ARTYKUŁY ARCHIWALNE

SPIS TREŚCI:

– Ideały versus rzeczywistość.
– Czy Towarzystwo Słowaków w Polsce jest uprzywilejowane?
– Artykuł: Z tradycją stylistyki Ruchu Narodowego w tle
– Polityka paradna
– Związek Sybiraków w Zakopanem – żywa historia niezłomnych.
– Wybory i po wyborach…
– Zarys myśli samorządowej w narodowo-radykalnych koncepcjach okresu międzywojnia.
– Wolność dla oscypka!
– Powrót Lenina do Poronina, czyli absurd amnezji poroniańskich samorządowców.
– Rozważania ciągle te same.
– Narodowy Radykalizm wobec samorządu terytorialnego.
– Wojna światów.
– Świeckość i etyka.
– Samorządowe refleksje przedwyborcze, a przyszłość Ruchu Narodowego…
– Krótko do młodych.
– Uroczyste obchody wiktorii grunwaldzkiej w Zakopanem.
– „Zakopianka”, miniono Śleboda?
– Wszystko ma swoje granice!
– Narodowo-Radykalna nić Ariadny.
– Nacjonalizm to nie szowinizm!
– Narodowy Radykalizm, a lokalny aktywizm.
– Narodowa myśl społecznikowska*.
– Społecznikostwo, a Ruch Narodowy…
– Państwa narodowe w dobie globalizacji.
– Zgniły Zachód.



RUCH MŁODYCH

Ideały versus rzeczywistość
rocznica

    Tysiąc myśli pląta się nieustannie w głowie, a przynajmniej ponad połowa z nich to pytania. Te, które człowiek non stop sobie zadaje; te, które pozostają zwykle bez odpowiedzi. Często pytamy nie wiadomo kogo, o nasze życie, jego cel, sens. Tak, to wyświechtane schematy, jednak istotne. Każdy ma jakiś cel.

Czym są ideały? Mówi się, ze ludzie się nimi kierują. Tak, owszem, nie zaprzeczę. Każdy ma swoje owe ideały, jakieś zasady. W opinii jednych dobre, dla drugich zaś złe i niezrozumiałe. Ale czym są one w ogóle? Czy wystarczy wpoić sobie do głowy pewne tory, którymi powinniśmy podążać, nawet wiedząc, że i tak pójdziemy innymi? Czy wystarczy mieć zasady, po to by istniały tylko dla pustej egzystencji, pozostające nietkniętymi przez nas w ciągu życia? Jeśli wykształtowały się w nas jakieś wartości, to powinniśmy przy nich trwać, nie pozwalać, by osiadł na nich kurz, a jednak często to robimy… Czy człowiek naprawdę jest tak słaby, że nie potrafi sam zadecydować o własnym postępowaniu? Silniejsze od nas samych bywają presja, rzeczywistość. Ten drugi aspekt to niejednokrotnie źródło naszych nieustannych porażek. Powielanych z biegiem czasu, nie uczymy się na błędach. Piękne, wzniosłe ideały gdzieś tam w nas istnieją, ale my istniejemy w szarej rzeczywistości, poruszamy się tak blisko ziemi, że prawie po niej pełzamy, zapominając o sporadycznym spojrzeniu ku niebu. Łatwo się wtedy zagubić, bardzo łatwo. Rzeczy wartościowe, którymi chcielibyśmy się kierować są niekompatybilne do rzeczywistości, nie pasują do szybkiego, trywialnego i niejednokrotnie głupiego życia w tym chorym świecie. A co jest najgorsze? Świadomość tego. Gdyby jej nie było, to wydawałoby się nam, że wszystko jest w porządku, że nasz tryb życia nie stwarza problemów naszym celom, marzeniom, moralności. Jednak, gdy wieczorem, w ciszy zatrzymamy się na chwilę, odseparujemy od owego szybkiego życia, to bywa tak, że myśl ta nas przytłacza, bo bolesna jest świadomość tego, że mimo iż chcemy, jakoś „nie da się” wpasować owych ideałów w codzienność. W naszych zmęczonych, szarych oczach są one już tylko jakimiś niedosięgalnymi, pięknymi perłami, których nie potrafimy wrzucić do bagna naszej rutyny. Być może jakoś by się dało, ale na to trzeba sił, poświęcenia pewnych rzeczy, a czasem i cząstki swojego „ja”. Ciężko tego dokonać, dlatego bilansem takich konfrontacji najczęściej są porażki człowieka…

Mimo wielu przeciwności możliwe jest jednak zachowanie suwerenności myśli, niezależności wobec presji i wytrwałości we własnych celach. Najlepiej nie zaczynać się rozpędzać z życiem na zakręcie, nie trzymać się tak blisko trywialnych potrzeb, spraw, dążeń. Czasem po prostu nie warto, bo można niespodziewanie, nie wiadomo jak i kiedy zagubić samego siebie. A potem powrót do „normalności”, do poczucia stabilności jest niezmiernie trudny. Przecież ważniejsze jest „być” niż mieć, nawet kiedy „mieć” nie oznacza tylko materialnych rzeczy. Nikomu wszakże nie jest pisane czuć się bezradnie jak dziecko wobec jednego z największych darów, jakim każdy z nas został obdarzony – życiem.

/Anna K. – Sekcja Młodych Stowarzyszenia ONR Podhale/

Artykuł ukazał się na portalu: Konserwatyzm.pl



KONTROWERSJE

Czy Towarzystwo Słowaków w Polsce jest uprzywilejowane?
r.

    Towarzystwo Słowaków w Polsce zaplanowało, że w Jabłonce postawi dom wysoki na 14 metrów. Według planu zagospodarowania przestrzennego dla tego rejonu Orawy budynki maksymalnie mogą osiągać wysokość 12 metrów, więc urzędnicy Gminy Jabłonka wprost stwierdzili, że jest to niemożliwe. Tradycyjnie już TSwP ze swoim sekretarzem generalnym Ludomirem Molitoris na czele ma za nic polskie prawo oraz decyzje lokalnego samorządu i domaga się specjalnych przywilejów oraz ustępstw budowanych dla mniejszości słowackiej.

Nam nie chodzi o awanturę z gminą, chcemy tylko, aby pochyliła się nad problemami Słowaków, którzy są też jej mieszkańcami – mówi Ludomir Molitoris. Tymczasem Antoni Karlak, wójt gminy Jabłonka, podkreśla, że plan zagospodarowania nie dopuszcza takich budowli. – Słowacy mogą budować swój dom kultury, ale wszystkich obywateli, także mniejszość, obowiązuje jedno miejscowe prawo, które uchwaliła rada gminy – mówi jasno Karlak.

Słowacy na terenie Spisza i Orawy mają już kilka lokali m.in. w Łapszach Wyżnych, Kacwinie, Nowej Białej, Krempachach i w Podwilku. Zastanawiające, że starą szkołę w Podwilku Towarzystwo Słowaków w Polsce kupiło od gminy bagatela, aż z 96-procentową bonifikatą. Teraz Towarzystwo chce odkupić, oczywiście również z bonifikatą starą szkołę w Lipnicy Małej. Smaczku dodaje tutaj fakt, że jak sam przyznaje Molitoris TSwP otrzymuje również dotacje z MSWiA. Wydaje się, że dochodzi w tym przypadku do pewnego absurdu. Nie dość, że mniejszość słowacka przy zakupie nieruchomości dostaje 96-procentową bonifikatę, to jeszcze otrzymuje na ten cel dotacje z MSWiA. Ciekawe ile wynosi owa bonifikata będąca przecież pochodną naszych podatków, sumując ją z dotacją ze Skarbu Państwa? Czyżby 100%? Samoczynnie nasuwają się kolejne alarmujące pytania. Czy w dobie światowego kryzysu Państwo Polskie stać na rozdawanie praktycznie za darmo nieruchomości będących naszą wspólną własnością? Czy innym polskim podmiotom również przysługują takie bonifikaty, jak Towarzystwu Słowaków w Polsce, czy też mniejszość słowacka jest jakąś uprzywilejowaną grupą? A może mniejszość polska na Słowacji szczyci się identycznymi przywilejami, jak Słowacy w Polsce? Pytania te jak zapewne można przypuszczać pozostaną bez odpowiedzi…

Norbert Wasik

Z tradycją stylistyki Ruchu Narodowego w tle
rocznica

    Charakterystyczna dla środowisk narodowych okresu międzywojnia była nie tylko ideowość, ale także swoista stylistyka wizualna połączona z pewnymi kurtuazyjnymi zwrotami będącymi wyrazem poczucia dobrego smaku, kultury osobistej i szacunku dla tradycji ówczesnego Obozu Narodowego. W przeciwieństwie do dzisiejszych środowisk, zwłaszcza młodego pokolenia, odwołujących się do dziedzictwa i spuścizny Ruchu Narodowego, były one pieczołowicie pielęgnowane przez wszystkie pokolenia niegdysiejszych narodowców. Obecnie w wyniku wymordowania elit, luki pokoleniowej oraz braku ciągłości myśli politycznej estetyczne tradycje największego w przedwojennej Polsce obozu politycznego jakim niewątpliwie był Obóz Narodowy są zapominane i wydają się odchodzić do lamusa historii.

1). SALUTO ROMANO i „CZOŁEM WIELKIEJ POLSCE” TRADYCYJNYM POZDROWIENIEM POLSKICH NARODOWCÓW – Przedwojenni polscy narodowcy pozdrawiali się podniesieniem prawej ręki z zawołaniem „Czołem!” lub „Czołem Wielkiej Polsce!”. Zawołania tego często także używano bez podniesionej prawicy. W Polsce tzw. rzymskie pozdrowienie pojawiło się około 1927 r. wśród działaczy Obozu Wielkiej Polski, a w późniejszych latach było powszechnie używane w Stronnictwie Narodowym, Młodzieży Wszechpolskiej i Obozie Narodowo-Radykalnym. W latach trzydziestych prawica narodowa nie dostrzegała w tym geście żadnego związku z wzorcami niemieckiego narodowego socjalizmu, gdyż te były przez nią z założenia odrzucane i potępiane jako antypolskie i antykatolickie. Obecnie, na skutek doświadczeń II wojny światowej, pozdrowienie to często bywa błędnie utożsamiane z nazistowskim pozdrowieniem „Heil Hitler”, co w warunkach polskich, jak i innych krajach europejskich jest historycznie nieuzasadnione.

