i zapalenia zniczy na grobach osób związanych ruchem narodowym, a pochowanych na zakopiańskich cmentarzach. Uporządkowano i odwiedzono miejsca spoczynku min. W. Brzegi, M. Jamontta, K. Kwaśniewskiego i J. Bogdanowicza. Przy każdym grobie krótką notkę biograficzną odczytywali K. Murasiewicz i N. Wasik. 8 listopada przedstawiono trzeci numer Podhala. W piśmie znalazły się kolejne stałe rubryki, jak „Wywiad numeru” ( pierwszym rozmówcą N. Wasika był K. Murasiewicz ) i „Polemiki”, gdzie znajdują się teksty dotyczące wcześniej opublikowanych artykułów w innych gazetach.
Wyjątkowo ważną uroczystością stało się Święto Niepodległości, przy okazji którego władze Zakopanego planowały uroczyste otwarcie rond Solidarności i R. Dmowskiego. Dlatego poza liczną reprezentacją (ONR – SP, SN, LPR oraz zaproszeni goście, w sumie ok. 30 osób) młodzi narodowcy zaprezentowali się w „oficjalnych strojach”, czyli nawiązujących do przedwojennego ONR piaskowo-zielonych koszulach z przepaskami ze znakiem „Falangi” oraz dodatkowo w czarnych krawatach. Tak opisywała to trzy dni później H. Kraczyńska z Gazety Krakowskiej: „Wygolone na łyso głowy, piaskowe koszule, czarne krawaty i czarna flaga oraz wielki biało-czerwony transparent z napisem: Stronnictwo Narodowe Obóz Narodowo-Radykalny. Tak zwolennicy Romana Dmowskiego przyszli świętować nadanie jego imienia jednemu z zakopiańskich rond. Nie dało się ich nie zauważyć, tak jak nie dało się nie zauważyć zdziwienia, jakie malowało się na twarzach niektórych zakopiańczyków na ten niezwykły pod Giewontem widok” . Jak wynika z relacji N. Wasika, rzeczywiście budzili sporą sensację. Uczestniczyli w całych uroczystościach i zachowywali się w sposób adekwatny do sytuacji, stąd też dziwi go niemal histeryczny ton niektórych mediów. Wówczas, po raz pierwszy pokazano, choć tylko w gronie ONR – SP i SN, przedwojenny sztandar zakopiańskiego Stronnictwa Narodowego z 1938 r., który udało się uzyskać od Franciszka Jarosza z Zębu. Zabytek przechowywał w swoim domu od 1939 r. najpierw jego ojciec, później on sam, narażając się tymsamym na poważne represje zarówno ze strony niemieckiego okupanta, jak i późniejszych władz komunistycznej Polski.
Zwieńczenie listopada to I Rajd im. Jana Mosdorfa, zorganizowany przez koło ONR – SP z Witowa. Szlak wiódł Doliną Chochołowską do tamtejszego schroniska, gdzie odbywał się nocleg. Relację z rajdu, a także pozostałe dokonania Podhalan przedstawiono na IV Ogólnopolskim Zjeździe organizacji Obozu Narodowo – Radykalnego, który miał miejsce 10 grudnia w Opolu. Przedstawiciele ONR – SP, mimo iż stanowią autonomiczną organizację, przyjęli zaproszenie i wysłuchali wykładu dr Dariusza Ratajczaka oraz wzięli udział w obradach. Obecni tam N. Wasik i T. Piczura nie poparli jednak propozycji połączenia i utworzenia jednego, ogólnopolskiego stowarzyszenia. Bronili natomiast koncepcji mniejszych grup, działających przede wszystkim lokalnie. Jedynie od czasu do czasu spotykając się przy okazji manifestacji bądź uroczystości.
Spotkanie w Opolu kończyło pierwszy rok oficjalnej działalności ONR – SP. Wykrystalizowała się koncepcja rozwoju, polegająca na koncentracji działań w swoim regionie i możliwie szerokiej współpracy na rzecz obrony interesów narodowych. Liczebność stowarzyszenia wynosiła 13 osób, w tym dwie kobiety – Elżbieta Madoń i Agnieszka Delkowska. Narodowcy mogli się pochwalić własną inicjatywą zgłoszoną i przeprowadzoną w Radzie Miasta Zakopanego, współpracą z burmistrzem i niektórymi radnymi oraz miejscowymi organizacjami o zbliżonym charakterze – SN, LPR i MW. Ważnym elementem dorobku był także własny lokal oraz trzy numery kwartalnika Podhale, który wówczas trafiał już poza kręgi stricte związane z tym środowiskiem. Znamiennym zdaje się też być fakt obecności w lokalnych mediach, choć zapewne członkowie ONR woleliby, aby miała ona zgoła inny charakter. Mimo to, w rok 2006 podhalańscy narodowcy wkraczali w dobrych nastrojach.
Rozpoczęto go wielce uroczyście, od noworocznego spotkania w lokalu przy ul. Krupówki. Wśród zaproszonych przez ONR – SP i SN gości znaleźli się starosta tatrzański Andrzej Gąsienica – Makowski, burmistrz Zakopanego Piotr Bąki, prezes Związku Polskiego Spisza Jan Budz, przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości z Witowa Jan Piczura, Stefania Rolewicz z Ruchu Patriotycznego, poetka Wanda Czubernatowa, przedstawiciele LPR, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Zakopanem, radni TKN, i członkowie nauczycielskiej „Solidarności”. Razem z organizatorami w niewielkiej sali zgromadziło się niemal 40 osób. W tym gronie K. Murasiewicz wraz z N. Wasikiem dokonali prezentacji przedwojennego sztandaru SN. Dyplom uznania i wdzięczności otrzymał Franciszek Jarosz. P. Bąk wspominał swojego ojca, którego gwóźdź fundatora znajduje się do tej pory w drzewcu sztandaru. Wygłoszono okolicznościowe przemówienia, składano noworoczne życzenia, śpiewano pieśni patriotyczne. Warto napomknąć, iż przed świętami, 22 grudnia, na podobnym, choć mniej uroczystym spotkaniu opłatkowym w pizzerii „Bambola”, zjawili się przedstawiciele ONR – SP i SN, zaproszeni przez organizatorów – radnych TKN.
W marcu ponownie pojawiły o oenerowcach artykuły w lokalnej prasie. Najpierw była krótka notatka w Tygodniku Podhalańskim pt. „Z faszystowskim pozdrowieniem” , później, w internetowej wersji gazety, tekst „Groźni i łysi” . Oba, poza poruszaną już wcześniej tematyką odradzającego się w stolicy Tatr faszyzmu i związkach z nim burmistrza Bąka, wspomniały o zjeździe ONR, który miał tu miejsce w marcu. Prezentowano zdjęcia z ogólnopolskiej strony ONR, z wcześniejszych zebrań Podhalan w swoich oficjalnych strojach, porównując je do mundurów SS. Wywołało to protesty zainteresowanych i kolejne sprostowania.
Co do rzeczonego zjazdu, miał on miejsce w Zakopanem, w dniach 18 – 19 marca. Pod Giewont przybyli przedstawiciele lokalnych grup z Gdańska, Opola, Brzegu, Sosnowca, Częstochowy i Krakowa. Poza wewnętrznymi obradami, gdzie poruszano min. kwestię organizacji drugiej edycji „Najazdu na Myślenice”, z referatami zjawili się członkowie miejscowego SN. K. Murasiewicz mówił o demokracji i różnicach pomiędzy cywilizacjami, natomiast J. Roszkowski o historii polsko – węgierskich, a później polsko – słowackich sporów o tzw. Kresy Południowe .
Również w marcu ONR – SP pojawił się w Internecie. Założono forum mające, jak wskazują członkowie stowarzyszenia, tymczasowo pełnić funkcję oficjalnej strony internetowej . Znajdują się tam artykuły z Podhala, zdjęcia i sprawozdania ze spotkań, wywiady, komunikaty. Dostępny jest statut organizacji i regulamin korzystania z lokalu. Poza tym działy o polityce, idei narodowej, historii, regionie, poszczególnych miastach Podhala itp. Z opublikowanego oświadczenia wynika, iż tylko tu „znajdzie Szanowny Czytelnik prawdziwie wartościowe informacje na temat ONR – Sekcja Podhale” .
1 kwietnia dwójka oenerowców zjawiła się na promocji książki Małopolska i Podhale w latach Wielkiej Wojny 1914 – 1918 zorganizowanej przez nowotarski oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego. Był to w zasadzie pierwszy objaw działalności wykraczający w tym regionie poza Zakopane. Starano się nawiązać kontakt z historykami, szukając źródeł, które pomogłyby odtworzyć historię ruchu narodowego na ziemi podhalańskiej.
Największym ciosem, który paradoksalnie przysporzył oenerowcom również sporej popularności, stał się cykl artykułów w Gazecie Wyborczej poświęcony właśnie rzekomym neofaszystom z Zakopanego. Pierwszy z nich ukazał się 20 kwietnia i nosił tytuł „Zakopane zaprasza neofaszystów” . Przedstawiono tam informacje o spotkaniach nacjonalistów z burmistrzem miasta oraz fakt posiadania lokalu, który starano się powiązać z tym, że za młodu P. Bąk był w tamtej harcówce harcmistrzem ZHR. Tekst opatrzono zdjęciem członków ONR – SP stojących w „mundurach” w swoim lokalu. Skrócony artykuł przedrukowało Metro z 21 kwietnia . W tydzień po pierwszej publikacji Gazeta Wyborcza przedstawiła zapewnienia, iż Sekcja Podhalańska zapewne straci swój lokal po interwencji kuratorium . Tego samego dnia artykuł w podobnym tonie ukazał się w Tygodniku Podhalańskim . Również opatrzono go zdjęciem umundurowanych młodych nacjonalistów. Jak wspomina N. Wasik, rozpętała się wówczas niezła burza. Otrzymywał wiele telefonów z prośbą o wyjaśnienia, wywiady, wypowiedzi. Przeciwko działalności ONR – SP protestowali również niektórzy radni z Zakopanego, przede wszystkim J. Majcher . Słowa poparcia zaczęły spływać od sympatyków i kolegów z całej Polski. Jednak dwie osoby musiały zrezygnować z działalności, a dwie kolejne tymczasowo usunąć się w cień. Jednak do momentu ukończenia tej pracy stowarzyszenie nadal działa i wciąż spotyka się w swoim lokalu. Również współpraca z innymi organizacjami nie uległa drastycznemu pogorszeniu – nikt spotkań z oenerowcami się nie wyparł .

