Ciekawostki

Nieznane aspekty z życia Romana Dmowskiego

   Już Ile wzrostu miał Roman Dmowski?
Roman Dmowski mierzył 179 cm. Kolor włosów miał ciemny blond. W wieku lat pięćdziesięciu sam o sobie napisał, że „wygląda nieco młodziej” dodając, że ma „oblicze rozpustnika, pozującego na męża stanu”.

Na podstawie: Mariusz Kułakowski, Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień, t. I., Londyn 1968, „List do Reymonta”, s. 393

Czy ojciec Dmowskiego był analfabetą?
Nie. Ta fałszywa plotka wzięła się stąd, że ojciec Dmowskiego, drobny przedsiębiorca brukarski Walenty Dmowski, nie chciał złożyć swojego podpisu do metryki syna po rosyjsku – co było wówczas obowiązujące. Stąd wpisano „ojciec niepiśmienny”. Sam jednak Roman Dmowski często przez lata opowiadał, jak jego ojciec „lubił czytać, interesował się polityką”. Warto dodać, że Walenty Dmowski złożył podpis pod metryką swoich zaślubin z Józefą Lenarską w 1856 roku.

Na podstawie: Izabela Wolikowska, Roman Dmowski…, Chicago 1961, s. 61

Ile rodzeństwa miał Roman Dmowski?
Walenty Dmowski i Józefa z Lenarskich mieli ogółem siedmioro dzieci: z nich dwoje, syn i córka, umarło bardzo wcześnie i nie ma o nich (tzn. o tej dwójce dzieci) żadnych bliższych informacji. Z córek, starsza Maria umarła w osiemnastym roku życia; młodsza Jadwiga w dwudziestym siódmym. Z dwóch starszych synów, Julian był urzędnikiem biurowym i zmarł mając lat 61; Wacław był maszynistą – zmarł w 1936 roku. Obaj byli bezżenni i bezdzietni. Tak więc – biorąc pod uwagę bezżenność Romana Dmowskiego – ta linia Dmowskich na Romanie w 1939 roku całkowicie wygasła.

Na podstawie: Mariusz Kułakowski, Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień t. I…, oraz Pamięci Romana Dmowskiego, Warszawa 1939

Dmowski i Sienkiewicz – edukacja w gimnazjum.
W roku 1875 Roman Dmowski zdał egzamin do pierwszej klasy gimnazjum III w Warszawie, gdzie wykładowcą był polonista Piotr Skrzypiński (autor książki pt. „Mownictwo polskie”). Ponoć Dmowski swoje wypracowania z języka polskiego pisywał tak dobrze, że Skrzypiński czytywał je głośno w klasie, a nawet miał wyrazić się: „Sienkiewicz był moim uczniem i Dmowski jest moim uczniem”.

Na podstawie: Mariusz Kułakowski, Roman Dmowski w świetle…., s. 21-23

Czy Dmowski z Piłsudskim spotkali się w ‚4’ oczy w niepodległej Polsce?
Tak. Drugie i ostatnie zarazem spotkanie w „cztery oczy” pomiędzy Dmowskim a Piłsudskim odbyło się szesnaście lat po ich rozmowie w Tokio – 21 maja 1920 roku w Belwederze, wówczas siedzibie Naczelnika Państwa. 15 maja 1920 roku Dmowski powrócił z Paryża do Warszawy. Trzy dni później z wyprawy kijowskiej wrócił Piłsudski. Nie ma i nie było bezpośredniej relacji ze spotkania. Jego przebieg można „odtworzyć” wyłącznie na podstawie relacji przyjaciół Dmowskiego.

Do spotkania doszło wczesnym popołudniem. Odbyło się ono z inicjatywy Dmowskiego, za pośrednictwem jego przyjaciela Mieczysława Niklewicza, który dwukrotnie telefonował w tej sprawie do kancelarii Naczelnika Państwa. Nie obyło się bez przeszkód ze strony Belwederu, w wyniku czego Dmowski został przyjęty dopiero po trzech dniach. Według Stanisława Grabskiego, „Piłsudski nasamprzód przetrzymał Dmowskiego w poczekalni, jak gdyby zwykłego petenta, przez z górą kwadrans czasu, a w mowie przybrał tak dyktatorski ton, że zakończyła się ona bardzo szybko”. Według wspomnień przyjaciół, rozmowa zrobiła na Dmowskim bardzo przykre wrażenie. Został potraktowany ozięble, a Piłsudski wręcz ostentacyjnie unikał tematów politycznych, tak jak gdyby rozmawiał ze zwykłym obywatelem. Mówiąc o wywalczeniu Poznańskiego i Śląska [przez Dmowskiego w Wersalu] Piłsudski określił to jako „cadeau” (prezent) ze strony aliantów, potem mówił już głównie o sobie. Według wypowiedzi Dmowskiego, Piłsudski zarzucił mu, że reprezentując Polskę na paryskiej konferencji pokojowej nie zabiegał o niepodległość Ukrainy. Dmowski natomiast miał w tej kwestii zupełnie odwrotne przekonania. W tym właśnie zagadnieniu leżała istota sporu ich programów terytorialnych – inkorporacyjnego i federacyjnego. Po zapytaniu Dmowskiego, „na jakiej podstawie bylibyśmy [w Paryżu] żądali dla siebie przyłączenia kresów wschodnich wraz z całą Galicją Wschodnią, gdybyśmy jednocześnie popierali pretensje Ukraińców do tych ziem i do wielkiej samoistnej Ukrainy” – rozmowa urwała się.