2). per KOLEGO – Tradycyjny zwrot grzecznościowy będący wyrazem szacunku i uznania używany niezależnie od pochodzenia m.in. w przedwojennych środowiskach endeckich i młodoendeckich (Stronnictwo Narodowe, Młodzież Wszechpolska, Obóz Wielkiej Polski, Obóz Narodowo-Radykalny) w stosunku do starszych działaczy narodowych lub zajmujących wyższą hierarchię w strukturach organizacyjnych.

3). UMUNDUROWANIE – Protoplastą uniformizacji wśród polskich narodowców był Ruch Młodych Obozu Wielkiej Polski. Młodzi działacze OWP, a później Młodzieży Wszechpolskiej, Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego i Ruchu Narodowo-Radykalnego ulegli panującej w całej Europie okresu międzywojnia modzie na styl wojskowy i uniformizację struktur politycznych, w związku z tym wprowadzili w organizacji własny rodzaj umundurowania. Były to: piaskowe bluzy (koszule), granatowe spodnie (kobiety spódnice) i berety, a także pasy z koalicyjką. Dodatkowym uzupełnieniem, chociaż z racji finansowych już nie obowiązkowym były buty oficerki.

4). „HYMN MŁODYCH” – HYMNEM OBOZU NARODOWEGO – Pieśnią organizacyjną, którą rozpoczynano i kończono zebrania organizacyjne MW, OWP, ONR i RNR stał się „Hymn Młodych”, śpiewany na melodię„Warszawianki”, a którego słowa na prośbę działaczy Młodzieży Wszechpolskiej napisał sam Jan Kasprowicz.

SŁOWA PIEŚNI:

Złoty słońca blask dokoła,
Orzeł Biały wzlata wzwyż,
Dumne wznieśmy w górę czoła,
patrząc w Polski Znak i Krzyż,

Polsce niesiem odrodzenie,
Depcząc podłość, fałsz i brud,
W nas mocarne wiosny tchnienie,
W nas jest przyszłość,
Z nami lud,

Naprzód idziem w skier powodzi,
Niechaj wroga przemoc drży,
Już zwycięstwa dzień nadchodzi,
Wielkiej Polski moc to my!
Wielkiej Polski moc to my!

Naprzód idziem zbrojni duchem,
Antychrysta pędzić precz.
Matko Boża nas wysłuchaj,
Błogosław Chrobrego Miecz!
Błogosław Chrobrego Miecz!

5). SYMBOLE – MIECZYK CHROBREGO i FALANGA

– MIECZYK CHROBREGO (Szczerbiec) – Został wprowadzony przez Obóz Wielkiej Polski jako oficjalny emblemat organizacyjny w marcu 1927 r. W okresie międzywojennym, Szczerbiec Chrobrego inaczej zwany również mieczykiem Chrobrego owinięty w biało-czerwoną szarfę był kolejno symbolem: Obozu Wielkiej Polski (z literami na szarfie OWP), Młodzieży Wszechpolskiej, Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego, a w okresie okupacji – Narodowych Sił Zbrojnych. Współcześnie motyw Szczerbca jest wykorzystywany przez niektóre organizacje, odwołujące się do przedwojennych tradycji Ruchu Narodowego – m.in. Młodzież Wszechpolska, Stowarzyszenie Obóz Narodowo-Radykalny Podhale, Obóz Wielkiej Polski, Ligę Polskich Rodzin etc.

– FALANGA (ręka z mieczem) – Od lat trzydziestych minionego wieku falanga czyli „ręka z mieczem” stała się jednym z symbolów polskiego Obozu Narodowego. Po raz pierwszy wizerunek falangi pojawił się na łamach pisma„Akademik Polski” nr 2 z 14 II 1933 r. wydawanego w Warszawie przez OWP . Po delegalizacji przez władze sanacyjne Obozu Wielkiej Polski w 1933 r., zaczęto karać w trybie karno-administracyjnym narodowców za noszenie w klapach marynarek tzw. mieczyków Chrobrego (sądy powszechne w II instancji za to „wykroczenie” zazwyczaj uniewinniały działaczy narodowych). Wówczas nieformalnym symbolem Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego został wizerunek ręki trzymającej miecz przejęty w 1934 r. przez Obóz Narodowo-Radykalny. Uproszczony, stylizowany i awangardowy jak na ówczesne czasy symbol „ręki z mieczem” (tzw. falanga) za swój znak przyjął w 1935 roku Ruch Narodowo-Radykalny. Obecnie falanga jest używana przez Narodowego Odrodzenia Polski, Obóz Narodowo-Radykalny i Stowarzyszenie Obóz Narodowo-Radykalny Podhale.

Norbert Wasik

Umieszczamy „Hymnu Młodych” z nadzieją, że pomoże w nauce pieśni osobom, które łatwiej zapamiętują melodię i słowa ze słuchu, wszak dobrze by było, aby każdy narodowiec umiał zaśpiewać tę pieśń.

Artykuł ukazał się na: Konserwatyzm.pl, Narodowcy.net, Gazeta Polska, Narodowy Szczecin, Myśl Polska, Endecja.pl i Portal Polskiego Ruchu Patriotycznego Wici Polskie



Polityka paradna
kaziu2

    Aby działanie na rzecz dobra wspólnego mogło zasługiwać na miano polityki musi ona być skuteczna. Dla zagwarantowania jej skuteczności politycy i ludzie zainteresowani polityką muszą myślami wybiegać w przyszłość. Owszem, pamiętać o tym co się wydarzyło ongiś, dostrzegać to co dzieje się obecnie, ale przede wszystkim przewidywać i planować wydarzenia przyszłe.

Mieliśmy w Polsce pod koniec roku kilka wydarzeń znaczących, mocno osadzonych w naszej rzeczywistości, a przez to wiele mówiących o naszej jako narodu kondycji. Z pewnością takim wydarzeniem był Marsz Niepodległości 11. listopada. Pod względem liczebnego weń zaangażowania był sukcesem. Medialnym już nie, bo przy uzależnieniu mass-mediów od obcych interesów – nie mógł nim być. Nie mniej dał wiele do myślenia, a tendencyjne relacje wielu uzmysłowiły skalę problemów związanych z naszą ponoć suwerennością, wolnością i demokracją. To przykra, ale pożyteczna nauka.

Niestety już w miesiąc po tym pouczającym wydarzeniu można było żywić obawy, że „nauka poszła w las”. PiS zorganizował własny Marsz Solidarności i Niepodległości w dniu 13.go grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Łączenie niepodległości sprzed lat 93. ze stanem wojennym musiało budzić kontrowersje, choćby tylko z racji wyraźnych w społeczeństwie rozbieżności w ocenach najnowszej naszej historii. Stąd frekwencja nie była już oszałamiająca, ograniczona raczej do wąskiego kręgu twardego elektoratu PiS-u. Marsz jednak musiał się odbyć gdyż jednowładca tej partii zorientował się iż przespał szansę jaką dawał 11. listopada i pozazdrościł sukcesu organizatorom marszu poprzedniego. Chciał mieć swój marsz, bez konieczności podporządkowania się organizatorom obcej mu, narodowej opcji. W ich inicjatywie natomiast dostrzegł rosnącą siłę społecznie wykluczonych i miał nadzieję na przyciągnięcie ich do siebie.

Obawa przed owymi wykluczonymi ma w politycznych rachubach prezesa Kaczyńskiego już swoją tradycję. 14.lutego 2005 r. prezes wygłosił w Fundacji Batorego wykład pt. „O naprawie Rzeczypospolitej”. Dał w nim wyraz swoim obawom i planom, mówiąc m.in.:…” jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) i rozwścieczonych swoim losem postkomunistów.” (…) „Podkreślam raz jeszcze: istnieje w Polsce niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów.” (…) Oczywiście wmontowanie w owe strachy postkomunistów miało dodać grozy obrazowi sytuacji choć akurat oni na swój los narzekać nie mogą, jako że zagwarantowany im on został w przyzwoitym wymiarze przy „okrągłym” stole. Konieczność unieszkodliwienia owych wykluczonych, „radykałów” wymusiła na Kaczyńskim doprowadzenie do upadku swego rządu. Lepsze było przekazanie władzy PO niż przyzwolenie na rządy narodowe. Bez obaw o stanowisko części rządu i parlamentu mógł też prezydent podpisać Traktat Lizboński.

Obecnie lęk przed radykałami nakazał prezesowi podjąć działania dla skanalizowania owych wykluczonych którzy ujawnili się 11.listopada. Przejęcie inicjatywy pod niepodległościową retoryką jednak nie wyszło. Zresztą wyjść nie mogło wobec sprzecznych sygnałów przekazywanych przez Kaczyńskiego. Ton niepodległościowy i artykułowanie troski o suwerenność pozostają w sprzeczności z innymi wypowiedziami prezesa. Np. „Chcę by Europa była supermocarstwem. Jestem eurorealistą i popieram silną Europę, zwłaszcza w aspekcie polityczno-militarnym.” To wypowiedź z Forum Ekonomicznego w Krynicy, ale wcześniej takich hurra europejskich perełek było też nieco. Coraz więcej miłośników PiS-u ma problem – z suwerennością, Europą i swoim prezesem. Takie dysonanse w wypowiedziach nie mogą napędzić tłumów na marsz, ani do urn wyborczych.

Zanim jednak ruszył marsz PiS-owski, dzień wcześniej zorganizowano marsz ku upamiętnieniu wprowadzenia stanu wojennego. Jego organizatorami były stowarzyszenia przeprowadzające uprzednio Marsz Niepodległości, które chciały zaistnieć w walce z komuną, ale nie razem z prezesem Kaczyńskim. Zaskoczenie pomysłem narodowców kolejnego marszu z „nocnym czuwaniem” pod domem gen. Jaruzelskiego było na tyle mocne, że tym razem sukcesu nie było. Ani pod względem nagłośnienia medialnego, ani frekwencji. Nie po raz pierwszy okazało się, że walka z komuną której nie ma (co nie oznacza, że nie ma wrogów niepodległej Polski) mogło jedynie kompromitować pomysł i jego autorów. Szkoda, bo zasiali ziarno nieufności, co w przyszłych akcjach może skutkować negatywnie.