Zakończenie
W tym miejscu pragnę podzielić się z czytelnikiem osobistymi spostrzeżeniami dotyczącymi pisania tej pracy, jak również prowadzenia badań dotyczących aktywnych, istniejących tu i teraz grup społecznych. Wydaje mi się, iż w swojej pracy dobrze udało mi się uchwycić charakter współczesnego ruchu narodowego na Podhalu. Choć starałem się zachować jak najdalej idący obiektywizm badawczy, czytelnik zapewne wychwyci mój pozytywny stosunek do osób, o których pisałem. Jednak moim zdaniem zachowanie pełnej neutralności przy takiej formie zbierania informacji jest niemożliwe. Siedząc w czytelni lub bibliotece dużo łatwiej być postronnym obserwatorem, niż czynić tak, mając kontakt z ludźmi, spędzając z nimi czas na dyskusjach, biorąc udział we wspólnych uroczystościach i spotkaniach. Mimo iż z jednej strony wiąże się to bardziej osobistym stosunkiem do sprawy (negatywnym lub pozytywnym – w moim wypadku tym drugim), to jednocześnie pozwala na głębsze zbadanie istoty działalności danej grupy, jej prawdziwych celów i motywów co, jak mi się wydaje, ma dobry wpływ na wartość pracy.
Potwierdzeniem moich słów zdaje się być porównanie informacji prasowych, które ukazywały się odnośnie działalności ONR – Sekcji Podhale, z własnymi doświadczeniami. W tym momencie rysuje się zupełnie inny obraz ruchu narodowego, niż ten prezentowany w mediach. I być może to jest klucz do lepszego, głębszego poznania każdej grupy społecznej – bazowanie na dwóch czynnikach: tym co mówią i piszą o niej inni oraz własnych spostrzeżeniach zebranych na podstawie bezpośrednich kontaktów z członkami grupy, wspólnych rozmowach i działaniach. I choć niesie to ze sobą niebezpieczeństwo zbytniego subiektywizmu to moim zdaniem, dużo łatwiej jest pisać o narodowcach, anarchistach, kibicach czy grupach oazowych, stając się choć w pewnym stopniu przynależnym do danej społeczności. Należy przy ty pamiętać o weryfikacji informacji i umiejętności poddania ich krytycznej ocenie. Jednak moim zdaniem taka metoda jest dużo ciekawsza i o wiele bardzie j pouczająca.
Pokonując meandry myśli narodowej przy okazji pisania tej pracy, udało mi się odkryć wiele nowych rzeczy, poszerzyć horyzonty myślowe i zrozumieć zawiłe dotąd niuanse. Mam także nadzieję, iż nie będzie to moja ostatnia praca poruszająca zagadnienia związane z polskim ruchem narodowym.

Jest to część pracy licencjackiej B.B. Prawa autorskie ONR Podhale i B.B.!



Historia Ruchu Narodowego w Zakopanem, w latach 1918-1939
mp1

   Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, życie społeczno – polityczne Zakopanego zdominowała Narodowa Demokracja. Zakopiańskie, formalne, pierwsze Koło Stronnictwa Narodowo – Demokratycznego zorganizowali w 1916 r. inż. Leon Krobicki (notabene na stałe do Zakopanego przeprowadził się z Harklowej dopiero w 1917 r.) i nauczyciel Medard Kozłowski.
W 1919 r. Stronnictwo Narodowo – Demokratyczne w Zakopanem zostało przekształcone w Związek Ludowo – Narodowy, którego przewodniczącym został nikt inny, tylko jeden z twórców zakopiańskiej endecji Medard Kozłowski – zastępcą był ks. Jan Litwin, sekretarzem literat Stanisław Wyrzykowski, a skarbnikiem Jan Wróblewski. Ponad to, do zarządu weszli Antoni Krzyżak i Jan Zembaty.
W pierwszym etapie swojej działalności zakopiańskie Koło ZLN wyznaczyło sobie bardzo ambitne zadanie uzyskania jak największej liczby mandatów w wyborach do Rady Gminy w 1919 roku. Chciano więc utrzymać zdobytą już wcześniej dominującą rolę w Radzie Narodowej będącej formą rządów uformowanej w 1918 r. Rzeczpospolitej Zakopiańskiej. Zgodnie z założeniami udało się jej uzyskać znaczną część mandatów – 16 miejsc w jej składzie – a także utrzymać przewagę polityczną w Radzie Gminnej aż do 1926 r. W 1920 r. wójtem Zakopanego został Medard Kozłowski. Jednocześnie zakopiańscy endecy znaleźli się we władzach powiatowych. Przewodniczącym Zarządu Powiatowego był Wincent Szymborski, sekretarzem dr Józef Diehl, a członkami zarządu wspomniani wyżej Leon Krobicki i Medard Kozłowski – wszyscy byli członkami ZLN.
W 1922 r. Medard Kozłowski zostaje posłem do sejmu, szeregi i wpływy narodowców wzrastają w błyskawicznym tempie – wszystko to wpływa na zawiść i zacietrzewienie wśród adwersarzy politycznych.
Od 1925 roku poczet zakopiańskich czasopism uzupełniał tygodnik „Góral”, który od samego początku jest organem Związku Ludowo-Narodowego.
Władze sanacyjne, obawiając się zbytniego wzrostu wpływów narodowych demokratów na zakopiańską społeczność wprowadziły w 1926 r. Zarząd Komisaryczny odsuwając w ten sposób od władzy działaczy ZLN. Tegoż to roku w Zakopanem powstają pierwsze komórki Obozu Wielkiej Polski. Niestety stagnacja spowodowana bezpardonowym przejęciem władzy przez sanacje powoduje chwilową wyrwę w łonie zakopiańskiego Ruchu Narodowego. Oczekiwania odnośnie powołania OWP nie spełniają jednak nadziei.
W wyniku reorganizacji Ruchu Narodowego przez Romana Dmowskiego w 1928 r. ZLN w Zakopanem zostaje przekształcony w Stronnictwo Narodowe. W 1929 roku, po trzyletnim okresie zawieszenia demokracji, odbywają się wybory do rady gminnej. Endecja powoli, aczkolwiek systematycznie odradza swoje wpływy. W latach 30. kierownictwo nad Stronnictwem Narodowym obejmuje Eugeniusz Heyda.
W samym Zakopanem władzę nadal jednak sprawuje sanacja. „Rządy pułkowników” w wydaniu uzdrowiskowym doprowadziły do kompletnej ruiny najszlachetniejsze funkcje Zakopanego: turystykę, lecznictwo, a także kulturę w wydaniu innym niż jarmarczne.    Kolejne wybory do Rady Miejskiej wykazały znaczny spadek popularności aktywistów byłego BBWR. W składzie Rady u progu 1939 r. znaleźli się w sporej liczbie przedstawiciele ugrupowań opozycyjnych, gdzie powoli prym zaczęło ponownie wieść Stronnictwo Narodowe. Niestety w latach 30. zakopiańska endecja wydaje się być cieniem tej z lat 20.
W latach 1929-1939 w Zakopanem działa 4-klasowa prywatna szkoła powszechna im. Św. Teresy, która jest prowadzona pod patronatem Narodowej Organizacji Kobiet. Około 1935 roku w Zakopanem powstaje Ruch Narodowo – Radykalny Podhale Adama Kamińskiego, który to blisko współpracuje z Bolesławem Piaseckim i jego RNR Falanga.
Ciekawostką jest fakt uczestniczenie sześcioosobowej delegacji górali wraz z sztandarem zakopiańskiego koła Stronnictwa Narodowego w pogrzebie Romana Dmowskiego 2 stycznia 1939 r.
Zbliżająca się II wojna światowa spowodowała regres w zakopiańskim Ruchu Narodowym. Nie zmienia to jednak faktu, iż zakopiańscy narodowcy w dobie zagrożenia bytu Narodu i Ojczyzny stanęli na wysokości zadania walcząc nie tylko w góralskiej partyzantce – Konfederacji Tatrzańskiej – ale także na wielu frontach II wojny światowej.

Literatura:
Kronika „Gazeta Podhalańska” nr 29 r. VII: 1919, s. 3
Z życia politycznego na Podhalu, „Echo Tatrzańskie, nr 7 r. II: 1919, s. 7-8
M. Pinkwart, J. Zdebski: Nowy Cmentarz w Zakopanem. Wyd. PTTK „Kraj”, Warszawa – Kraków 1988, s. 91
M. Pinkwart: Zakopiańskim szlakiem Mariusza Zaruskiego. Wyd. PTTK „Kraj”, Warszawa – Kraków 1983
L. Długołęcka, M. Pinkwart: Zakopane Przewodnik historyczny. Wyd. PTTK „Kraj”, Warszawa 1989
Fot. Delegacja górali na pogrzebie Romana Dmowskiego. Warszawa, styczeń 1939r.



Ruch Narodowy w Nowym Targu w latach 1918-1945

Okres międzywojenny

mp1

    Nowy Targ, stolica Podhala, położony jest w dnie kotliny Orawsko-Nowotarskiej, u zbiegu Czarnego Dunajca i Białego Dunajca. W latach 1918 – 1945 stanowił liczący się ośrodek administracyjny regionu. Znajdowały się w nim m.in. siedziba starostwa, powiatowa komenda policji państwowej, powiatowa komenda uzupełnień, urząd skarbowy, sąd, inspektorat szkolny, inspektorat straży granicznej, szpital powiatowy i związany z nim ośrodek zdrowia.

Układ sił politycznych w Nowym Targu, bezpośrednio po I wojnie światowej, odzwierciedlał w zasadzie stosunki z czasów zaborów. W mieście i jego okolicy działało kilka partii i stronnictw politycznych. Poważnymi wpływami na Podhalu, zwłaszcza w Nowym Targu i innych ośrodkach miejskich dysponowało Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, które w głównej mierze zdobywało zwolenników poprzez podkreślanie swojego katolickiego i narodowego charakteru oraz podnoszenie na forum publicznym kwestii żydowskiej. Należy pamiętać, iż w tym czasie społeczność żydowska liczyła w Nowym Targu niemal 17% obywateli. (według spisu ludności z 1921 r.). Na popularność SND nie bez znaczenia był też osobisty autorytet miejscowego przywódcy, profesora gimnazjum Jana Tomasza Dziedzica.

Pierwszą próbą sił dla ugrupowań politycznych miały stać się wybory do sejmu ustawodawczego 26 stycznia 1919 r. Najżywiej akcję propagandową na terenie Podhala prowadziło PSL „Piast” i konkurująca z nim endecja. SND wspierane było przez przyjeżdżającego z Krakowa Stanisława Rymara. Na tzw. Liście Narodowej znalazła się również kandydatura ks. Ferdynanda Machaya, wielce szanowanego działacza narodowego, stojącego na czele ludzi pragnących przyłączyć tereny Orawy i Spisza z etnicznie polską ludnością do niepodległej Polski. W wyborach, środowiska bliskie endecji wystawiły kilka list. Wspomniana już Lista Narodowa ks. Machayem zdobyła w powiecie nowotarskim 9,0% głosów, a w okręgu nr 39 2,8%, Polski Związek Katolicko-Narodowy, powiat 25,1%, okręg 16,2%, Lista Ludowo-Narodowa powiat 8,9%, okręg 4,8% . Największy sukces osiągnęło PSL „Piast”, a tuż za nim usadowiły się ugrupowania związane z narodową demokracją. Po wyborach zmalała aktywność polityczna poszczególnych grup i stronnictw. Tylko niektóre, jak PSL „Pisat” i endecja, przejawiały nadal większe ożywienie. 6 czerwca 1919 r. odbył się w Nowym Targu zjazd organizacji lokalnych Stronnictwa Narodowo –Demokratycznego. Powołano na nim Zarząd Powiatowy, z Wincentym Szymborskim na czele. W jego skład weszło także trzech przedstawicieli Nowego Targu: Kazimierz Peszkowski (wiceprzewodniczący), dr W. Bartha (skarbnik) i J.T. Dziedzic, jako członek.