Jak zauważył Andrzej Micewski: „Pytaniu [Dmowskiego] nie można odmówić słuszności logicznej. Ale Piłsudski nie był specjalistą od formuł logicznych. Z pewnością nie miał takiej formuły w kwestii ukraińskiej, a tylko zamierzał w dalszym rozwoju sytuacji wygrywać ją dla swoich celów. Gra ta, jak wiadomo, nie udała się., bo naród ukraiński we wpływach polskich na wschodzie widział nie podniesienie, lecz zagrożenie swojej sprawy. Piłsudski zaś widział w Dmowskim jednego z głównych ludzi, którzy mu jego grę psuli”. Na zakończenie audiencji Dmowski złożył deklarację, w której oddawał swoją osobę do dyspozycji odrodzonej Polski, ale Piłsudski pominął to milczeniem.

W dniu pobytu Dmowskiego w Belwederze – odbył się wielki raut na cześć „Pana Romana” w salonach Resursy Obywatelskiej. Nastrój był niezwykle serdeczny, otoczono powracającego atmosferą wielkiego uznania, „jednak pan Roman, pozostając pod wrażeniem porannej wizyty w Belwederze, nie miał swego zwykłego humoru. To nie osobiste względy sprawiły, że chmura osiadła na jego czole, tylko głęboka troska o los państwa, rządzonego przez Piłsudskiego i jego kamarylę. Niedługo trzeba było czekać, by się przekonać, jak ta troska była uzasadniona”, wspominała Marja Niklewiczowa.

Było to ich ostatnie spotkanie osobiste. Piłsudski nie mógł oczywiście nie przyjąć Dmowskiego, ale w żadnym wypadku nie chciał go uznać za partnera politycznego. Trudno zresztą było spodziewać się czegoś innego. Porozumienie między KNP a naczelnikiem państwa z 1918 roku nie przekreśliło przecież politycznych różnic przeszłości, ani tym bardziej aktualnych problemów dotyczących zagadnień współczesnych. Piłsudski miał od dawna ustalony program polskiej polityki wschodniej i koncentrował się głównie na jej wykonaniu.

Czy Dmowski chciał zniszczenia Niemiec?
Oto fragment wypowiedzi Dmowskiego: „Czy chcemy zniszczenia Niemiec? – Nie. Byłoby to niszczenie cywilizacji europejskiej, która jest wspólnym dobrem całej Europy. […] Pracowałem całe życie przeciw Niemcom, bo chciałem, żeby Polska żyła, zaś niemiecka polityka za cel sobie postawiła jej zgubę. Myliłby się wszkaże ten, kto by sądził, że kieruje mną jakaś ślepa nienawiść do Niemców, lub że niezdolny jestem do sprawiedliwego sądu o wartości niemieckiego narodu. Wiele cech umysłowości i charakteru niemieckiego są przeciwne mojej polskiej psychice, cały szereg innych narodów jest mi bliższy duchowo, ale mam głęboki szacunek dla indywidualności każdego narodu i daleki jestem od potępiania wszystkiego, co mi jest obce. Byłbym szczęśliwy, gdyby stosunki wzajemne między nami a Niemcami mogły być zdrowymi stosunkami sąsiedzkimi, opartymi na wzajemnym szacunku, któryby umożliwiał współdziałanie tam, gdzie to jest potrzebne. Niestety obawiam się, że wiele jeszcze czasu upłynie zanim do takich stosunków dojdzie. Do głębi niezdrowa psychologia narodu niemieckiego w stosunku do Polski przez długi czas jeszcze będzie źródłem nieubłaganej walki i straty sił, zarówno polskich, jak niemieckich, które by mogły być użyte na wielką pracę cywilizacyjną obu narodów”.

Na podstawie, Izabela Wolikowska, Roman Dmowski…, s.124-125



 

Powrót