Osiągnięciem obu marszy solidarnościowych było odwrócenie (szczęśliwie na krótko) uwagi społeczeństwa o spraw bieżących w kraju i UE, z czego ewentualne korzyści mogła odnieść jedynie PO. Czy o to chodziło? Z pewnością solidarnościowcom narodowej proweniencji – nie, ale wyszło, jak wyszło. Znana jest mądra sentencja marszałka Foche’a (widnieje ona na tablicy u wejścia na Stary Cmentarz zakopiański: „Narody, które tracą pamięć, tracą życie”. My natomiast powinniśmy dodać od siebie, że zapatrzenie jeno w przeszłość, bez wizji jutra bliższego i dalszego pozbawia nas przyszłości. Dlatego jeśli do tego dodać nowe twórcze próby integracyjne na tzw. prawicy, w których brakuje dalekosiężnych wizyj kraju, to przyszłość Polski rysuje się marnie. Tzw. prawica, o ile nie jest zajęta sama sobą, ogranicza się do projektów na dziś, na jakieś dojutrkowanie tak, jak czyni to rząd. Tymczasem problemów bieżących nie brakuje, a przyszłość dalsza pozostaje we mgle. A przecież przyjdzie nam się zmierzyć z problemami takimi z jakimi bezskutecznie boryka się już Zachód. Choćby fala emigracji z ubogiego Południa. Na razie jesteśmy dla „barbarzyńców” zbyt mało atrakcyjni, choć powoli się u nas osiedlają, ale z czasem zadowoli ich nawet nasza chędoga rzeczywistość. Czy jesteśmy na to przygotowani? Czy mamy wizję Polski z nowym typem naporu i osadnictwa? To tylko jeden z problemów przyszłości, pozostającej bez planu w okresie kolejnych dziesięcioleci. Aby zdawać sobie sprawę z konieczności myślenia i pracy nad przyszłością nie trzeba odległych poszukiwań. Powinni o tym wiedzieć narodowcy, w tym radykałowie: „Wobec zmieniających się bezustannie wydarzeń świata zewnętrznego, wobec wciąż nowego materiału doświadczeń, trzeba wciąż na nowo zajmować stanowisko – inaczej grozi nam wpadnięcie w szablon lub dezorientacja. Co dzień jesteśmy inni, a jeśli nie zrobimy wysiłku, aby odbudować się na wyższym poziomie, nie pozostaniemy nawet na poziomie z dnia wczorajszego. Człowiek podobny jest do turysty, wspinającego się po piargach: wysiłkiem swoim pokonywać musi nie tylko własny ciężar, ale i osypujące się kamienie. Dlatego kto nie idzie naprzód, ten się cofa, a kto zaufa swoim wczorajszym wysiłkom, ten zrzeka się możliwości jutra” (Jan Mosdorf).

Póki co mamy parady ku pamięci wydarzeń z przeszłości i w imieniu przyszłych pokoleń zrzekamy się możliwości jutra, ich jutra, bez poczucia bezpieczeństwa i dobrobytu.

Kazimierz Murasiewicz



Felieton: Związek Sybiraków w Zakopanem – żywa
historia niezłomnych
sybiracy

    Związek Sybiraków jest organizacją skupiającą byłych zesłańców, którzy nazywają siebie Sybirakami. Jego historia liczy sobie 83 lata. Nazwa Związku łączy się ze słowem „SYBIR”, który dla zesłańców nie jest pojęciem geograficznym, lecz symbolem represji caratu, a później Stalina i jego następców wobec Polaków zsyłanych do łagrów i więzień, najczęściej w dalekowschodnie strony b. ZSRR. Nie inaczej było z Sybirakami na Podhalu, którzy 11 kwietnia 1989 r. postanowili powołać Związek Sybiraków w Zakopanem.

Niestety podhalański oddział Związku jako pierwszy w kraju uległ samorozwiązaniu w marcu 2010 r. Powód? Jak twierdzi Małgorzata Albrzykowska, ówczesna wiceprezes Związku Sybiraków w Zakopanem był nim brak sił na dalszą działalności. Przypominając historię zakopiańskiego Związku Sybiraków pragniemy oddać hołd, szacunek i pamięć wszystkim podhalańskim Sybirakom, których doświadczył tragiczny los tułaczki i wygnania. Bo pamięć o przeszłości jest mądrością narodu i dzięki niej jest możliwe pielęgnowanie tradycji.

Inicjatorami powołania Związku Sybiraków w Zakopanem byli Józef Kulon, Stanisław Weseli, Bronisław Kłosowski, Grażyna Nowakowska, Stefan Przybylik i Maria Bednarz. Pierwsze spotkanie mieszkających w Zakopanem Sybiraków odbyło się 11 kwietnia 1989 roku. Zorganizowała je szesnastoosobowa grupa założycielska, która wyłoniła spośród siebie Tymczasowy Zarząd organizującego się Związku. Na prezesa zarządu został wybrany Józef Kulon. Po podaniu do publicznej wiadomości informacji o powstaniu w Zakopanem Związku Sybiraków z całego Podhala, Orawy, Spiszą, Rabki, Jordanowa, Żywca, Szczawnicy i innych miejscowości zaczęły napływać zgłoszenia osób zainteresowanych. Zakopane administracyjnie należało do województwa nowosądeckiego, ale zakopiańczycy zaczęli ubiegać się o status jednostki samodzielnej. Zarząd Główny przychylił się do wniosku i Koło w Zakopanem działało na prawach Oddziału. Uchwała z 23 września 1995 roku potwierdziła ten status.

I Walne Zgromadzenie odbyło się 14 października, w czasie którego wybrano zarząd i komisje – rewizyjną, pomocy koleżeńskiej i lekarskiej oraz sąd koleżeński. Na prezesa zarządu ponownie wybrano Józefa Kulona. Liczba członków wynosiła 40 osób. Związek objął działalnością Sybiraków zamieszkałych w Nowym Targu, Krynicy, Żywcu, na Spiszu i Orawie. Działalność koncentrowała się głównie na organizacji pomocy i opiece nad osobami samotnymi, chorymi i będącymi w trudnych warunkach materialnych. II Walne Zgromadzenie 15 grudnia 1990 roku i III Walne Zgromadzenie, które odbyło się 23 grudnia 1993 roku na prezesa zarządu wybrało ponownie Józefa Kulona. Liczba członków w tym okresie wynosiła 118 osób.

W dniach od 4 do 7 czerwca 1991 roku Podhale i Zakopane gościło Ojca Świętego Jana Pawła II. W głównej uroczystości tej części pielgrzymki – mszy świętej odprawione przy ołtarzu polowym Pod Krokwią Sybiraków reprezentował poczet sztandarowy oraz liczni członkowie przybyli z całego regionu. Rodzina Kulonów ofiarowała Janowi Pawłowi II krzyż rzeźbiony w drewnie dzieło Józefa Kulona. Drugi krzyż z wyrzeźbionym imionami członków rodziny, którzy zmarli na Syberi oraz płaskorzeźbę „Drogi Krzyżowej Sybiracka” ofiarowali Zofia i Stanisław Kulonowie. 23 września 1993 roku w ramach obchodów Roku Sybiraka w zabytkowym starym kościółku Na Pęksowym Brzyzku w czasie uroczystej mszy świętej został poświęcony sztandar zakopiańskich Sybiraków, a na leżącym obok kościoła cmentarzu poświecono Pomnik Sybiraków i Ofiar Katynia. W lutym 1995 roku w salach wystawowych BWA w Zakopanem otwarto wystawę pod nazwą „Sybiracy, historia i współczesność”. Eksponowana uprzednio w Krakowie, tu poszerzona i wzbogacona o nowe przedmioty pochodzące ze zbiorów zakopiańczyków przyciągnęła wielu zwiedzających, w tym młodzież szkolną.

IV Walne Zgromadzenie 5 października 1996 roku, po wysłuchaniu referatu sprawozdawczego prezesa przeprowadziło wybory do zarządu i komisji. Na prezesa zarządu został wybrany Józef Kulon, który zrezygnował z funkcji i od 2 stycznia 1997 roku prezesem jest Bronisław Kłosowski. Liczba członków wynosi wówczas 120 osób. Z inicjatywy prezesa Józefa Kulona ufundowano pamiątkową tablicę poświęconą pamięci mieszkańców Podhala, którzy wywiezieni z tej ziemi na Syberię zakończyli życie w łagrach i więzieniach NKWD. Tablica znajduje się na murach kościoła Świętej Rodziny przy Krupówkach. Uroczystości poświęcenia odbyły się 5 października 1996 roku przy udziale władz miasta i przedstawiciela Zarządu Głównego. Zarząd Główny, na wniosek Zarządu Oddziału, zasłużonym Sybirakom przyznał 80 Odznak Honorowych Sybiraka, w tym 10 odznaczeń dla osób wspierających Oddział. Odznaczenia państwowe – Srebrne Brązowe Krzyże Zasługi otrzymało 5 osób.

Niestety, upływ czasu wykruszał najsilniejszych. U progu 2000 r. w zakopiańskim oddziale Związku Sybiraków było nieco ponad 40 osób, a w 2010 już zaledwie 20 – sił do działania jednak miała tylko garstka. Statutu Związku okazał się przysłowiowym gwoździem do trumny podhalańskich Sybiraków, gdyż członkiem może być tylko osoba, która przeżyła czas zesłań i stalinowskich prześladowań. W marcu 2010 r. z bólem serca podjęto decyzję o rozwiązaniu Związku Sybiraków w Zakopanem. Choć podhalański Oddział rozwiązano Sybiracy do dnia dzisiejszego nie przestali się spotykać. 17 września każdego roku, dopóki życia, dopóki sił starczy przychodzą pod pamiątkową tablicę na cmentarz na Pęksowym Brzyzku. Niech pamięć o Nich nigdy nie zgaśnie! (oprac. baz)



MŁODZI DLA MŁODYCH

Wybory i po wyborach…
mlodzi

    9 października 2011r byliśmy czynnymi lub biernymi obserwatorami wyborów parlamentarnych. Cóż, nie ukrywam, że jak wiele innych osób oczekiwałem porażki Platformy Obywatelskiej. No bo czego się można było spodziewać po tragicznie nieudolnych rządach? Że właśnie tak niekompetentne osoby zostaną wybrane? Trudno mi zrozumieć dlaczego ludzie nie chcą poświęcić ani sekundy by sprawdzić w skrócie dokonania poszczególnych partii, a przede wszystkim prześledzić ich program i PRZEMYŚLEĆ co faktycznie można wprowadzić, a czego się na pewno nie uda wdrożyć.