Endecja dążyła do rozszerzenia sfery swoich wpływów. Wiązała się z tym próba utworzenia nowej organizacji o szerszej podstawie społecznej, tj. Związku Ludowo – Narodowego. W czerwcu 1919 r., na zebraniu w Nowym Targu zapadła decyzja o utworzeniu koła powiatowego ZLN. Wybrano także zarząd, z J.T. Dziedzicem na czele. Koło miejskie powstało jednak dopiero w styczniu 1921 r. Jego przewodniczącym wybrano Wincentego Ogrodzińskiego, a sekretarzem Eugeniusza Gołębskiego. W myśl założeń, ZLN nie rozwijał się jednak w Nowym Targu dynamicznie. Skupił jedynie dawnych członków SND. Jesienią 1922 r. nastąpiło ponowne ożywienie polityczne, związane z wyborami parlamentarnymi. W samym mieście największa ilość głosów padła na PSL „Piast” – 639, ale było ich prawie o połowę mniej niż przy poprzednich wyborach. Endecja usytuowawszy się na drugim miejscu zdobyła 571 głosów, tj. o 135 mniej niż poprzednio – w powiecie uzyskała 5307 głosów czyli 19,4%, a okręgu nr 43 32245 – 21,9% . Po wyborach aktywność polityczna tradycyjnie ustabilizowała się. Przesunięcia polityczne zaczęły się zaznaczać po zamachu majowym w 1926 r. Większość partii i stronnictw dokonała reorganizacji swoich zarządów. W 1926 r. z inicjatywy Romana Dmowskiego powstał Obóz Wielkiej Polski, zorganizowany na wzór paramilitarny. W Nowym Targu na czele koła OWP stanął członek ZLN dr Władysław Mech (lekarz). Znaleźli się w nim głownie młodzi zwolennicy ideologii narodowej. Na początku 1927 r. organizacja nowotarska liczyła 68 członków, jednak po wyborach w 1928 r. jej aktywność zmalała. Sam Władysław Mech poświęcił się pracy w Związku Ludowo-Narodowym. W 1927 r. wybrano jego Zarząd Powiatowy, w skład którego weszli wyłącznie nowotarżanie. Poza wspomnianym Władysławem Mechem, znaleźli się w nim: Jan Marcinów – zastępca (dyrektor szkoły powszechnej), Adolf Nowakowski – sekretarz (adwokat), Aleksander Bursa – skarbnik (działacz koła rolniczego) i Eugeniusz Gołębiowski – członek (kierownik katastru gruntowego). Tuż przed wyborami, ZLN skupiał w swoich szeregach około 450 członków z terenu powiatu, w tym większość z Nowego Targu, Zakopanego i okolic .

Po zamachu majowym nastał czas intensywnej aktywności zwolenników obozu sanacyjnego. Obóz ten, powoli przejmował kontrolę nad działalnością polityczną w regionie. Zmiany zachodzące w układzie sił politycznych na terenie miasta i powiatu znalazły częściowe odbicie w składzie organów samorządowych, a zwłaszcza rad gminnych, wyłonionych w trakcie wyborów w latach 1925 – 1927. ZLN będąc w zdecydowanej defensywie osiągnął próg wyborczy, który sami członkowie uważali za sromotną porażkę – Nowy Targ: 6,2% (3 mandaty), powiat: 0,9% (16 mandatów). Dla porównania PSL „Piast” osiągnął – Nowy Targ: 25,0%, powiat 43,1%, Chrześcijańska Demokracja – Nowy Targ: 25,0%, powiat: 2,6%, Syjoniści – Nowy Targ: 10,5%, powiat: 1,4% (według składu politycznego rad gminnych w powiecie nowotarskim w 1927 r.) . W tym miejscy należy jednak zaznaczyć, iż układ powyższych sił nie miał charakteru stabilnego. Wiązało się to w głównej mierze z wspomnianą już aktywnością piłsudczyków w tym okresie, a także z prześladowaniami opozycji przez władze sanacyjne. Kolejna próbą sił partii i stronnictw politycznych były wybory do sejmu i senatu w 1928 r. Tutaj endecja wystąpiła pod nazwą Listy Katolicko – Narodowej. W swojej propagandzie wykorzystywała ona przede wszystkim otoczkę katolicką, nacjonalistyczną i uwypuklała zagrożenie żydowskie. Bardzo często zwracano również uwagę na niebezpieczeństwo grożące katolicyzmowi ze strony zgrupowanych w partiach lewicowych ateistów i masonów. Frekwencja wyborcza była znaczna. W mieście przystąpiło do urn ponad 85% uprawnionych do głosowania, a na terenie powiatu prawie 77%. Wybory zakończyły się olbrzymim sukcesem BBWR, który zdobył ponad 40% ważnie oddanych głosów. Zwiększył swój stan posiadania ZLN, wybory do sejmu: Nowy Targ – 6,5%, powiat – 8,8%; wybory do senatu: Nowy Targ – 0,1%, powiat – 0,4%. Wybory w 1928 r. zaostrzyły walkę między sanacją, a opozycją rozgrywaną na forum parlamentarnym jaki i pozaparlamentarnym. W sierpniu 1930 r. prezydent Ignacy Mościcki rozwiązał przedterminowo sejm i senat, rozpisując nowe wybory. Zostały one poprzedzone wielką akcją propagandową BBWR. Władze konfiskowały całe nakłady gazet, a cenzura prewencyjna nie dopuszczała do druku szeregu artykułów. Dochodziło do rozbijania wieców, zrywania lub zaklejania własnymi plakatami afiszów. Na Podhalu unieważniono nawet listę chadecką. Wybory, jeszcze w większym stopniu niż poprzednie przybrały charakter plebiscytowy. Zakończyły się one zwycięstwem sanacji. W Nowym Targu lista BBWR uzyskała prawie 55% głosów, a w powiecie nowotarskim blisko 85%.

Po wyborach 1930 r., ożywiła się działalność narodowców prowadzona w głównej mierze przez Obóz Wielkie Polski i Stronnictwo Narodowe. Pracami miejscowej placówki OWP kierował Józef Suski, a SN w dalszym ciągu dr W. Mech. Na zorganizowanych przez nie zebraniach, krytykowano ostro politykę podatkową i gospodarczą rządu. Co roku (19.II) organizowano uroczyste obchody ku czci J. Hallera. Podczas uroczystości, członków OWP dekorowano odznaką organizacyjną, tj. Mieczykiem Chrobrego, odbierając od nich przysięgę . Liczba zwolenników Ruchu Narodowego wzrastała dość szybko, m.in. ze względu na jego radykalne hasła antyrządowe. Do marca 1933 r. OWP zdołał założyć na terenie powiatu około 20 placówek. Najsilniejsza znajdowała się w Nowym Targu. Skupiała 102 członków i 56 kandydatów, z czego prawie połowa przypadła na kobiety . W grudniu 1931 r. utworzono nawet odrębną sekcję kobiecą. Kierowały nią panie: Mechowa, Suska i Staniszewska. Rosnące wpływy narodowców, ich coraz bardziej agresywna postawa wobec władz i społeczności żydowskiej, spowodowały, że policja zaczęła zwracać na nich baczną uwagę. Na porządku dziennym było rozwiązywanie zebrań i rewizje w mieszkaniach ważniejszych działaczy. Od końca 1932 r. zaczęto organizować w Nowym Targu kursy polityczno-oświatowe dla kierowników placówek i aktywniejszych działaczy. Kontrposunięciem władz było zarządzone w marcu 1933 r. rozwiązanie wszelkich placówek OWP i współdziałającej z nimi organizacji Związku Hallerczyków. Akcja ta nie przyniosła jednak większych rezultatów. Dotychczasowi członkowie OWP wstąpili bowiem do działającego nadal legalnie Stronnictwa Narodowego, tworząc w jego ramach autonomiczne Sekcje Młodych. Podjęły one na wpół konspiracyjną, a tym samym trudniejszą do kontrolowania działalność . Zepchnięcie do konspiracji OWP, spowodowało radykalizację ruchu narodowego na Podhalu i zaostrzenie jego stosunku do sanacji. Wśród przywódców, poza W. Mechem, znaleźli się Stefan Żelewski, Franciszek Nowak, Wincenty Apostoł i Kazimierz Guzik. Ich poczynania popierali w znacznej mierze księża, a zwłaszcza ks. Franciszek Karabuła, który od kwietnia 1934 r. sprawował funkcję wiceprezesa zarządu powiatowego.

Po ogłoszeniu nowej ordynacji wyborczej w 1935 r., odbyło się w Nowym Targu zebranie przedstawicieli głównych partii opozycyjnych z powiatu (SL, SN i o dziwo PPS). Zapadła na nim decyzja o zbojkotowaniu wyborów, na znak protestu przeciwko ich niedemokratycznym zasadom. Na czoło akcji bojkotowej wysunęło się Stronnictwo Narodowe, m.in. kolportując stosowne odezwy . Działalność ugrupowań opozycyjnych była jednak wyraźnie utrudniona. Za wzywanie do bojkotu wyborów stosowano karę aresztu, a rozklejane odezwy w tej kwestii, były natychmiast niszczone przez BBWR i policję. Władze wspierała aktywnie wydawana w starostwie ”Gazeta Podhala” . Liczba zwolenników bojkotu była dość poważna, z czego zdawało sobie sprawę również starostwo. Plebiscyt ten sanacja ostatecznie przegrała. Powiat nowotarski należał do terenów, gdzie liczba głosujących była zdecydowanie mniejsza od ogólnopolskiej, wynoszącej tylko 46%. Frekwencja wyborcza w Nowym Targu nie przekraczała 27,3%, natomiast w powiecie 28,9% . Od jesieni 1935 r. zaczęła słabnąć aktywność miejscowej organizacji narodowej. Złożyło się na to kilka przyczyn. Nie bez znaczenia była tu inicjatywa obozu sanacyjnego, który założył wtedy w Nowym Targu organizację „Praca dla Podhala”. Skupiała ona głownie młodzież akademicką i absolwentów szkół średnich, czyli znaczną część bazy narodowców. W dodatku, w marcu 1936 r. doszło do konfliktu między W. Mechem i Mieczysławem Bodurkiem, który zaowocował rozłamem i wystąpieniem części osób ze Stronnictwa Narodowego. Związali się oni z Chłopskim Stronnictwem Rolniczym, lub Stronnictwem Ludowym. Kryzys ten pogłębił dodatkowo przybyły z Krakowa do Nowego Targu w 1936 r. Józef Rzegot – Wituski, redaktor pisma „Hasło Narodowe”. Pragnął on utworzyć Front Narodowy Chłopsko – Robotniczy. Pomimo szafowania frazeologią endecką formacja ta miała przybrać sympatie prosanacyjne. Jego działalność nie trwała długo. Zwalczając m.in. Stronnictwo Narodowe, w okresie jego największego osłabienia, przyczynił się bez wątpienia, na pewien czas do zachwiania jego pozycji. Od 1936 r. pojawiły się także animozję między SN, a SL, które utrzymały się już do początku II wojny światowej.

