„Eurowizyjne show nie dla Polski” – Judyta Gacek

Historia konkursu Eurowizji sięga roku 1956 i od tego czasu jest organizowana każdego roku. Rok rocznie przyciąga przed ekrany telewizorów średnio od 100 do 600 milionów widzów. Od początku wymogiem występu na Eurowizji było zaśpiewanie piosenki w języku narodowym, jednak zostało to zniesione w 1973 roku. Po raz kolejny zasada ta powróciła w 1977 roku, by w 1999 znieść ją na dobre.

W 1994 roku reprezentantka Polski – Edyta Górniak, w skromnej białej sukieneczce, z piosenką ,,To nie ja”, śpiewając po polsku, zdobyła 2 miejsce. Był to pierwszy oficjalny występ reprezentanta Polski na tym konkursie. Przez kolejne lata nasi reprezentanci plasowali się w miejscach od 11 do 19. Z tego względu też w 2000 roku Polska nie została w ogóle dopuszczona do konkursu. Pewien przełom nastąpił w 2003 roku, kiedy to w Polsce ktoś mądry wpadł na pomysł, aby zorganizować krajowe eliminacje do konkursu. Zapewne decyzja ta została podyktowana zrzuceniem odpowiedzialności na telewidzów w razie niepowodzenia – przecież sami widzowie wybrali reprezentanta. Takim oto sposobem w 2003 roku do Rygi pojechał zespół Ich Troje z piosenką ,,Keine Grenzen..żadnych granic”. Zaśpiewaną w ¼ po POLSKU. Pomimo kreacji scenicznej Michała Wiśniewskiego, piosenka urzekła Europę na tyle, że w końcu otrzymaliśmy miejsce 7. Oczywiście, dla Polaków nie był to jakiś spektakularny wynik, ale myślę, że lata późniejsze uświadczyły ich w tym, że się pomylili. Ich Troje, tradycyjnie w kilku językach, próbowało jeszcze w 2006 roku, ale bez powodzenia. Może Europę przeraziły dwie ciężarne piosenkarki na scenie. Ciężko ocenić. Później było już tylko gorzej albo wcale. Niestety kilku z wyborów dokonali sami Polacy. Kulą w płot.

Od jakiegoś czasu, konkurs piosenki Eurowizji niestety nie polega już na tym, żeby piosenka była dobrze wykonana, liczy się to, co jest otoczką do tej piosenki czy do samego artysty. Wybór Conchity Wurst w 2014 pokazał, że bez względu na wykon, transseksualny wykonawca jest krokiem do nowoczesności. Wybór Ukrainy rok temu pozwolił pokazać, że kraj pogrążony w wojnie ma wsparcie całej Europy w tym Polski – od kilku lat przyznajemy im po 12 punktów. W tym roku Ukraina za to nie wpuszczą reprezentantki na swój konkurs i pozamiatane. Zemsta jest słodka. W tym roku ciężko chory reprezentant Portugalii pojawia się z bluzą z napisem: S.O.S. Refugees. Odnoszę wrażenie, że Eurowizja zaczyna być konkursem coraz bardziej politycznym. Liczą się wielkie słowa, wielkie tragedie i nienawiść do tego samego polityka. Dodatkowo może to być okraszone dużą ilością nagości czy kontrowersji, nawet Donatan i Cleo są na to dobrym przykładem. Echa ich występu słyszałam nawet w Niemczech.

Zastanawia mnie, dlaczego od tylu lat, Polska pcha się na siłę do tego konkursu? Kosztem obscenicznych komentarzy ukraińskich komentatorów w stosunku do naszej reprezentantki czy tekstów ,,Slava Ukrainie”, które jest pozdrowieniem banderowskim. Nie jest to konkurs dla kraju tak honorowego czy dumnego jak Polska. Wystawianie się na pośmiewisko, czy płonne nadzieje na wygraną, nie są chyba godne dla takiego kraju jak nasz. Polska nie wygra Eurowizji, bo jesteśmy dumni i nie będziemy łzawymi historiami walczyć o głosy Europy, która nas nie słyszy. Europa jest głucha i ślepa.

JUDYTA GACEK
Działaczka ONR Podhale. Studentka Administracji na UP w Krakowie. W swoich artykułach lubi skupiać się na aspektach społecznych, jak również na ,,podglądaniu” życia w Niemczech – nie tylko politycznego.
Artykuł ukazał się na portalu Kierunki.Info: Judyta Gacek: „Eurowizyjne show nie dla Polski”