Wydawało mi się, że najmniej myślącym elektoratem był zwykle SLD-owski, gdzie wyborca kiwał głową „na tak”, gdy obiecywano mu wzrost płac, emerytur, świadczeń, bla bla + oczywiście podatki te same. Niestety w niedawnych wyborach wyrośli kolejni dziwni ludzie, tym razem walczący o to, by jako-taką normę społeczną sprowadzić do zgniłego Zachodu. I mamy eksplozję poparcia dla skandalisty Palikota, masa (ponoć głównie młodych) osób wierząca, że aborcja, eutanazja, zmiany płci, związki degeneratów, swoiste kopnięcie w tyłek Kościoła i legalizacja marihuany to złoty środek na to by żyło się lepiej. Zatem mówiąc krótko: mamy około 10% egoistów myślących, że są jedyną słuszną elitą i to czego chcą jest nowoczesne, a reszta nie jest „trendy”. Mamy około 10% bezmyślnych ludzi, którzy muszą się na czymś ”świecącym” wzorować bo nie umieją korzystać z własnego mózgu. Mamy też około 10%, którzy uważają, że teraz będzie śmiesznie w rządzie. Mamy także prawdopodobnie około 10%, którzy są mocni i bezczelni w gębie, bo gdzie indziej troszkę im brakuje. Dzięki nim mamy w rządzie: pana ze środowiska „NIE”, pana Grodzką po zmianie płci, agresywnego w swej mikrej posturze homoseksualistę atakującego policjantów (vide zeszłoroczny Marsz Niepodległości w Warszawie), a co prezentuje reszta wyjdzie z czasem… Na koniec krótkie podsumowanie kto teraz będzie rządził Polską:

– Palikot ze wszystkimi możliwymi skrajnościami,
– Ekipa, która nic nie zrobiła, a mimo to będzie miała decydujący głos,
– Post-komuniści,
– Zbieranina, której zależy na przeforsowaniu swoich postulatów, a by tego dokonać wejdzie z każdym w koalicję,
– Marna opozycja, która na pewno nie wyraża zdania solidnej prawicy.

A jaką mamy alternatywę? Bez wątpienia jest nią nowoczesny nacjonalizm na miarę XXI wieku. Dlatego zapraszam 11 listopada do Warszawy na Marsz Niepodległości. Tam będą ludzie, którzy myślą tak jak ja i Ty. Ci, którym na sercu leży dobro Polski, a dopiero potem własne interesy. Ludzie, którzy nie zapominają o poległych bohaterach. Osoby dumne ze swojego pochodzenia, a nie ślepo idące za pseudo trendy większością. Szeroko pojęci nacjonaliści, narodowi radykałowie, endecy, monarchiści, patrioci, katolicy, ateiści, zwykli ludzie, młodzi, starsi. Nieważne. Ważne, że kochają Polskę i okazują to w czasach, gdy „nowocześni” robią sobie z tego kpiny. (st)*

* Autor jest działaczem Sekcji Młodych Stowarzyszenia Obóz Narodowo-Radykalny Podhale



IDEA WIECZNIE ŻYWA

 

Zarys myśli samorządowej w narodowo-radykalnych
koncepcjach okresu międzywojnia
rnrfalanga

   Myśl narodowo-radykalna w Polsce okresu międzywojnia wbrew panującej dziś opinii była ogromnie zróżnicowana, a przy tym prawdziwie ideowo pluralistyczna i co ciekawe często sprzeczna sama w sobie. I tak wśród teoretyków, bądź co bądź secesjonistów endeckich, mieliśmy osoby opowiadające się za współpracą z narodowymi demokratami oraz jej zdecydowanych oponentów, monarchistów, ale i korporacjonistów, totalistów i demokratów nacjonalistycznych, zwolenników decentralistycznego, szerokiego samorządu i jego kontrolowanej przez władze państwowe wersji.

Dyskusje ustrojowe środowisk narodowo-radykalnych w głównej mierze rozwinęły się w latach 1933-1936 i o ile kwestie samorządu terytorialnego nie były w nich jakimś priorytetem, o tyle są one bardzo interesujące chociażby ze względu na panujące w nich spore sprzeczności i to nie tylko w odniesieniu do różnic wynikających z przynależności organizacyjnej poszczególnych autorów – działacze Obozu Narodowo-Radykalnego i Ruchu Narodowo-Radykalnego – ale także w ramach struktur tych konkretnych formacji.

Ruch Narodowo- Radykalny Falanga

Programowe publikacje Bolesława Piaseckiego takie jak: Równość w państwie narodowym, Zarys narodowego ustroju politycznego i Zarys Ustroju Polski Narodowej postulowały budowę ustroju elitarno-hierarchicznego opartego na dwóch kluczowych instytucjach: Organizacji Politycznej Narodu i Organizacji Polityczno Wychowawczej. Samorząd terytorialny nie mieścił się w granicach budowanego ustroju, a sam przyszły Kierownik Główny Ruchu Narodowo-Radykalnego dopuszczał go na zasadzie specyficznego odstępstwa i wyjątku. Kolosalne znaczenie miał tu fakt kontroli decyzji samorządu przez władze państwową[1] i – w przeciwieństwie do koncepcji ONR ABC – silnej centralizacji władzy. Piaseckiemu wtórował Marian Reutt, którego postać, a zwłaszcza jego poglądy społeczne, już wśród samych działaczy RNR, budziły wiele kontrowersji. Reutt opowiadał się za istnieniem samorządu wyłącznie jako organu pomocniczego, doradczego i ściśle uzależnionego od organów administracji państwowej i odpowiednich struktur Organizacji Politycznej Narodu, które miałyby wchodzić w skład kierownictwa samorządów lokalnych.Samorząd jako organ doradczy należy utrzymać za zachowawczy głos decydujący, organom miejscowym władzy państwowej i czynnikom kierującym organizacją narodu, które jednocześnie będą wchodziły w skład dawnej grupy samorządu w charakterze kierowników danego organu samorządowego[2] – pisał Reutt.
Nieco odmienną wizję samorządu terytorialnego miał jeden, obok Piaseckiego, z głównych ideologów i publicystów Ruchu Narodowo-Radykalnego Wojciech Wasiutyński. Otóż w jego założeniach samorząd miał pełnić prestiżową rolę w przyszłym państwie narodowym, w którym podział władzy obejmował administrację rządową i będącą tu z kolei oznaką decentralizacji – samorządową[3]. Jak twierdzi badacz zajmujący się koncepcjami samorządowymi Obozu Narodowego Grzegorz Radomski, Wasiutyński „poprzez samorząd rozumiał (…) każdy związek społeczny posiadający uprawnienia publiczne, a jednocześnie niestanowiący administracji państwowej. Samorząd miał adaptować się do potrzeb lokalnych i grupowych, a swoje istnienie opierać na przywileju. Każda gmina, powiat, miasto i stowarzyszenie rządziłoby się wówczas odmiennie. Niejako przy okazji Wasiutyński zalecał zachowanie samorządności rodzin, która miała ułatwiać zaakceptowanie hierarchii narodowej”. I chyba nie sposób się nie zgodzić z Radomskim, chociażby zaznajamiając się z artykułem Wasiutyńskiego z „Akademika Polskiego” Ustrój Polski Narodowej?, w którym stwierdzał: Jest pojęcie hierarchii i pojęcie przywileju. I są odpowiadające im pojęcia władzy i samorządu. Zasadą samorządu jest to, że nie jest on jednakowy, że każda wieś, każde miasto, każdy związek, każdy nawet człowiek powinien mieć swój własny, w ściśle określonych granicach zawarty, ale w tych granicach niekontrolowany, zakres działania: wieś A inny jak wieś B, a związek X inny jak związek Y. Uważam, że musi być tak, że zachowany samorząd polityczny oparty na ugrupowaniach politycznych, byle stojących na gruncie narodowym, niepodległych żadnej międzynarodówce[4]. Dość intrygująco koncepcje Wasiutyńskiego interpretuje B. Smolik, który twierdzi, że: „koncepcja dychotomiczności władzy była więc konsekwencją przyjęcia tezy o właściwych psychice polskiej instynktach gromady i wolności, a zarazem próbą ich praktycznego pogodzenia”[5]. Decentralizacja według Wojciecha Wasiutyńskiego zakładała istnienie w państwie samorządu terytorialnego, którego samodzielność, z drobnymi wyjątkami, państwo respektuje. Wasiutyński dowodził przy tym, że podstawowym celem działalności władzy lokalnej jest zidentyfikowanie, organizacja i zaspokajanie zbiorowych potrzeb miejscowej ludności. Zupełnie z innego i jakże przeciwstawnego założenia wychodzili w ramach RNR, wspomniani już Bolesław Piasecki i Marian Reutt, którzy to żywili przekonanie, że w systemie scentralizowanym układy lokalne są pojmowane przez centrum jedynie jako przedmioty zarządzania, co samo w sobie ograniczać miało niezależność samorządów w stosunku do decyzji państwowych. Piasecki zakładał, że istnieć może tylko jedna właściwa wola zbiorowa, w której nie można tworzyć innych pozapaństwowych ośrodków decyzyjnych. Rezultatem takiego ujęcia była pojawiająca się coraz częściej wśród kolejnych publicystów Falangi tendencja do centralizacji władzy w państwie.