Antysanacyjność Stronnictwa Narodowego spowodowała represje ze strony władz. Wiosną 1936 r. przeprowadzono rewizje w mieszkaniach aktywniejszych działaczy, w poszukiwaniu broni. Skonfiskowano kilka rewolwerów i szereg nielegalnie wydawanych druków. Kilka osób aresztowano, a niektóre skierowano do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Władze uniemożliwiły także odbycie zlotu powiatowego członków SN w Nowym Targu . Dnia 28.VI.1936 r. aresztowano dr W. Mecha i zesłano go do Berezy „za demonstracyjny i demagogicznie wrogi stosunek do rządu”. Zamknięto też lokal SN w mieście. Pobyt W. Mecha w Berezie nie trwał jednak długo i już w sierpniu SN wznowiło działalność na terenie miasta. W tym czasie zakładano koła stowarzyszenia „Praca Polska”, czyli endeckich związków zawodowych. Działalność taką prowadzili m.in. Witold Podgórski, Kazimierz Przybylski, Piotr Panek, Stefan Żelawski i Wilhelm Bartyzel. Ten ostatni, był także więźniem Berezy. W ramach „Pracy Polskiej” odbywano m.in. spotkania z rzemieślnikami i robotnikami.

Od początku 1937 r. czyniono przygotowania do odbycia zjazdu powiatowego . Kontynuowano krytykę rządu i nowo utworzonego Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN), który również szermował hasłami nacjonalistycznymi i antyżydowskimi. Kolejny zjazd członków SN był pełen niejasności i tarć w zarządzie powiatowym. Ich powodem były zbyt bliskie związki niektórych członków z Obozem Narodowo-Radykalnym i kolportowanie przez nich wydawnictw tej organizacji. Dwóch członków zarządu zostało usuniętych ze stronnictwa, a trzeci urlopowany za działalność destrukcyjną. Z organizacji usunięto Władysława Bałabuszyńskiego i Wójcika (imię nieznane), a urlopowano Adama Kamińskiego członka i szefa zakopiańskiego Ruchu Narodowo-Radykalnego Podhale. W przeciwieństwie do W. Mecha, który opowiedział się przeciwko strajkowi rolnemu, część stronnictwa wyraźnie sympatyzowała z ludowcami. Powodowało to dodatkowe zadrażnienia. Ogólnie, znacznie zmalała aktywność SN. Zmniejszyła się liczba członków i zebrań. Coraz wyraźniej nastawiono się na zwalczanie wpływów żydowskich, gdzie napotykano na konkurencję OZN.

Nowe wybory parlamentarne ogłoszono na listopad 1938 r. Przeprowadzić je miano na podstawie krytykowanej ordynacji z 1935 r. W związku z tym, partie opozycyjne – w tym również SN – ponownie wezwały ludność do ich zbojkotowania. Propagandę tę musiano jednak prowadzić ostrożnie. Wzywanie do bojkotu wyborów było bowiem zagrożone karą więzienia do 2 lat. W kampanii wyborczej obóz rządowy wykorzystywał stan zagrożenia zewnętrznego. Zajęcie Śląska Zaolziańskiego oraz korekty graniczne na Spiszu i Orawie. Mimo to, oraz mimo, że hasła bojkotowe nie spotkały się już z tak zdecydowanym poparciem ludności, sukces sanacji nie był zbyt wyraźny. Zmiana stanowiska ludności nie oznaczała akceptacji obozu rządzącego, choć tak to właśnie usiłowano przedstawić. Była spowodowana w dużym stopniu poczuciem narastającego zagrożenia wojennego. Na skutek wydarzeń na arenie międzynarodowej, odczucia te stawały się coraz powszechniejsze. Dążąc do konsolidacji społeczeństwa, władze sanacyjne na przełomie 1938/ 1939, zaczęły czynić w stronę opozycji pewne gesty. I tak, m.in. zrezygnowano z represji w stosunku do powracających emigrantów politycznych, w tym także W. Witosa. W mieście wyrażono zgodę na zorganizowanie uroczystej akademii żałobnej po śmierci Romana Dmowskiego. Na początku 1939 r. zezwolono na reaktywowanie kryptoendeckiego Związku Hallerczyków, rozwiązanego sześć lat wcześniej. Miejscowa, prorządowa „Gazeta Podhale”, zaczęła zamieszczać wzmianki dotyczące miejscowych partii opozycyjnych. O składkach na Fundusz Obrony Narodowej (FON), ofiarowanych przez Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Narodowe, pisano jako o „przykładach ofiarności” i „przykładach godnych naśladowania”.

mp1    Zwalczające dotychczas obóz rządowy SN, zaapelowało do swoich członków o maksymalną ofiarność i zobowiązało każde koło do zakupienia minimum jednej obligacji Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej (wytyczne Zarządu Powiatowego SN). Identyczne stanowisko zajęło SL. Wykupione obligacje składano następnie jako ofiary na FON. Przedstawiciele partii opozycyjnych znaleźli się także, bądź to we władzach, bądź też jako członkowie, w szeregach założonego 17.VIII.1939 r. Stowarzyszenia Przyjaciół Podhalańskiego Batalionu Obrony Narodowej. Nie zabrakło tu również przedstawicieli Stronnictwa Narodowego. Wydarzenia z wiosny i lata 1939 r. potwierdziły ogólniejszą i ponadczasową zasadę, że społeczeństwo, na pozór stojące pod wieloma sztandarami partyjnymi, umie się zespolić, gdy chodzi o dobro całego państwa – nienaruszalność jego granic i obronę niepodległości – niezależnie od stosunku do ekipy aktualnie sprawującej władzę.

W latach II wojny światowej

Zajęcie ziem polskich i stosowane brutalne metody okupacji, powodowały opór społeczeństwa. Przejawiał się on w rożnych postaciach i formach organizacyjnych. Pierwsze organizacje konspiracyjne wyrosły na fali klęski wrześniowej. Ich geneza tkwiła w zdecydowanym „nie” większości Polaków, wobec przegranej kampanii wojennej, terroru i wszechstronnego wyniszczania narodu. Głównymi środowiskami społecznymi, formującymi czynny opór wobec okupanta, byli przede wszystkim wojskowi oraz kręgi inteligenckie i młodzieżowe.

Częścią konspiracji były partie i ugrupowania polityczne. Ich przystosowanie się do działalności w warunkach okupacji, wymagało nieco czasu, zwłaszcza, że Niemcy ostrze swej akcji represyjnej skierowali przede wszystkim przeciwko osobom przed wojnom aktywnym politycznie . Mimo krytycznego stosunku ludności do reżimu sanacyjnego, który obwiniano za klęskę wrześniową, w powiecie nowotarskim układ polityczny sprzed 1 września, nie został w latach okupacji poważnie zachwiany. W systemie partyjnym Nowego Targu i Podhala, obok szeroko pojętego ruchu ludowego ważną rolę odgrywała endecja. Ruch Narodowy miał zatem możliwość odegrania jednej z głównych ról w nowotarskiej konspiracji. Zniweczyła ją jednak w znacznym stopniu wrześniowa mobilizacja rzucając podhalańskich narodowców w odległe zakątki frontów II wojny światowej. Niestety, tylko w niezwykle szczątkowej formie zachowały się materiały konspiracyjnej aktywności w powiecie nowotarskim szeroko pojętego Ruchu Narodowego. W Nowym Targu, Zakopanem i kilku innych jeszcze miejscowości Podhala, odnotowano działalność Stronnictwa Narodowego. Działalność SN nie należała do imponujących, aczkolwiek należy zwrócić uwagę, iż w łonie tej organizacji postanowiono rozciągnąć wpływy wstępując do konspiracji wojskowych innych formacji.

Wojskowa konspiracja w Nowym Targu i regionie oparła się w zasadzie o dwie najważniejsze formacje, tj. Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa (ZWZ–AK) i Konfederacja Tatrzańska, będąca nieformalną konspiracją ludowców. Odnotowywano również sporadyczną aktywność konspiracyjną Narodowej Organizacji Wojskowej. Niektóre raporty mówią o jej działalności na terenie Nowego Targu, i to już w kilka miesięcy po kampanii wrześniowej. „Szereg jednak wsyp rozłożyło NOW” – odnotował w swym sprawozdaniu „Borowy” . Jej resztki zostały scalone z AK. Formujący się w konspiracji ZWZ od początku miał stanowić w pełni tego słowa znaczeniu, podziemne wojsko. Służyło w nim wielu byłych wojskowych z kadry oficerskiej i podoficerskiej. Zasadniczo zręby konspiracji wojskowej ZWZ w Nowym Targu, zostały oparte na przedwojennym 1 pułku Strzelców Podhalańskich. Ponadto zdołał on skupić w swych szeregach przedstawicieli różnych ugrupowań politycznych. Należeli doń m.in. inż. Edward Polak, Michał Syper (SL), ks. Franciszek Karabuła (SN), Antoni Synowiec (PPS), Maksymilian Kaucki, Mieczysław Chodorowicz, Stanisława Czechówna, Stanisław Borowicz, Henryk Radomiński, Jan Niźnik, Tadeusz Wesołowski, Wanda Błachowska, Zofia Augustyn i Karolina Bełtowska.