Obóz Narodowo-Radykalny ABC

W odróżnieniu od Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga, który pojmował rolę samorządu terytorialnego jako swoistej, kontrolowanej przystawki w ramach Organizacji Politycznej Narodu, Obóz Narodowo-Radykalny ABC zajmował stanowisko bardziej przychylne niezależnym samorządom.. I tak publicyści ONR ABC w przeciwieństwie do działaczy RNR Falanga opowiadali się za decentralizacją państwa na korzyść zwiększenia niezależności i kompetencji samorządów. Wyjątkową rolę dla samorządów przewidywał m.in. Jan Korolec. Pisał on: Znaczną część funkcji publicznych zamiast państwa spełniałby samorząd zarówno terytorialny, jak i zawodowy. Cechą jego najbardziej typową byłaby różnorodność form. Samorząd musiałby mieć szeroki zakres swobody. Prawo wyborcze do samorządów mieliby wszyscy obywatele (wyjątek Żydzi)[6]. Tadeusz Gluziński, autor niemalże kultowej w kręgach przedwojennych narodowych radykałów książki „Odrodzenie idealizmu politycznego” uważał, że stworzenie samorządu bez umożliwienia mieszkańcom prawa do swobodnego wybierania swoich przedstawicieli, wytworzenia wśród nich pełnej odpowiedzialności za własną wspólnotę lokalną oraz ograniczenie ich praw do uczestnictwa w zarządzaniu sprawami publicznymi, przyniesie efekt uboczny w postaci zwiększenia biurokratycznego charakteru państwa. Ze względu na możliwość realizowania tej odpowiedzialności w najbardziej bezpośredni sposób, samorząd terytorialny miał mieć szczególne istotne znaczenie dla funkcjonowania struktur przyszłego państwa narodowego. Równocześnie wyposażenie społeczności lokalnych w rzeczywiste uprawnienia stwarzało według Gluzińskiego dogodne warunki dla rozwoju całego Narodu. Nie wolno zapominać, że istotą samorządu jest świadomość wśród jego uczestników, że jest on czemś rzeczywistem, nie czemś fałszowanem. Sama instytucja wybieralności rad gminnych, czy sejmików nie stwarza samorządu tak samo, jak instytucja wyboru posłów nie stwarza przedstawicielstwa ludności. Samorząd – to obarczanie pewnej części ludności odpowiedzialnością za sprawowanie władzy w pewnym zakresie na pewnym obszarze; nie może być jednak odpowiedzialności bez rzeczywistego prawa decyzji. Samorząd zależny od rządu, czy organów administracji – to właściwie tylko nowa forma rządów biurokracji[7] – pisał w 1935 r. Tadeusz Gluziński. Również związany z ONR ABC Janusz Sas-Wisłocki, notabene deklarujący się jako zwolennik koncepcji monarchistycznych – co należy przyznać, w środowiskach narodowo-radykalnych było spory ewenementem, chociaż nie jedynym wyjątkiem – domagał się wprowadzenia samorządów, a ściślej podziału na administrację państwową i samorządową. Ciekawe stanowisko zajmował natomiast Jan Mosodrf, formalnie już w tym czasie nie związany z żadną z secesyjnych grup narodowych, ale z ideowego punktu widzenia będący blisko założeń ONR ABC. W swojej książce „Wczoraj i jutro”stwierdzał: Samorząd wiejski obok silnie już rozwiniętego samorządu miast mógł z czasem doprowadzić do rozwoju w Polsce prawdziwego, trójstanowego parlamentaryzmu pod silnym kierownictwem korony[8]. Mosdorf opowiadając się za tzw. samorządami regionalnymi był przekonany, że uzupełnieniem samorządu terytorialnego musi być szeroko rozbudowany samorząd gospodarczy, zaś zakres spraw samorządowych powinien być szeroki, ustrój samorządu oparty nie na hierarchii i nominacji, lecz na wolnych wyborach, a uprawnienia członków Organizacji Politycznej Narodu zrównane na jego terenie z prawami ogółu. W ten sposób ograniczał ryzyko, iż OPN stałaby się organizacją stricte dyktatorską, wkraczającą w najdrobniejsze sprawy każdego człowieka.

Przedwojenny narodowy-radykalizm przez cały okres swojego rozwoju zachował – zresztą tak jak cały Obóz Narodowy – iście wielonurtowy charakter, w efekcie czego dyskusje toczone na łamach prasy narodowo-radykalnej niejednokrotnie przybierały formę stricte polemiczną, zwłaszcza w stosunku do rywalizujących między sobą organizacji – ONR ABC i RNR Falanga. Co ciekawe nie był on nigdy monolitem, nawet wśród przedstawicieli rodzimych organizacji, rozbudowanego i zwartego ustroju. Ustrojowe – zwłaszcza samorządowe i gospodarcze – rozważania przedwojennych narodowych radykałów były na etapie pewnych zróżnicowanych i często sprzecznych przemyśleń, co niewątpliwie sprawia, że dziś ciężko mówić o jednej spójnej myśli samorządowej – i nie tylko – tegoż nurtu. Pomimo tego możemy pokusić się o stwierdzenie, że w myśli narodowo-radykalnej okresu międzywojnia toczył się spór pomiędzy dwoma sposobami pojmowania istoty samorządu terytorialnego. Pierwszy, za którym opowiadało się środowisko ONR ABC i część działaczy RNR Falanga, grupował zwolenników koncepcji o samoistnym ukształtowaniu się samorządu i w związku z tym jego swoistej autonomii wynikającej z naturalnych praw gmin. Drugi zaś, będący raczej opcją wypływającą z łona radykalnie społecznie Falangi, a właściwie jej części, podkreślał ścisły i gruntownie uzależniony związek samorządu ze strukturami centralnymi państwa.
Na zakończenie warto zwrócić uwagę, iż przedstawione powyżej narodowo-radykalne koncepcje samorządowe lat 30., są wyłącznie pewnym ich zarysem i zupełnie nie wyczerpują całości zagadnienia.

Norbert Wasik

PRZYPISY:
______________________________________________________________
1. G. Radomski, Samorząd terytorialny w myśli politycznej Narodowej Demokracji 1919-1939, Toruń 2009r.
2. M. Reutt, Uwagi o ustroju przyszłej Polski, Akademik Polski 4 grudnia 1933 r., nr 6
3. W. Wasiutyński, Ustrój Polski Narodowej?, Akademik Polski 10 listopada 1933 r., nr. 4.
4. Tamże
5. B. Smolik, Myśl polityczna Wojciecha Wasiutyńskiego, Toruń 2004r.
6. J. Korolec, Ustrój polityczny Nowej Polski, [w:] J. Majchrowski, Szkice z historii polskiej prawicy politycznej w latach II Rzeczypospolitej, Kraków 1986r.
7. T. Gluziński, Rząd a przedstawicielstwo ludności, Nowy Ład, nr 2, 1935, s. 4.
8. J. Mosdorf, Jedność w wielości, [w:] Wczoraj i jutro, Warszawa 1938 r.

 

Źródło: Dziennik Radykała



OKIEM RADYKAŁA

 

Wolność dla oscypka!
nwr1

   Na karę sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata skazał Sąd w Nowym Targu bacę z Zębu za produkcję oscypka bez wymaganego certyfikatu. Kara surowa, ale według niektórych słuszna.

Podhalański portal internetowy, Podhale24 opublikował felieton Roberta Miśkowca o jakże znamiennym tytule „Surowa kara dla bacy z Zębu niech będzie przestrogą dla innych”. Autor prezentuje w nim tezę, notabene zawartą już w samym tytule, iż baca z Zębu skazany za wyrabianie oscypków bez unijnego certyfikatu bezsprzecznie zasłużył na swój wyrok. Stwierdza, jakoby podhalańscy samorządowcy i działacze regionalni wywalczyli unijny patent na oscypka, dla nikogo innego jak właśnie z myślą o bacach. Nic bardziej mylnego. Warto się bowiem głębiej zastanowić, czy ktoś zapytał się tychże baców czy chcą oni tej bezdusznej, a zarazem biurokratycznej machiny? Czy ktokolwiek zadał sobie trud, aby skonsultować tak ważną sprawę z osobami, których to w największym stopniu dotyczy? Oczywiście nie, bo i po co! Znamienne, iż środowisko bacowskie jest oburzone i zniesmaczone faktem absurdalności biurokratycznych przepisów i dziwacznego stosowania prawa. Co więcej, środowisko owe w ogóle nie jest zadowolone z uzyskania certyfikatu oscypka w Unii, a większość nie odczuwa poprawy swojej sytuacji i mówi wprost, że certyfikat na oscypek nic im nie dał.

Oscypek wyrabiany jest od wieków ręcznie w pasterskich szałasach na halach, podczas letniego wypasu owiec, a jego receptury przekazywane są z powodzeniem od wielu pokoleń bez jakichkolwiek biurokratycznych struktur zniewolenia. Nie inaczej jest w przypadku skazanego bacy, który produkuje oscypki od ponad 30 lat, a sztuką tą trudnili się także jego przodkowie. Zapewne zdziwi nadgorliwych urzędników fakt, że – jak twierdzi Prezes Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu Jan Janczy – oscypki skazanego bacy są najwyższej jakości. Unijne, ba europejskie uszczęśliwianie na siłę innych nagle staje się ważniejszym aspektem egzystencji ludzkiej niż tożsamość narodowa, niźli nasza góralska śleboda, tradycja, a zapewne niebawem i wiara. Wszystko to w imię poprawności politycznej, która bezrefleksyjnie każe mam garściami czerpać z zachodniego wzorca. I nagle ku naszemu zdziwieniu okazuje się w myśl dyrektyw UE, że ślimak jest rybą, koźle mięso baraniną, marchewka owocem, a krzyż obraża uczucia religijne innych. Ciekawe, dokąd to wszystko nas zaprowadzi…?

Na około stu baców tylko dwudziestu trzech ma unijne certyfikaty. Reszta nadal robi oscypki tak, jak wcześniej ich ojcowie i dziadowie. Co ważne o jakości tradycyjnego góralskiego wyrobu decyduje smak zweryfikowany przez klientelę, a nie żadne unijne certyfikaty. Biurokracja i absurdalne przepisy unijne w wielu miejscach życia wyrządzają ludziom krzywdę. Tak też jest w przypadku naszego nieszczęsnego krajana z Zębu. W tym miejscu warto zacytować wypowiedź profesora Leszka Kołakowskiego z książki „Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania” – „Ma się nieraz wrażenie, że tysiące urzędników sowicie opłacanych przez Europę i niepłacących podatków, trudni się by wymyślać coraz to nowe, całkiem zbyteczne, a uciążliwe przepisy i ukazy dotyczące na przykład ogórków, dżemów, marchwi. Co budzi podejrzenie, że po pierwsze, znaczną część tych urzędników, można bez szkody by się pozbyć, a po drugie zaś, są to ludzie o mentalności totalitarnej”. Nic dodać, nic ująć.

WOLNOŚĆ DLA OSCYPKA!

Norbert Wasik

Źródło: Dziennik Radykała

Artykuł ukazał się: tygodnik Myśl Polska (wydanie internetowe i papierowe), Portal Zakopiański Bazar.



PODHALAŃSKIE ZWYKI

 

Powrót Lenina do Poronina, czyli absurd amnezji
poroniańskich samorządowców
nwr1

     Poronin zamienia się w turystyczną pustynię, dlatego radni Gminy Poronin dyskutują o sprowadzeniu starego pomnika Lenina na dawne miejsce przy „Wańkówce”. Pomysł budzi spory niepokój gdyż logika jaką posługują się przy tym radni nie bacząc na martyrologie całego narodu stawia na pierwszym planie wyłącznie czysty materializm.

Okres realnego socjalizmu skończył się w Polsce w 1989 roku. Choć od tego czasu minęło już ponad 20 lat komunistyczny ustrój totalitarny wciąż nie został rozliczony. Na mocy porozumienia przy Okrągłym Stole, część opozycji ułożyła się z ówczesnymi władzami, w wyniku czego ci, co bezpośrednio uczestniczyli w budowaniu zbrodniczego systemu wbrew elementarnej sprawiedliwości nie utracili swoich wpływów. Począwszy od tzw. grubej kreski zapoczątkowanej przez rząd Tadeusza Mazowieckiego, poprzez obalenie prolustracyjnego gabinetu w 1992 roku, a skończywszy na stwierdzeniu rzekomej niezgodności ustawy lustracyjnej z konstytucją przez Trybunał Konstytucyjny 11 maja 2007 roku wszelkie próby zrzucenia jarzma komunistycznej przeszłości były skutecznie blokowane. W atmosferze społecznej pobłażliwości wobec dawnego reżimu, do dziś na naszych ulicach możemy spotkać dawne pomniki komunistycznej propagandy, których miejsce powinno być już dawno na śmietniku historii, a nie w okolicach naszych domów, o czym niestety raczą chyba zapominać poroniańscy włodarze gminni.

Bardzo zdegenerowane musi być nasze państwo skoro jego samorządowcy chcą przywracać pomniki tym, którzy pragnęli likwidacji niepodległej Polski, nie mówiąc już o dokonywaniu przez nich ludobójstwa na grupach społecznych określanych przez Włodzimierza Lenina jako wrogowie klasy pracującej. I to wszystko w imię przebudowy państwa i społeczeństwa zgodnie z założeniami zbrodniczej przecież ideologii komunistycznej. Zastanawiające czy naprawdę minęło tak wiele czasu abyśmy o tym mieli nie pamiętać? Czy w pogoni za pieniądzem oraz zwykłym jakże tu bezdusznym konsumpcjonizmem i materializmem mamy zapomnieć o zbrodniach poprzedniego reżimu?

Między systemem komunistycznym, a nazistowskim nie było różnicy. Te dwa walczące ze sobą totalitaryzmy z równą sobie bezwzględnością deptały takie wartości jak: ludzka godność, prawo do życia, wolność słowa. Niestety w Polsce, tylko jeden z tych systemów został bezwzględnie potępiony.
Dokonując krótkiej analizy koszmarnej działalności obu systemów zauważymy, że dwukrotnie więcej ludzi utraciło życie jako ofiary komunizmu. Według niektórych źródeł w wyniku wywózek, jakie objęły po 17 września 1939 roku ludność polską zamieszkującą kresy wschodnie, życie utraciło ok. 900 tysięcy osób, z czego większość stanowiły dzieci. Po wojnie kolaboranci wspierający stalinowski terror w nagrodę za swoją postawę dostali z namaszczenia Moskwy władzę. Swoje urzędowanie rozpoczęli od stłumienia antysowieckiego powstania wszczętego przez Żołnierzy Wyklętych, a poprzez rabunkową gospodarkę doprowadzili nasz kraj do ekonomicznej katastrofy. Skąd więc pomysł radnych Gminy Poronin na powrót pomnika twórcy zbrodniczego reżimu Włodzimierza Lenina na dawne miejsce przy „Wańkówce”? Czy możemy sobie wyobrazić, żeby na naszych ulicach bez żadnego społecznego sprzeciwu upamiętniano wodza III Rzeszy Adolfa Hitlera oraz eksponowano nazistowską symbolikę? A może tak radni z Poronina posuną się jednak dalej i dla zwiększenia ilości turystów zapragną nazwać jedną z poroniańskich ulic Adolf Hitler Strasse?

Pytania te wydają się retoryczne…, a radnym Gminy Poronin życzę owocnych obrad i dobrego poczucia humoru, zwłaszcza w odniesieniu do 256 artykułu Kodeksu Karnego: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Norbert Wasik

Źródło: Dziennik Radykała
www.dziennikradykala.bloog.pl



Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE …

 

Rozważania ciągle te same
kaziu2

   Wpierw trzeba skonstatować oczywistą rzeczywistość – mamy to co mamy, ale wpływu na to nie mamy. Czyśmy sobie na taką dolę zasłużyli grzechami, choćby zaniedbania, czy to kara za inne przewinienia, lub wynik naszej słabości a siły naszych wrogów – to powinno być przedmiotem naszych ciągłych przemyśleń.
Ostatnią „atrakcją” jaka nas dotknęła były wybory samorządowe. Jak wszystkie dotychczasowe polegały na tym, że nie było w czym i kogo wybierać. To jedna z żelaznych zasad demokracji. Ponieważ ten chory system obowiązuje, przeto podporządkowaliśmy się karnie regułom owej demokracji. Akceptujemy więc pokornie naszą słabość, aprobujemy siłę naszych wrogów. I tak to trwa z górą już lat dwadzieścia.
Choć o diagnozę tego stanu rzeczy jest łatwo, to przerzucamy nasze sympatie na różne obce nam ideowo twory polityczne potulnie godząc się ze swoją słabością. Jedni nie dostrzegają, inni bagatelizują fakt, że zmierzamy do systemu dwupartyjnego. Obecnie uwagę narodu zaprzątnięto walką między PO a PiS-em. Tymczasem należałoby się zastanowić, czy jest to walka prawdziwa, czy tylko pozorowana. Wszak upadek rządu Jarosława K. spowodowany został na jego życzenie, dzięki czemu ze sceny politycznej wyeliminowani zostali jego koalicjanci – LPR i Samoobrona. Marne to były partie tak pod względem jakości liderów, jak też trwałości ideowego kośćca. Dawały jednak cień nadziei na przyciągnięcie do siebie elektoratu polskiego, zdolnego rozróżnić – co jest, a co nie jest w interesie Polski. Tymczasem już 14 lutego 2005 r. Jarosław K. w Fundacji Batorego wygłosił wykład „O naprawie Rzeczpospolitej” w którym wyłożył swą troskę aby wykluczeni z dobrodziejstw transformacji po roku 1989 nie połączyli swych sił przy urnie wyborczej. Ta przestroga dla post magdalenkowego układu została należycie zrozumiana i jak dotąd udaje się zapobiec zespoleniu sił patriotycznych. Dla zepchnięcia na polityczny margines koalicjantów mogących owych wykluczonych przyciągnąć trzeba było rozbić rząd i pozorować wojnę z PO. Istotnym jest uznanie istnienia owych wykluczonych.
Gdzie są ci wykluczeni? Są na tzw. prawicy i na tzw. lewicy. To ci rozróżniający interes polski od obcego, nie szukający mocodawców poza ojczyzną i nie frymarczący majątkiem narodowym. To wciąż nie istniejący obóz polityki polskiej, o różnych odcieniach, ale o jednym kierunku – interesu narodowego – „gradu diverso, via una”.
Niestety nie potrafimy się zorganizować. Bardziej niż wrogowie przeszkadzają nam własne ambicje liderów kanapowych grupek, wzajemne pomówienia i rachuby na profity z uwieszenia się u klamki którejś z koncesjonowanych partyj. Widać to i w ostatnich wyborach. Kilka słabych komitecików wyborczych pod szyldami grupek narodowych bez szans na cokolwiek, bez środków i bez woli walki i garstka rozproszonych patriotów uczepionych u list głównych rozgrywających – PO i PiS-u. Czemu są te silne partie określane przez media jako prawicowe? PO uchodzi za prawicę, wszak to liberałowie. Czy można jednak odwoływać się do prawicowości tylko w oparciu o kult dóbr materialnych? A co z całą sferą ducha, idei? Bezideowość świadczy wręcz o lewackiej proweniencji. PiS jawi się również jako prawica, choć retoryka sprawiedliwości społecznej powinna sytuować go bardziej na lewo, w obszarze sanacyjnego PPS-u. Tylko miara ludzi jakby mniejsza. Klasycznej, ideowej prawicy na naszej scenie politycznej nie ma. Pozostają patrioci, owi wykluczeni, w rozsypce.
Chciałoby się powtórzyć pytanie Słowackiego:

 

„Kiedyż prawdziwie Polacy powstaną,
To składek zbierać nie będą narody”,(…)

   Oczywiście nie chodzi mi o rewolucję, jakąś ruchawkę, lecz o samo zorganizowanie się sił polskich, w Polsce i na obczyźnie. Kiedyż powstaniemy dla obrony swoich własnych interesów? Wszak nawet demokratyczne wybory – czy proporcjonalne, czy w jednomandatowych okręgach niczego za nas bez nas nie załatwią. Ich wyniki będą takie, jakie są, tzn. odzwierciedlać będą tęsknotę za tym co z pańskiego stołu spadnie. Ludzie lubią słuchać dobrych wiadomości i wierzyć w nie, choćby kłamstwami były. Przed wojną było to hasło: „byczo jest”. Teraz ludzie chcą słyszeć iż wszystko idzie ku lepszemu, a przestrogi przed zbliżającą się katastrofą zbywać. Skoro jest dobrze, niektórzy się dorobili, to trzeba do nich się przyłączyć i ich popierać bo może i dla nas coś skapnie. Stąd takie wyniki. Któżby chciał słuchać złych wiadomości, przestróg?! Ma być dobrze! W dodatku dzięki polskojęzycznym mediom uznaliśmy, że spory w polityce są czymś obrzydliwym. Wszyscy ze wszystkimi w tej sferze muszą się zgadzać, bo lubimy „święty” spokój. Nie zastanawiamy się, że potakiwanie sobie nawzajem oznacza stagnację, natomiast spór rozszerza horyzonty. Głosy zostały oddane – na tych którym się mniej lub bardziej uczciwie powiodło.
A przecież orientujemy się w pochodzeniu różnych dziwnych fortun, a afera goni aferę. Ci ludzie pod hasłem służby narodowi prą najzwyczajniej do korytka naszymi podatkami wypełnionego. My oddajemy na nich głos po cichu ten stan rzeczy akceptując, bo może i nam coś z ich przekrętów przypadnie. A przecież… jesteśmy ponoć narodem katolickim. Czyli powinniśmy w pierwszym rzędzie opierać się na wierze i wskazaniach udzielonych nam przez naszych wielkich kaznodziejów:

 

(…)„Wszechmogący, wieczny Boże, wzbudź w nas szeroką i głęboką miłość
ku braciom i najmilszej matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu,
swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie.” (…)

    Okazuje się, że modlitwa sobie, a rządzący z rządzonymi – sobie. Może wskazania ks. Piotra Skargi to czasy odległe, a przez to i słowa jakby niezrozumiałe. Jednak ich aktualność przypominana jest niemal w każdym pokoleniu. Choćby poprzez Kasprowicza, którego 150 rocznica urodzin przypadnie niebawem:

 

„Rzadko na moich wargach –
Niech dziś to warga ma wyzna –
Jawi się krwią przepojony,
Najdroższy wyraz: Ojczyzna.
Widziałem jak rynkach
Gromadzą się kupczykowie,
Licytujący się wzajem,
Kto Ją najgłośniej wypowie.