Pierwsze oddziały partyzanckie powstały na Podhalu właściwie samorzutnie. Byli członkowie placówki Konfederacji Tatrzańskiej w Waksmundzie, ukrywając się przed aresztowaniem na Hali Wzorcowej na Turbaczu, podjęli próby akcji czynnej. Rozbijali mleczarnie, niszcząc spisy kontyngentowe w gminach itp. Jednak pierwszym w pełni lokalnym i nowotarskim oddziałem partyzanckim, był oddział zorganizowany przez Szarotę. Składał się z 15 partyzantów, nieźle uzbrojonych. Szarota był podoficerem Marynarki Wojennej, rodem z Podhala, człowiekiem dzielnym i odważnym . Widząc postępy Goralenvolku na własną rękę zorganizował oddział, który zajmował się przede wszystkim likwidowaniem zwolenników W. Krzeptowskiego (zlikwidował 22 góralskich konfidentów). Ludzie Szaroty prowadzili też szeroko zakrojoną akcję uświadamiającą wśród ludności. W raporcie „Borowego” podkreślono, że w wyniku działalności tego oddziału „na górali padł po prostu blady strach”, sam zaś Szarota, przyczynił się do „zupełnego zdepopularyzowania Goralenvolku” . Oddział ten nie był podporządkowany żadnej wojskowej organizacji, choć jego dowódca próbował nawiązać kontakt z Narodową Organizacją Wojskową (NOW) w Krakowie. Zanim jednak do tego doszło, Szarota został (w listopadzie 1943 r.) zlikwidowany przez zakopiańskie gestapo, a jego oddział rozbity.

Stronnictwo Narodowe nie stwarzając własnych struktur konspiracji wojskowej na terenie powiatu nowotarskiego zdecydowało się nie ulegać fobiom i animozjom światopoglądowym z okresu międzywojennego. W chwili zagrożenia, nie kierując się partykularnymi interesami partyjnymi członkowie przedwojennej endecji wspierali czynnie formacje partyzanckie organizacji dysponujących większym potencjałem organizacyjnym i zbrojnym – Związek Walki Zbrojnej-Armia Krajowa, Konfederacja Tatrzańska.

Przypisy:
1. T. Rzepecki, Sejm Rzeczpospolitej 1919, Poznań 1920, s. 195.
2. T. Rzepecki, Sejm i Senat 1922-1927, s. 281 i 400-401.
3. Praca zbiorowa pod redakcją Mieczysława Adamczyka: Dzieje miasta Nowego Targu.. Wyd. PTPN w Nowym Targu, Nowy Targ 1991 , s. 345.
4. Samorząd terytorialny w powiecie nowotarskim, Akr, Ukr. – 91.
5. Gazeta Podhalańska nr 11 z 11.III.1928; nr 12 z 18.III.1928; nr 13 z 25.III.1928r.; Statystyka wyborów do sejmu i senatu odbytych w dniu 4 i 11 marca 1928 r., „Statystyka Polski”, Dawna seria. T. 10, s. 61, Warszawa 1930.
6. Sprawozdania sytuacyjne wojewody za wrzesień i październik 1931, APKr, UWKr – 275.
7. Wykaz kół OWP w województwie krakowskim. APKr, StGKr – 131.
8. Sprawozdanie sytuacyjne wojewody za czerwiec 1933 r., APKr, UWKr – 279.
9. Sprawozdanie doraźne starosty nowotarskiego z przebiegu akcji przedwyborczej z 5.IX.1935 r.,APKr, UWKr – 33/3.
10. Rozpoczynają się wybory, „Gazeta Podhala”, nr 18 z 18.VIII.1935.]
11. Frekwencja wyborcza 1935., Sprawozdanie z przebiegu wyborów w okręgu nr 86, APKr, UWKr – 36.
12. Sprawozdania sytuacyjne wojewody za styczeń-czerwiec 1936 r.,APKr, UWKr287.
13. Sprawozdanie Wojewódzkiego Komitetu Wyborczego o przebiegu wyborów, APKr, UWKr – 33/3.
14. Pierwsi aresztowani, zakładnicy: Jan Stanek (burmistrz), ks. Franciszek Karakuła (proboszcz, SN), dr Władysław Mech (lekarz, SN), dr Franciszek Bahr (adwokat, SN), kupcy: Adam Zapiórkowski, Bartłomiej Rajski, Jan Rajski, Józef Pawluśkiewicz, Michał Skalski, urzędnicy: Franciszek Fryźlewicz, Jan Ujwary,, rolnicy: Andrzej Knurowski, Ludwik Budzyk, Michał Kolasa, rzemieślnicy: Władysław Szewczyk, Józef Pawlikowski, Antoni Fudalewicz i Franciszek Sianowski. Większośc spośród nich należało do inteligencji. S. Leczykiewicz, Działalność Einsatzgruppen policji bezpieczeństwa na ziemiach polskich w 1936 roku, w świetle dokumentów, „Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce”, t. XXII, 1976, s.16.
15. Sprawozdanie referenta bezpieczeństwa PDR „Ogniwa 21” za czas 1-30.XI.1944, sygn. 202-XI, t. 42. A. Fitowa, Batalionach Chłopskie w Małopolsce 1939-1945, Kraków 1984, s. 256.
16. AWUSW, 1 PSP AK, teczka 1, Sprawozdanie „Borowego” z całokształtu pracy konspiracyjnej (marzec 1945).
17. Ibidem.
18. Ibidem.
19. Fot.1 Podhalański Oddział Młodych Obozu Wielkiej Polski, Nowy Targ 1933/ 1934r.
20. Fot.2 Uczestnicy Drugiego Zjazdu Podhalan w Nowym Targu, 1912 r. Od lewej: prof. Z. Lubartowicz, art. rzeźb. Stanisław Sobczak, gen. Andrzej Galica, dyr. gimn. J. Zachemski, Kazimierz Tetmajer (członek Ligi Narodowej), Władysław Orkan, Włodzimierz Tetmajer, poeta Stanisław Stwora, prof. Andrzej Stopka, poeta J. Jedlicz-Kapuściński, art. rzeźb. Wojciech Brzega (członek Ligi Narodowej), burmistrz Nowego Targu J. Rayski (członek SN-D), dziennikarz Gwiżdż, prof. T. Buł.



Rzeczpospolita Zakopiańska – namiastka realnej władzy endecji…

   W 1914 roku działało w Zakopanem około 30 stowarzyszeń społeczno – politycznych, liczne instytucje usługowe, handlowe, kulturalne i uzdrowiskowe. Wiosną tegoż roku w Zakopanem odżyła problematyka pobudzenia ruchu narodowego w pogranicznych rejonach Spisza i Orawy.
Działalność patriotyczną prowadziły w tym kierunku zwłaszcza komitety wykonawcze Zjazdów Podhalan i inne formacje ruchu podhalańskiego z „Gazetą Podhalańską” na czele, a także Towarzystwo Szkoły Ludowej w Nowym Targu, zaś zakopiańczykom problematykę kresową przypomniał orientalista i dziennikarz, redagujący pod Giewontem czasopisma jeszcze w XIX wieku – Jan Grzegorzewski, w odczycie o Spiszu, jako pierwszej dzielnicy rozbiorowej Polski. W czerwcu, w Dworcu Tatrzańskim, ukonstytuował się Główny Komitet dla Spraw Ludności Polskiej na Orawie i Spiszu. Na jego czele stanął nowotarski poseł, dr Jan Bednarski – endek z przekonania, członek SN-D. Drużyny „Strzelca” i Drużyny Podhalańskie, zawiązane pod wpływem wypadków bałkańskich, coraz częściej odbywają manewry i nocne ćwiczenia. W czerwcu też prezesem Związku Drużyn Podhalańskich zostaje wybrany w Nowym Targu dziennikarz Feliks Gwiżdż.
Również w czerwcu odbywają się w Zakopanem uzupełniające wybory połowy radnych gminnych. Radnym został wtedy m.in. prezes Sekcji Przyjaciół Zakopanego TT dr Zdzisław Czaplicki, natomiast dr Józef Żychoń utracił swój mandat. Funkcję wójta otrzymał profesor Szkoły Przemysłu Drzewnego Wincenty Regiec.
Z początkiem 1917 roku osiadł w Zakopanem inżynier Leon Krobicki z Harklowej. Wspólnie z tutejszym nauczycielem, dawniejszym działaczem Sekcji Przyjaciół Zakopanego Medardem Kozłowskim założył on tajną grupę Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, która stała się czołową siłą polityczną Zakopanego.
W sferze działalności społeczno-kulturalnej najbardziej aktywny był Stefan Żeromski (pisarz, przyjaciel Romana Dmowskiego, sympatyk narodowej demokracji). Kierował Biblioteką Publiczną i miejscowym oddziałem Towarzystwa Szkoły Ludowej, zakładał stowarzyszenie „Podhalańskie Warsztaty Pracy”, był także sekretarzem Narodowego Komitetu Zakopiańskiego i przewodniczącym jego sekcji… ekonomicznej. Autorowi „Popiołów” przyszło odegrać niebawem w Zakopanem jeszcze jedną rolę…
W sali kina „Sokół” 13 października 1918 roku odbyło się zgromadzenie obywatelskie, zwołane przez naczelnika gminy Wincentego Regieca. Pięciuset uczestników wybrało przewodniczącym wiecu Stefana Żeromskiego, a wiceprzewodniczącym – reprezentanta endecji, zarządcę dóbr Zamoyskiego Wincentego Szymborskiego i reprezentującego lewicę Mariusza Zaruskiego. Dawny redaktor naczelny czasopisma „Zakopane” adwokat Józef Diehl, członek Stronnictwa Narodowo- Demokratycznego przedstawił rezolucję, owacyjnie przyjętą przez uczestników wiecu:”Wobec przyjęcia zasad pokojowych prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona przez państwa rozbiorowe, uważamy się odtąd za obywateli wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski. Tej Polsce winniśmy wierność i posłuszeństwo, mienie i krew naszą, nie uznajemy żadnych więzów, tym najświętszym obowiązkom przeciwnych.
Przejęci ważnością godziny dziejowej dla wspólnego gorliwego pełnienia obowiązków wobec państwa polskiego postanawiamy stworzyć Organizację Narodową w Zakopanem i w tym celu wybieramy jej zarząd, złożony z 32 osób, polecając mu ułożenie programu i sposobu działalności”
.
Przewodniczącym tej reprezentacji zakopiańskiej społeczności został Żeromski, a sekretarzem również endek – Medard Kozłowski. Mimo ponadpartyjności, profil organizacji był zdecydowanie endecki.
W dwa dni później dopiero polscy posłowie do parlamentu austriackiego przyjęli uchwałę, że odtąd uważają się za reprezentantów państwa polskiego. W 2 tygodnie później (28 października 1918) powstała w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna z Wincentym Witosem na czele – organ stawiający sobie za cel likwidację rządów austriackich w Galicji.
30 października – dzień wcześniej niż Kraków – Zakopane oficjalnie zrzuciło jarzmo austriackiej niewoli. Polscy oficerowie i żołnierze przeprowadzili rozbrojenie żołnierzy i żandarmów obcych narodowości, zajęli skład broni i stację telefoniczną i oddali się do dyspozycji zakopiańskiej reprezentacji narodu – Organizacji Narodowej. Akcją kierowali porucznik Marian Bolesławicz i dr Gustaw Nowotny. 1 listopada zarząd Organizacji Narodowej przekształcił się w Radę Narodową – organ kierowniczy niepodległej, polskiej „Rzeczypospolitej Zakopiańskiej”. Rada złożyła uroczyste przyrzeczenie na wierność państwu polskiemu i objęła w jej imieniu władzę w Zakopanem. Przewodniczącym Rady, pełniącym obowiązki „Prezydenta Rzeczpospolitej Zakopiańskiej” został Stefan Żeromski. 2 listopada odebrał on przyrzeczenie wiernej służby dla Polski od przewodniczących organizacji i kierowników instytucji zakopiańskich.
Przedstawiciele zakopiańskiej PPS zanegowali reprezentatywność Rady Narodowej z uwagi na dominację w niej endecji. W efekcie, w willi „Czerwony Dwór” przy Kasprusiach (Kasprusie 27, dziś mieści się tam Przedszkole im. Szymanowskiego), gdzie rezydował Żeromski, a która przez 2 tygodnie pełniła funkcję zakopiańskiego Belwederu – doszło do porozumienia z lewicą. Do Rady Narodowej dokooptowano 17 nowych członków – tak że ostatecznie pierwszy w niepodległej Polsce parlament Zakopanego liczył 57 osób. Kierownictwo Rzeczpospolitej Zakopiańskiej stanowili Stefan Żeromski jako jej prezydent, Wincenty Szymborski, Mariusz Zaruski i przewodniczący Związku Górali Franciszek Pawlica jako jego zastępcy, Medard Kozłowski – sekretarz, Anna Augustynowiczowa – zastępca sekretarza, Józef Hajec i Stanisław Roj – skarbnicy, a także członkowie Wydziału dr Kazimierz Dłuski, ks. Kazimierz Kaszelewski, Józefa Kuczewska, Wincenty Regiec i Stanisław Wyrzykowski.
16 listopada 1918 roku, wobec objęcia zarządu Galicji przez Polską Komisję Likwidacyjną, Rada Narodowa w Zakopanem rozwiązała się i Rzeczpospolita Zakopiańska przestała istnieć po dwutygodniowym zaledwie żywocie. Fakt efemeryczności jej bytu nie zmienia istoty sprawy: pod Tatrami powstał pierwszy skrawek wolnej Polski, co mesjaniści tatrzańscy interpretowali jako ziszczenie się legend o śpiących w Giewoncie rycerzach.
Jest w tym głęboka sprawiedliwość historyczna; wszak wyprzedzając o trzy lata pierwszy traktat rozbiorowy, od ziemi spiskiej, a następnie nowotarskiej, czorsztyńskiej i sądeckiej zaczęła się grabież ziem I Rzeczpospolitej: na Spisz obce armie wkroczyły już w lutym 1769 roku, zaś 19 lipca 1770 Austria zajęła Podhale.