Widziałem, jak między ludźmi
Ten się urządza najtaniej,
Jak poklask zdobywa i rentę,
Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.

Widziałem, jak do Jej kolan –
Wstręt dotąd me serce czuje –
Z pokłonem się cisną i radą
Najpospolitsi szuje.” (…)

    Niestety nauki poszły w las i idą dalej. Zamiast wyciągać z nich wnioski mamy z jednej strony festiwal chełpliwości (PO) i rozpamiętywanie tragedii smoleńskiej z drugiej (PiS). Nota bene, byłem w sierpniu zaproszony do Ludźmierza na Światowy Zjazd Górali, na którym wypowiadało się trzech posłów PiS-u i wszyscy o Lechu K., a nikt o sprawach dla Polski najważniejszych. Jakby nie czytali Asnyka:

 

„Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.” (…)

    Może tak jednak łatwiej ukryć swoją prawdziwą twarz, swoje mniej chwalebne cele i zanik myślenia (w tym patriotycznego). A przecież to tutaj na Podhalu mieszkał i tworzył Witkiewicz, który trafnie a zwięźle zauważył, że:

 

„Nie ma większej siły nad myśl.”

    I tak nasza rzeczywistość bierze rozbrat z rozumem, a nawet z instynktem samozachowawczym. No, ale dopóki jakoś jeszcze trwamy, trzeba przyjąć zasadę – „contra spem spero”. A to zobowiązuje nas do działania na miarę swoich talentów i możliwości, choćby ta aktywność ograniczała się do wzmocnienia rozumu własnego i otoczenia.

 

Kazimierz Murasiewicz
Zakopane



OKIEM RADYKAŁA

WSPÓŁCZESNE ROZWAŻANIA USTROJOWE

Narodowy Radykalizm wobec samorządu terytorialnego
nwr1

    Samorząd, udział ludności w zarządzaniu sprawami publicznymi, może służyć za miarę cywilizacji. Do wyższego poziomu, do wyższej kultury dochodzą te państwa i te narody, które mają lepsze urządzenia komunalne, samorządowe. Nie może być trwałą cywilizacja tam, gdzie wszystko rozstrzygają samowładnie organy państwowe, traktujące mieszkańców jak małoletnich1 – konkludował w 1927 roku na wykładzie dla narodowych działaczy samorządowych polityk Obozu Narodowego Bohdan Wasiutyński. Intrygujące, że zarówno z okresu międzywojnia jak i te współczesne – co jest oczywiście logicznym następstwem – narodowo-radykalne koncepcje samorządowe są konwersją podobnych założeń, de facto wywodzących się w prostej linii z tradycji endeckiej.

Problem samorządu terytorialnego we współczesnej narodowo-radykalnej myśli społecznej należy widzieć w szerszym kontekście, jakim bez wątpienia jest organizacja życia społeczno-politycznego. Organizacja ta wprost domaga się funkcjonowania zasad organicznej budowy społeczności lokalnej, która swoją egzystencją powinna ściśle współgrać z państwem narodowym. Zasady te – notabene podobnie jak w katolickiej nauce społecznej – domagają się:wieloaspektowej organizacji społecznej, powstawania pomiędzy jednostką a państwem szeregu społeczności pośrednich: zawodowych (korporacje), terytorialnych (samorząd terytorialny), klasowych (związki zawodowe), oświatowych (szkolnictwo), kulturowych (stowarzyszenia kulturalne); rezygnacja ze strony państwa z części swych uprawnień na rzecz niższych społeczności; szerokiego udziału faktycznego społeczeństwa w rządach krajem2.

Uniwersalność oferty politycznej składanej przez narodowych radykałów ma wyrażać się poprzez rezonans wywoływany na forum lokalnych samorządów, a także organizacji samorządowych. Polegać ma ona niemal wprost na zaktywizowaniu oddziaływania wychowawczego, dążeniu do wytworzenia takiej spójności ideowej, wbrew której nie da się rządzić. W takiej optyce samorządy odgrywając znaczną rolę ułatwiają zakorzenienie w terenie, a także propagowanie światopoglądu narodowo-radykalnego oraz kwestionowanie w myśli demoliberalnej poglądu o bezalternatywności współczesnej władzy. Pamiętajmy przy tym, że rywalizacja o samorząd ma wyłącznie stanowić fragment naszego szerszego frontu walki, a nie być celem samym w sobie. Wszak zagadnienia mające pozornie tylko lokalny charakter są odbiciem ścierania się dwóch światów: narodowego i demoliberalnego, a same wybory to nie jedyna broń w walce o Wielką Polskę, ale każda wygrana bitwa o radę miejską zbliża nas do rządów narodowych3.

Uzupełnieniem samorządu terytorialnego powinien być szeroko rozbudowany samorząd gospodarczy, zaś ustrój samorządu oparty nie na hierarchii i nominacji, lecz na wolnych wyborach, gdzie uprawnienia członków Organizacji Narodu Polskiego zrównane są na jego terenie z prawami ogółu. Wspólna droga do silnej i dobrze zarządzanej Polski w żadnym wypadku więc nie może pominąć niezależnej i wolnej samorządności, z czego niewątpliwie zdawali sobie już sprawę niektórzy protoplaści polskiej myśli narodowo-radykalnej4. Naród polski, poprzez swe samorządy w gminach, powiatach oraz w województwach, powinien mieć zapewnione realne szanse na współuczestniczenie w podejmowaniu decyzji w sprawach dotyczących tych społeczności. Musi mieć przywilej, a nade wszystko obowiązek świadomie i samorządnie podejmować rozwiązania swoich spraw i problemów. Bo identyfikacja z państwem narodowym, to nie sporadyczne akcje, czy porywy w działaniu, ale stała praca na rzecz swojego miejsca zamieszkania, to działanie w ramach mechanizmu administracji publicznej, to wreszcie przejście z postawy biernej podporządkowującej się, w kierunku aktywnej, kształtującej warunki naszego otoczenia. Warunkiem realizacji założonych dla samorządu zadań jest występowanie faktycznego zainteresowania samorządem oraz obecność osób, które szczególnie aktywnie uczestniczą w odpowiednich działaniach. Bez tych elementów funkcjonowanie narodowych samorządów nie powiedzie się. Ważny aspekt stanowi zagadnienie mówiące niemal wprost, iż samorząd terytorialny, będący przejawem wolności obywatelskiej i wypływającej z niej hierarchii obowiązku i przywileju, gwarantuje również społeczności lokalnej całokształt praw społecznych. Zakres tych praw w pełni wyraża się w możliwości korzystania, ale przede wszystkim tworzenia wielorakich dóbr nieodzownych społeczności lokalnej, potrzebnych do jej normalnego życia i egzystencji, a także odpowiadającej godności tej społeczności. Do najważniejszych zaliczyć należy przede wszystkim ścisłe zarządzanie własnym regionem, korzystanie i tworzenie własnej kultury, korzystanie z wartości własnego środowiska, tworzenie i pomnażanie tych wartości, etc. Inaczej rzecz ujmując, samorząd terytorialny ma być swoistym instrumentem ułatwiającym budowę państwa narodowego. Jest pojęcie hierarchii i pojęcie przywileju. I są odpowiadające im pojęcia władzy i samorządu. Zasadą samorządu jest to, że nie jest on jednakowy, że każda wieś, każde miasto, każdy związek, każdy nawet człowiek powinien mieć swój własny, w ściśle określonych granicach zawarty, ale w tych granicach niekontrolowany, zakres działania: wieś A inny jak wieś B, a związek X inny jak związek Y. Uważam, że musi być tak, że zachowany samorząd polityczny oparty na ugrupowaniach politycznych, byle stojących na gruncie narodowym, niepodległych żadnej międzynarodówce5 pisał w 1933 roku w artykule „Ustrój Polski Narodowej?” Wojciech Wasiutyński.

Znamiennym jest zmienianie istniejących relacji władzy i jej struktur w sposób ułatwiający działania lokalnej samorządności, kwestionowanie nierówności i promowanie społecznej sprawiedliwości chociażby przez same uznanie, iż nierówna dystrybucja władzy, to sprawa zarówno osobista, jak i polityczna, oraz że praca na rzecz społeczności lokalnych wiąże się tu z odpowiedzialnością za łączenie indywidualnej nauki oznaczającej nabywanie uprawnień i wynikającej z niej rzetelności, ze wspólną nauką i działaniami na rzecz zmian, które z kolei oznaczają przekazywanie uprawnień społecznościom lokalnym.
Samorządowe władze lokalne i regionalne przejmując część obowiązków centralnej administracji państwowej, przy zachowaniu szerokiej swobody i niezależności, już z samego założenia mają służyć Narodowi Polskiemu i Polsce. W ramach kompetencji rządu nadal pozostaną m.in. finanse, obronność, utrzymanie porządku wewnętrznego, wymiar sprawiedliwości i polityka zagraniczna. Inne strefy życia powinny należeć do kompetencji różnego rodzaju samorządów: terytorialnego, zawodowego, gospodarczego. Bo jak pisał Jan Korolec, Znaczną część funkcji publicznych zamiast państwa spełniałby samorząd zarówno terytorialny, jak i zawodowy. Cechą jego najbardziej typową byłaby różnorodność form. Samorząd musiałby mieć szeroki zakres swobody6.