W tekście wykorzystano obszerne fragmenty „Zakopiańskim szlakiem Mariusza Zaruskiego” – M. Pinkwart.

Literatura:
M. Zaruski. Na bezdrożach tatrzańskich. Wycieczki, wrażenia i opisy. Opracował, przypisami i notą edytorską zaopatrzył Witold H. Paryski, Warszawa 1958.
J. Rogalska – Cybulska. Tajemnica Tatr, Warszawa 1957.
K. Stecki. Wspomnienia zakopiańskie, Kraków 1976.
M. Pinkwart. Zakopiańskim szlakiem Mariusza Zaruskiego, Warszawa – Kraków 1983.
Fot. Przysięga oficerów Polaków w 1918 r. na rynku zakopiańskim (arch. Muzeum Tatrzańskiego)



Wspominki Wojciecha Brzegi… – Dmowski, Balicki,
Korfanty, Gwalbert Pawlikowski
mp1

   Wojciech Brzega, jak podkreśla we wstępie do swoich wspomnień, znał osobiście wielu wybitnych ludzi, z niektórymi z nich pozostawał w bliższych stosunkach. Toteż do najbardziej cennych partii jego notatek należą wspomnienia poświęcone różnym historycznym już dziś postaciom, o których ma do powiedzenia niejedną rzecz ciekawą, mało znaną czy też w ogóle nieznaną. Spośród wzmianek o wielu artystach i pisarzach – m.in. Stanisław Witkiewicz, Stefan Żeromski, Jan Kasprowicz, Władysław Orkan – można również napotkać tu, te bezpośrednio związane z samymi twórcami Ruchu Narodowego.
ROMAN DMOWSKI… Dmowskiego poznał Brzega jeszcze w czasie swoich studiów w Krakowie w latach 1895-1898. Prawdopodobnie już wcześniej związał się z Ruchem Narodowym, co wynika z jednej jego licznych notatek: „Należałem bowiem do tajnej organizacji narodowej założonej przez Dmowskiego i innych jego współpracowników – później dopuścili mnie do Ligi Narodowej, więc byłem towarzyszem, czyli bratem, jak się wówczas tytułowano”. Szczególnie blisko zetknął się Brzega z twórcami Ruchu Narodowego – Dmowski, Balicki – w 1898 r. w Zakopanem, gdzie na prośbę Balickiego wynajął dla niego mieszkanie u górala Wójcika przy ul. Kościeliskiej, opodal swego domu: do państwa Balickich zachodził wtedy Dmowski, a w tych spotkaniach brał również udział Brzega.
Dmowski utrwalił się w pamięci Brzegi jako człowiek „wesoły, pogodny i pełen dowcipów”. Pani Balicka nie znosiła słów „Warszawianki”: „Trąbo nasza wrogom grzmij”. Dmowski śpiewając tę pieśń zwracał się figlarnie do pani domu i specjalnie te słowa akcentował: „Trąbo nasza…”, tak że pani Balicka musiała uszy zatykać. Z sędziwego Zygmunta Kostkiewicza, postaci dość popularnej na Podhalu, lubił Dmowski żartować swatając go z panną Siedlecką, działaczką narodową z Krakowa, przezywaną „królową korony polskiej” . Trzeba przyznać, że od tej strony Dmowski jest raczej mało znany.
ZYGMUNT BALICKI… Balickiego poznał Brzega podczas rocznych studiów w Monachium w 1898 r. Począwszy od 1898 r. przyjeżdżał przez parę lat do Zakopanego, mieszkał w najbliższym sąsiedztwie Brzegi, więc spotykali się wielokrotnie, razem chodzili w góry, przeważnie we dwójkę. W czasie wędrówek po Tatrach rozmawiali o różnych sprawach, także tych związanych z polityka. Brzega licząc się ze zdaniem Balickiego notował sobie wiele jego wypowiedzi: w sprawie konfliktu rosyjsko – japońskiego – Baliski uważał armię japońską za doskonałą i przewidywał klęskę Rosji – oraz w sprawie parlamentaryzmu. Balicki był zdania, że europejski system parlamentarny się przeżył, że najlepszą formą ustrojową ma Szwajcaria, gdzie tylko raz są wybory do rad gminnych , a potem rada gminna wybiera do powiatu, powiat do kantonu, a kanton do rady związkowej.
WOJCIECH KORFANTY… W notatce pod datą 18 sierpnia 1939 pisze Brzega: „Wczoraj zmarł w Warszawie Wojciech Korfanty. Chciałbym napisać o nim parę wspomnień” . Wynika z nich, że poznał śląskiego działacza narodowego (Korfanty – członek Ligi Narodowej od 1901 r.) w Zurychu w 1901 r. na zjeździe polskiej młodzieży studiującej za granicą, w którym brali też udział delegaci z Warszawy. Z ogromnym uznaniem spotkali się w tedy akademicy z zaboru pruskiego, którzy mogli się wykazać wspaniałą pracą narodową wśród polskich robotników w Westfalii i na Górnym Śląsku. „Między tymi pełnymi uznania był Wojciech Korfanty, który, gdy był przemęczony, kładł się na kanapie w sali obrad, spał przez chwilę, potem wstawał i gorąco dyskutował. Robił wrażenie typowego działacza, który w czasie wakacji trzy czwarte nocy spędził w wagonie objeżdżając ośrodki robotnicze w Nadrenii. Bardzo mnie i nie tylko mnie ujął i poczułem doń dużo sympatii, jako do jednego z najwięcej pracujących Polaków. Byliśmy wówczas młodzi, pełni zapału, ale takim ogromem pracy żaden z nas wykazać się nie mógł”.
Później Brzega spotykał się wielokrotnie z Korfantym, głownie w Zakopanem, dokąd Korfanty przyjeżdżał na wakacje i gdzie w końcu nabył dom niedaleko dawnej sadyby Dembowskich. Brzega zaprowadził raz Korfantego do Witkiewicza, który ucieszył się z odwiedzin działacza śląskiego i dużo z nim rozmawiał na temat Prus i Prusaków z wyraźną dla nich wzgardą i lekceważeniem.
Ciekawa jest notatka o spotkaniu z Korfantym po przewrocie majowym w 1926 r.: „Spotkałem Korfantego po przewrocie majowym w Zakopanem, chodziliśmy wieczorami ulicami Zakopanego, ja słuchając, a on opowiadając o tym całym zajściu. Winił Witosa, który za mało miał energii i odwagi w tej ważnej i w tak następstwa obfitującej chwili. Powiedziałem Witosowi, ciągnął Korfanty, że posiedzenie Rady Ministrów ma trwać dziesięć minut, stan wojenny wprowadzić – Witos zwołał Radę Gabinetu i od rana do wieczora radzono, a tymczasem ciągle donoszono o postępach zamachu, wieczorem powiedziałem Witosowi: >>Teraz, panie, my tu nie mamy co robić, ja jadę do domu i panu radzę to samo zrobić<<. Urzędnicy, co rano byli karni wobec premiera, wieczór nie słuchali jego rozporządzeń”.
JAN GWALBERT PAWLIKOWSKI… Po śmierci autora „O lice ziemi” (zmarłego w 1939 r. we Lwowie), gospodarza najpiękniejszego domu witkiewiczowskiego „Pod jedlami” , Brzega notuje, że odszedł „jeden z najwybitniejszych Polaków swego czasu, głęboki umysł, ten który rozumiał ”Króla Ducha” Słowackiego”. Pisząc o swej czci dla rodziny Pawlikowskich stwierdza. Że nazwisko to „tak było związane z Zakopanem jak nazwisko Chałubińskiego, Witkiewicza, Tetmajera i innych wielkich miłośników Tatr i Podhala”.
Już jako dziecko Brzega słyszał o rodzinie Pawlikowskich, ale pewne wydarzenie związało z nimi na zawsze. Kiedy wyjeżdżał po raz pierwszy do Francji(1899 r.), wstąpił w przejeździe przez Kraków na Kleparz, do domu, w którym mieszkali rodzice Jana Gwalberta Pawlikowskiego. Ten ostatni kontaktował się już z młodym rzeźbiarzem zakopiańskim, korzystał nawet z jego pomocy przy zdobyciu wnętrza swojej willi na Kozińcu. „Jeszcze żył Mieczysław, ojciec Pawlikowskich. Człowiek dobry, który mnie pożegnał na drogę jak ojciec. Ucałował, uściskał, takie to było dla mnie opatrznościowe, bo ojca swego straciłem w dzieciństwie i nie zaznałem miłości ojcowskiej – wtedy pierwszy raz od człowieka obcego i tak stanowiskiem odległego, a tak dobrocią bliskiego mi. To mnie do tego rodu przywiązało na całe życie”.

Literatura:
Wojciech Brzega: Żywot górala poczciwego (wspomnienia i gawędy) w wyborze , opracowaniu i z komentarzem Anny Micińskiej i Michała Jagiełły. Wyd. Literackie 1969.



„Góral” – endeckie pismo podtatrza 1925 -1927

   „Góral”. Tygodnik polityczno -społeczny Związku Ludowo-Narodowego dla Podhala, Spisza i Orawy. Wychodził w Zakopanem w latach 1925-27 (numerów: 1925- 30 nr, 1926- 30 nr i 1927- 25 nr), razem ss. 864. Redaktorem naczelnym pisma był Karol Kwaśniewski , jednak faktycznym jego kierownikiem decydującym o jego charakterze, był ówczesny wójt zakopiański, Medard Kozłowski.
W piśmie przeważała lokalna i ogólnokrajowa publicystyka polityczna, atakowano w nim przeciwników politycznych, zwłaszcza władze sanacyjne. Sam Kozłowski pisywał w „Góralu” pod wieloma pseudonimami, np. Góral, Ceper , Czytelnik, czy też jako Redakcja.
W 1927 oficjalny redaktor naczelny, Kwaśniewski, ogłosił na łamach „Wiadomości Podhalańskich” i „Górala” apel o poniechanie na terenie Zakopanego osobistych i politycznych waśni, i nawrót do tradycji Chałubińskiego i Witkiewicza . Nie zmieniło to jednak sytuacji na zakopiańskiej scenie politycznej. Wskutek prześladowań sanacyjnych władz w 1927 r. nr. 25 tegoż pisma został skonfiskowany i od tego czasu czasopismo to przestało wychodzić.
Trzeba podkreślić, iż w piśmie tym ukazało się wiele obiektywnych wiadomości z Tatr i Podtatrza (np. Kwaśniewskiego i Kozłowskiego) wraz ze słuszną krytyką różnych spraw i osób. W czasopiśmie tym również debiutował swymi gwarowymi wierszami Jan Fedro , a Wojciech Brzega ogłosił kilka opowiadań gwarowych i wspomnienie z lat dziecinnych o Tytusie Chałubińskim. Ukazał się także specjalny numer orawski „Górala” (1925, nr 6).



Hrabia Władysław Zamoyski wobec „innowierców”
zamoy

   Władysław Jan Zamoyski – „dziwny hrabia” , „Don Kichot” , „żelazny skąpiec”, „zbawca Tatr” , „polski władac” – wykazywał niezwykłą skuteczność w działaniu, co musieli docenić nawet jego wrogowie. W codziennych kontaktach okazywał się często człowiekiem bardzo trudnym, co odczuwali boleśnie nawet ludzie mu przyjaźni. Zasługi Zamoyskiego dla „sprawy narodowej” były ogromne, niemniej współcześni często niedoceniali jego wysiłków (po wyroku sądowym w sprawie Morskiego Oka w 1902 r. mało który z komentatorów wymienił nazwisko Zamoyskiego), a z czasem uległy one zapomnieniu. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN z 1969 r. poświęciła mu krótką zaledwie wzmiankę, jego nazwisko nie występuje w specjalistycznych słownikach (choćby w Encyklopedii Historii Drugiej Rzeczypospolitej, gdzie na przykład jest jednak hasło poświęcone Mariuszowi Zaruskiemu), za największą jednak pośmiertną porażką hrabiego można uznać fakt, że nie doczekał się on w miarę kompletnej biografii [1].
Historyk, który zechce napisać tę biografię, będzie musiał uwzględnić różne aspekty życiorysu Zamoyskiego – koligata wielkiej arystokratycznej rodziny, działacza narodowego, wytrwałego społecznika, gospodarnego i przedsiębiorczego zarządcy, wreszcie po ludzku skomplikowanej osobowości, kierującej się zarówno wskazaniami rozumu, jak i dyktatem namiętności.
Zamoyski junior dojrzewał w cieniu wielkiego ojca, zasłużonego dla „sprawy narodowej” żołnierza i dyplomaty. Przeznaczony przez Władysława seniora do pracy obywatelskiej dla kraju nie tylko nie buntował się przeciwko woli rodziciela, ale użytkował całą swą energię by wypełnić owo posłannictwo. W dzieciństwie miał podobno powiedzieć, że widzi siebie w przyszłości jako żołnierza lub księdza [2]. I chociaż nie zrealizował tej zapowiedzi w sensie dosłownym, pozostał wierny przekonaniu, iż ,życie nasze jest jedną służbą [3].
Tradycje rodowe, ojcowski przykład, wychowanie i własne doświadczenia uczyniły z Zamoyskiego zagorzałego patriotę. Był to patriotyzm typowy dla dziewiętnastowiecznych realiów Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie naród widziano jako wspólnotę językowo-religijną, gdzie stulecie owo było świadkiem ostrych waśni etnicznych, gdzie niepodległościowe zrywy powstańcze przeplatały się z tzw. pracą organiczną, wedle założeń której lepszym niż karabin czy kosa instrumentem walki o niepodległość miało być zdobywanie wykształcenia, doskonalenie umiejętności zawodowych oraz pomnażanie majątku. Majątkiem tym była przede wszystkim ziemia, co rozumiały doskonale władze państw zaborczych. Toteż Rosjanie konfiskowali należące do uczestników polskich powstań folwarki (dotknęło to krewnych Władysława), zaś Otto von Bismarck skutecznie rugował hrabiego z rodzinnych posiadłości w Kórniku.
Zamoyski był w pełni świadom logiki toczącej się walki. „Gdybym dziesięć lat temu nie przyszedł do Zakopanego – wspominał pierwsze chwile pod Tatrami – siedziałby na najwyższych w Polsce górach niemiecki żyd i stamtąd by na Polskę pluł. Może by Zakopane się stało małą Szczawnicą, galicyjską Jerozolimą. Zadłużyłem się po uszy, aby ten jedyny w kraju naszym zakątek z żydowskich szpon wydrzeć. Zapłaciłem tyle, że mnie najbliżsi waryiatem ogłosili. Wszystko zastałem w żydowskich łapach, fabryki, lasy, urzęda w powiecie, handlu, propinacji […]. Na poczcie siedział niemiec z żydem, którzy niemieckie tylko druki trzymali, po niemiecku tylko pisali, a łupili chłopów tak, że ich już dawno nie ma, a całe szeregi przekazów pieniężnych po nich niezapłaconych zostało […]. W szkołach przemysłu drzewnego z wyjątkiem buchaltera polaka trzymanego dla korespondencji z władzami żaden z nauczycieli po polsku nie umiał, a nie witał inaczej jak słowem Ťmorgenť”. [4].
Wyczulony na problem osaczania polskości przez obce wpływy i interesa Zamoyski podejmował różnorakie kroki, które miały odwrócić niekorzystną dla polskiej sprawy tendencję. W trakcie pierwszej osiadłości w Wielkopolsce (1881-1885) nie tylko administrował dobrami Kórnickimi, ale skutecznie bronił polskie majątki przed zaborczością władz niemieckich. Sam nie przyjął oczywiście niemieckiego obywatelstwa, choć mogło to go ochronić przed bismarkowskimi rugami. Kilkanaście lat później zaangażował się w przygotowanie akcji propagandowej, skierowane przeciwko pracom nad pruską ustawą o przymusowym wywłaszczeniu Polaków w Wielkopolsce i Pomorzu (1907 r.) [5], popierał również wszelkie wysiłki zmierzające do otoczenia opieką polskich instytucji kulturalnych, na przykład Biblioteki Polskiej w Paryżu [6] . Należał do Ligi Spolszczenia Miast, która broniła handlu chrześcijańskiego. Nie udała mu się interwencja u papieża Leona III w sprawie niedopuszczenia do mianowania księdza Juliusza Dindera arcybiskupem gnieździeńsko-poznańskim (1886 r.), znalazł natomiast skuteczny sposób na swoiste „zneutralizowanie wystawionego w Kuźnicach pomnika pobytu arcyksięcia austriackiego z pamiątkowym napisem. Jawne usunięcie tego napisu było niepodobieństwem, hrabia wykorzystał więc okoliczność odpadnięcia z pomnika kilku liter, nadkruszonych zrębem czasu. Nakazał ogłoszenie w Zarządzie Dóbr, że kilka liter w napisie pomnika zginęło. Za każdą literę Ťznalezionąť Zarząd wypłaci znalazcy papierka. Skutek był niezwykły. Codziennie zgłaszali się Ťuczciwi znalazcyť z pojedyńczymi literkami, za które im Zarząd sumiennie wypłacał przyobiecaną premię. W ciągu dwóch tygodni nie było ani jednej litery na pomniku. Pozostał tylko pusty cokół – nieszkodliwy” [7].
W samym Zakopanem Zamoyski również zabiegał o poprawę sytuacji polskich mieszkańców tej miejscowości. „Od dziesięciu lat, co mnie tu losy rzuciły […] – zwierzał się w jednym z listów – staram się […] ekonomicznie dźwignąć zakątek kraju, któren zastałem zniemczony i zażydzony, choć jeszcze prawie nie znany przez ogół z opisu, za to mnie konserwatyści walą artykułami, w których nie wiem co więcej zdumiewać może, czy bezgraniczna ignorancja, czy bezczelne kłamstwa. […] Nie wyliczyłbyś Pan w Zakopanem dziesięciu domów, które ja tu zastałem, prócz chat góralskich bez kominów. Od tego czasu przeciętnie 45 domów rocznie zbudowano i to nie takich, jakie zastałem. Rzemieślników sam szukałem i sprowadziłem Polaków. Cały szereg ludzi postawiłem na nogi. Zakopane, które zastałem w takim stanie, że jak z niego letnicy wyjechali, zdawało się, że sobie trzeba niemieckie słowniki kupić, by się z ludźmi dogadać. To Zakopane dzisiaj stało się polskim” [8].
To właśnie w trakcie pobytu w Galicji zrealizował Zamoyski znane dziś bardzo dobrze, bo opisywane następnie wielokrotnie przedsięwzięcie, jakim było w 1889 r. kupno dóbr zakopiańskich, zagrożonych rujnacją i dewastacją z powodu rabunkowej polityki leśnej poprzednich właścicieli rejonu, barona Ludwika Eichborna oraz Magnusa Peltza. Pełna determinacji postawa nabywcy, „młodego, interesującego człowieka o posępnym spojrzeniu i smagłej cerze, ,trochę dzikiego i … nieżonatego” (tak opisał Zamoyskiego Henryk Sienkiewicz [9]), pokrzyżowała plany pozostałych pretendentów do sięgnięcia po Zakopane w osobach Jakuba Goldfingera (kupca żydowskiego z Nowego Targu) oraz Henryka Kolischera (także żydowskiego pochodzenia), właściciela znacznych dóbr ziemskich na Węgrzech (rywalem hrabiego w drugim szeregu był także pruski magnat, książę Christian Hohenlohe). Jako właściciel Zakopanego zaangażował się Zamoyski w głośny spór o przynależność Morskiego Oka, walcząc o utrzymanie tego zakątka Tatr w granicach autonomicznej Galicji.
W obu tych wydarzeniach celem nadrzędnym Zamoyskiego było uratowanie polskiego terytorium przed obcymi roszczeniami – czy to żydowskich przedsiębiorców (przypadek Zakopanego), czy to państwa węgierskiego (casus Morskiego Oka). Jak zauważa autorka kilku prac o Zamoyskim, „walkę o polską ziemię traktował jako swoje prawo i swój obowiązek” [10]. Każdy kto stawał mu na przeciw w tej walce, był w oczywisty sposób traktowany przez hrabiego jako przeciwnik. Postawa taka, zgodna z filozofią dziewiętnastowiecznego patriotyzmu, nie prowadziła jednak automatycznie do szowinizmu.
W listach Zamoyskiego, pełnych intymnych świadectw stanu duszy ich autora, nie ma nienawistnych wobec innych nacji wynurzeń o podłożu rasistowskim. Znanych sobie przedstawicieli tych nacji Zamoyski ocenia w zależności od spełnianej przez nich roli politycznej czy ekonomicznej. Niemcy czy Moskale to słudzy mocarstwowego imperializmu, który przyniósł zniknięcie państwa polskiego z mapy Europy. W odniesieniu do Żydów widoczne są pretensje hrabiego o niemoralne prowadzenie interesów – lichwę, spekulacje, dążenie do monopolu, zastraszanie uzależnionej od siebie gospodarczo ludności itp. „Jak zjechałem do powiatu – relacjonował – prezes Rady Powiatowej, […] najpoważniejsi księża, proboszcz tutejszy przyjęli mnie z tem, że mam się starać o łaski potentatów żydowskich, a mianowicie Goldfingerów, których liczna falanga najpierw zajmowała miejsca w radzie powiatowej i Radzie miejskiej nowotarskiej. Żydzi rządzili w radzie gminnej w Zakopanem, […] mieli w ręku [? słowo nieczytelne] kasę zaliczkową, […] fabryki w Zakopanem, dom bankowy, handel hurtowy zboża, handel korzenny, handel bławatny, handel żelaza, propinacji, ekspedycji itp., powiatem trzęśli, a starosta starą Żydówkę w łapę całował. […] Jak tu zjechałem, nie mogłem chłopa namówić by karczmę odemnie wziął, nawet by ją na mój rachunek prowadził […]. Wymawiał się strachem przed Żydami” [11]. Zamoyski, jak się zdaje, podzielał wcale nie odosobniony wówczas pogląd, wedle którego dominacja ludności żydowskiej w niektórych dziedzinach społecznej i ekonomicznej aktywności może stanowić zagrożenie dla polskiej racji stanu.
Poświęcając swą energię, umiejętności, zdrowie i majątek dla sprawy narodowej tym mocniej odczuwał Zamoyski rozczarowanie z powodu przykrości doznawanych od własnych rodaków. Porywczy, surowy w ocenach bliźnich, stawiający im wysokie wymagania, nie przysparzał sobie popularności. „Przyziemność ludzka zupełna – pisał z emfazą Walery Goetel – życie dla podłego używania bez żadnych celów wyższych, budziło w nim odrazę i obrzydzenie” [12]. Wprawdzie zdarzali się idealiści, odnoszący się doń jako do swego rodzaju świętego, ascety dobrowolnie wyrzekającego się doczesnych radości w imię potrzeb ojczyzny, ale inni dostrzegali głównie różne dziwactwa hrabiego, przypuszczając, iż za jego czynami stoi ukryta chęć zwykłego wzbogacenia się [13].
W trakcie sporu o Morskie Oko jeden z posłów galicyjskich podejrzliwie dziwił się zaangażowaniu w sprawę, która Zamoyskiemu „ani 10 zł dochodu rocznie nie da” [14]. Natomiast w okresie trakcie starań o budowę kolei z Chabówki do Zakopanego (1889-1899) poczynania Zamoyskiego były kontestowane tak przez władze centralne, jak lokalne instytucje samorządowe [15]. Przy tej okazji hrabia znów często wysuwał oskarżenia pod adresem Żydów, widząc w nich głównego sprawcę swych niepowodzeń. Najbardziej bolał go jednak fakt, iż agitacja żydowska znajduje sprzymierzeńców i po stronie polskiej [16]. Okrzyk zdziwienia przebija z jednego z jego listów, gdzie pisał m.in: „Od dziesięciu lat co tylko mogłem robiłem by swoim służyć, zdobyłem u przyjaciół francuzów pożyczki, któremi i małych i wielkich ratowałem. Zdrowie, siły na służbie zniszczyłem i doczekałem się tego, że po żydach, socjalistach, niby-ludowcach zawołał i „Czas” [dziennik stronnictwa konserwatywngo w Galicji – ACh] na alarm, że ja dla prywatnego interesu zniszczę Zakopane” [17].
O Władysławie Zamoyskim pisano głównie w kontekście jego działalności w Zakopanem i w Kórniku. Tymczasem, niezależnie od wszystkich zasług, jakie przysporzył tym miejscom, był on bardzo ciekawą, wielowymiarową postacią. Aby w pełni ukazać meandry stosunku Zamoyskiego do ludzi innych nacji, należałoby rozświetlić wszystkie aspekty światopoglądu tajemniczego hrabiego, które to zadanie wciąż czeka na swego historyka. Niniejszy artykuł jest zaledwie szkicem zagadnienia.

Andrzej Chojnowski
Instytut Historyczny UW

Literatura:
1. Zarys życiorysu Zamoyskiego przedstawił Z. Bosacki, Władysław Zamoyski. Fundator Kórnika i z Zakopanego, Poznań 1986.
2. J. Zamoyska, Wspomnienia, Londyn 1961, s. 325.
3. Z listu do Stanisława Tomkiewicza, 13 I 1900, Biblioteka PAN w Krakowie, sygn. 1998. rps., oryginał.
4. Tamże.
5. D. Plygawko, Listy Władysława hr. Zamoyskiego do Kazimierza Wóźnickiego (1908-1923) ze zbiorów Biblioteki Polskiej w Paryżu, ,Sripta Minora�, nr 1/1996, s. 286 nn.
6. Z listu Zamoyskiego do Ignacego Jana Paderewskiego z 21 XI 1907 r. (BN III 7599, rps., oryginał): „Szanowny Panie, Zwrócono się do pana Władysława Mickiewicza z prośbą by Panu przedstawił sprawę Warszawskiej Biblioteki Publicznej w nadziei, że jej Pan będziesz mógł zdobyć za oceanem interwencję. Pan Mickiewicz zaś mnie oświadczył, że pod tym tylko warunkiem wstawić się może za Biblioteką Warszawską, że równocześnie przedstawi się sprawę Biblioteki Polskiej w Paryżu. Zażądał tedy ode mnie, bym wyłożył Szanownemu Panu jak trudne jest położenie tutejszej Biblioteki Polskiej [list pisany z Paryża – ACh], w tem przekonaniu, że jeślibyś Pan istotnie mógł coś dla tych spraw naszych zdobyć, to zrobisz to chętnie”.
7. F. Hoesick, Legendarne postacie Zakopanego, Warszawa 1959, s. 700.
8. Z listu do Stanisława Tomkiewicza, 13 I 1900 (sygnatura jak wyżej).
9. W. Wnuk, Ku Tatrom, Warszawa 1978, s 19.
10. Z. Nowak, Władysław Zamoyski a spór o Morskie Oko w latach 1889-1909, Kraków 1992, s. 25.
11. Z listu do Stanisława Tomkiewicza, 13 I 1900 (sygnatura jak wyżej).
12. W. Goetel, Wspomnienie pośmiertne o Władysławie Zamoyskim, Lwów 1925, s. 11.
13. „Parę lat temu gmina Zakopane musiała szkołę stawiać, a ciężko jej było. Szkołę postawiłem sam, bez żadnej pomocy ze strony gminy. Sam roboty dopilnowałem i szkołę wykończoną oddałem. Gmina mi bardzo grzecznie podziękowała, ale kiedyś przychodzi jakiś gospodarz z tego przysiółka gdzie szkołę stawiałem i zdaję się [namówiony?] przez Żydów, których nam tu Wydział Krajowy narzucił do budowy kolei i głaskając mnie po ramieniu powiada: ŤJacyście wy to mądrzy, wymyśliliście taki geszeft, to nikt nie wie gdzie wasz zysk. Ani was inspektor nie chwyciť. Nie zrozumiałem pytania o tłumaczenie i okazuje się, że mam wytłumaczyć, że budując sam pozbawiłem gminę połowy zysków, które sam dzisiaj ciągnę z tego żem sam szkołę postawił”. Tamże.
14. Nowak, cyt. praca, s. 48.
15. W liście do Stanisława Tomkiewicza 2 II 1900 r. Zamoyski pisał z rozgoryczeniem: „Zakopane jest tylko cząstką tego co kraj na Podhalu posiada w tym rodzaju. Nam chodzi z jednej strony o Kościelisko i wspaniały Witów, gdzie ani piędzi ziemi nie posiadam, z drugiej o to, by Zakopane, leżąc na linii ważniejszej miał lepszą zapewnioną ze światem komunikację. Gdyby mi pozwolili, mielibyśmy już kolej elektryczną, bez dymu ni świstów lokomotywy. Do tego nie dopuścili, ale to się i tak kiedyś zrobi, że zastąpimy parę elektrycznością”. Biblioteka PAN w Krakowie, sygn. 1998. rps., oryginał.
16. „Że wiele do życzenia pozostawia stacja w Zakopanem to pewne, ale to nie moja wina, tylko tego Wydziału Krajowego, któren dla dogodzenia Żydom, wbrew wszelkiemu prawu, dawał w tajemnicy przedemną, a w mojem imieniu pozwolenie na rozmaite rzeczy, do których bym był nie dopuścił. […] Mnie taki moralny tyfus sprawiło całe postępowanie tych żydowskich protektorów, że jedno mnie tylko pozostało życzenie = wynieść się jak najprędzej na drugi świat, by już na te brudy nie patrzeć”. Tamże.
17. Tamże, list z13 I 1900.



 

Powrót