Samorząd terytorialny w gminach wiejskich i miejskich, w powiatach oraz województwach ma do odegrania relewantną i zarazem służebną rolę w tworzeniu oddolnych struktur państwa narodowego, w którym istotną rolę mają odegrać warstwy średnie. Potrzeby i dążenia warstw średnich mają tu określić wyznaczniki konstrukcji tego państwa. Nie jest przecież żadną tajemnicą, iż warstwy średnie, to pośrednicy, ludzie, którzy utrzymują spoistość państwa i których kondycja egzystencjalna świadczy o jego sile ekonomicznej.
Bezsprzecznie przed przyszłymi narodowo-radykalnymi samorządowcami stoi tu do zrealizowania kilka zadań. Ich efektem powinno być zdiagnozowanie najważniejszych, zdaniem mieszkańców, problemów gminy, powiatu i województwa oraz wywołanie debaty na temat wizji rozwoju regionu, który obejmuje określony samorząd. Samorząd jako organ doradczy należy utrzymać za zachowawczy głos decydujący, organom miejscowym władzy państwowej i czynnikom kierującym organizacją narodu, które jednocześnie będą wchodziły w skład dawnej grupy samorządu w charakterze kierowników danego organu samorządowego7 – domagał się w „Akademiku Polskim”, w sposób swoiście sobie radykalny, kontrowersyjny nawet w przedwojennym środowisku narodowo-radykalnym Marian Reutt.

Nieodzownym elementem samorządu jest także rozwój regionalizmu dążącego do zachowania swoistych cech kultury danego obszaru, do pogłębiania wiedzy o tej kulturze, do jej rozwoju i odnowy, a w końcu poszukiwania przez zbiorowość terytorialną, w ramach większego systemu państwowego, własnej lokalnej tożsamości wynikającej bądź, co bądź z tejże tradycji państwowej. Co ciekawe, regionalizm będący tu integralnie powiązanym z budową państwa narodowego jest żywym i jakże dobitnym przykładem, iż globalizacja nie jest jedyną tendencją charakteryzującą przemiany współczesnej rzeczywistości. I tak oto niemal już w sfinalizowanej „globalnej wiosce”, jaką powoli staje się cały obecny świat okazuje się – wbrew oczekiwaniom głosicieli multikulturalizmu, tolerancjonizmu i wszelkiej maści postępu, czyli tzw. ludzi „nowej ery” – że wcale nie znika zapotrzebowanie na jakże odmienny sposób doświadczania rzeczywistości, w którym, w odniesieniu do odgórnie i schematycznie przyjętych norm wyrażanych dziś chociażby przez pryzmat poprawności politycznej, wartościowe staje się to co odmienne i indywidualne, to co wynika z wielowiekowej tradycji oraz wspólnej przeszłości ograniczonych terytorialnie obszarów i zamieszkujących je społeczności. Innymi słowy, regionalizm oraz pokrewne mu zjawisko lokalizmu, a w szerszym spectrum społeczno-politycznym także samorządu, okazuje się alternatywą dla globalizmu i całego nowego demoliberalnego porządku światowego. W jakim stopniu okaże się to pomocne w koncepcjach i aktywizmie struktur narodowo-radykalnych, zależy już od nas samych…

Ważnym jest, aby przedstawione wyżej wizje, będące przecież regionalną wizją Wielkiej Polski, budować pracą organiczną, od podstaw, od mocnych fundamentów, a nie górnolotnym pustosłowiem czy też prywatą, złudnymi zaszczytami i posadami. Narodowe państwo polskie, Wielka Polska może być silna tylko wtedy, jeżeli będzie państwem z niezależną centralną władzą polityczną i jak najszerszą decentralizacją wchodzącą w zakres obowiązków samorządów terytorialnych, a przy tym z jednym źródłem władzy państwowej, jednym sejmem i jednym rządem narodowym. Wielka Polska, to hasło nie tylko w odniesieniu do całego państwa narodowego, ale w najmniejszej gminie, a polega na zharmonizowaniu jej całego życia w jedną mocno ideowo wyrazistą całość. Otóż tej pracy dokonać może jedynie mądry samorząd, a takim się on bez udziału inteligencji narodowej nie stanie8. I o tym musimy już dzisiaj pamiętać…

Norbert Wasik
/Stowarzyszenie ON-R Podhale/

 

PRZYPISY:
______________________________________________________________
1. B. Wasiutyński, Państwo a samorząd, [w:] Z zagadnień samorządu. Streszczenie wykładów dla działaczy samorządowych wygłoszonych w Biurze Pracy Społecznej w dniach 30, 31 stycznia i 1 lutego 1927 r., Warszawa 1927 r., s.5.
2. C. Strzeszewski, Katolicka nauka społeczna, Warszawa 1985, s. 514–515.
3. Prawdziwe życie to walka. O ci i z kim walczymy – streszczenie przemówienia kol. Kierownika dr. T. Bieleckiego, „Wielka Polska” 1936 r., 25 października, nr. 39.
4. J. Mosdorf, Jedność w wielości, [w:] Wczoraj i jutro, Warszawa 1938 r.
5. W. Wasiutyński, Ustrój Polski Narodowej?, Akademik Polski 10 listopada 1933 r., nr. 4.
6. J. Korolec, Ustrój polityczny Nowej Polski, [w:] J. Majchrowski, Szkice z historii polskiej prawicy politycznej w latach II Rzeczypospolitej, Kraków 1986r.
7. M. Reutt, Uwagi o ustroju przyszłej Polski, Akademik Polski 4 grudnia 1933 r., nr 6.
8. A. Flis, Przebudowa społeczna Polski, Wszechpolak 1939r.

 

Artykuł ukazał się:

– Konserwatyzm.pl
– Propolonia.pl



Wojna światów
stopislamizacji

   Jesteśmy dziś świadkami potężnego i przerażającego procesu, jakim jest upadek Starego Kontynentu – upadek cywilizacji łacińskiej, a więc również upadek pojedynczych państw, w tym naszej Polski. Składają się na to 2 aspekty: wyniszczanie Europy od wewnątrz oraz ekspansja cywilizacji arabskiej, ja zajmę się w tym artykule głównie tym drugim, głównie, ponieważ ekspansja wynika niejako z wyniszczania Europy, choćby pod względem ustaw pro-imigranckich jakie nasilają się dziś w Unii „Europejskiej”.

Cywilizacja nasza jest w potwornej wręcz sytuacji, nie dość, że niszczona na własnym podwórku, to jeszcze zalewana wrogą i anty-europejską cywilizacją Allaha, dla której jesteśmy tylko niewiernymi psami! Żarty się skończyły… Kto jest temu winien? Po pierwsze klasa mają największy wpływ na świat, czyli politycy. Należy podzielić ich na 3 środowiska: lewicę (która żąda wręcz przyjmowania większej ilości imigrantów i która nie ma nic do stracenia, bo europejskie dziedzictwo jest im wielce dalekie i wręcz pogardzane), liberałów (którzy również chętnie kierują się dobrem imigrantów i przez swój pragmatyzm często ułatwiają im życie, kierując się „głosem ludu”) oraz, a może i przede wszystkim konserwatystów czy prawicę (która to nic nie zrobiła, aby temu przeciwdziałać, acz przyznać trzeba, że tu w nierówną walkę wmieszały się media ze swą polityczną poprawnością i przechyliły już zdecydowanie szalę zwycięstwa na stronę… wyznawców Allaha, niemiłosiernie przy tym gnębiąc wszelkie ruchy narodowe). Jako nacjonalista też się czuję temu winien. Dlatego, że nasz Ruch tak mało zrobił po 89 roku. Dlatego, że ruch ów stoi w miejscu, jeżeli się nie cofa… Ale nie o tym… Dawniejsi wrogowie, którzy dotychczas byli głównymi szkodnikami cywilizacji łacińskiej nie są już dziś tak palącym problemem dla nas. Numerem jeden stali się dziś muzułmanie! Jest to problem w 100% prawdziwy, namacalny w Europie, a i u nas powoli zapuszcza korzenie. Co grozi Europie? Polecam w tym miejscu film na youtube „Europa u schyłku cywilizacji”, który pokazuje że już za kilkadziesiąt lat, jeśli nie zostaną powzięte jakieś radykalne środki, wiele europejskich państw będzie złożona w większości (tak z większości!!!) z ludzi arabskiego pochodzenia, z ludzi świata islamu i dżihadu! PAŃSTWA EUROPEJSKIE DO MAX. 100 LAT BĘDĄ RZĄDZONE PRZEZ ARABÓW, BĘDA KALIFATAMI!!! Jeśli nie zostaną powzięte, powtarzam, żadne radykalne środki. Wyobraźmy sobie co będzie, gdy rządzić nami będzie jakiś Arab… będą burzone Kościoły, kary śmierci dla chrześcijan, chore prawo szariatu i tak dalej… Skutki będą opłakane i nawet nie chce o nich myśleć, ale tym bardziej bulwersuje tu rola polityków, którzy NIC o tym nie mówią, którzy nie próbują powziąć żadnych działań, a w niektórych krajach, jak Niemcy, wręcz pomagają w dziele niszczenie rodzimego państwa i cywilizacji. Głównym problemem jest tu demografia nasza i Arabów; nasza, europejska wykazująca się wskaźnikiem 1.38 dziecka na parę, i arabska ok. 8!!! Upraszczając na każdego Europejczyka przypada w następnym pokoleniu prawie 2 razy mniej, a na każdego Araba 4 razy więcej, pokolenie dalej – na Europejczyka pierwszego pokolenia w trzecim będzie przypadało najwięcej 0,33 osoby, a na Araba trzecie pokolenie o 16 razy liczniejsze!!! Różnica około 40-krotna!!! A więc żeby wyjść cudem z tej opresji trzeba dwóch rzeczy. Odnowienia polityki prorodzinnej na fundamentach chrześcijańskich, oraz po prostu wyrzuceniem Arabów z Europy. Do samolotu zapakować tych szkodników i adieu! A propos tych problemów można tu zauważyć kto szczególnie jest szkodliwy dla Europy, a więc po pierwsze unia „europejska”, która ogranicza połów ryb na Bałtyku uważając to za jakiś problem, równocześnie nie limitując napływu i rozmnażania się imigracji arabskiej. Po drugie, wszelka lewica, która pomaga w niszczeniu Europy, choć niedługo pewnie sama obudzi się z ręką w nocniku, żyjąc w typowym arabskim „świeckim” państwie. Ich postulaty w sprawach związków homo czy aborcji wydają się szczególnie w stosunku do islamizacji Europy śmieszne, a raczej straszne i wyczuć można już w tych lewackich intencjach prawodawczych ich prawdziwą nienawiść do Europy, do dziedzictwa i cywilizacji. A co my młodzi musimy robić? Myślę, że po pierwsze uświadamiać ludzi, rozwieszać plakaty, wlepki itd. Po drugie działać, czyli pojawiać się wszędzie tam, gdzie toczy się debata nad islamizacją! Musimy się kształcić, co na dłuższą metę może nam dać wpływ na to, co dzieje się dziś z Europą, powinniśmy w świetle takiego zagrożenia w końcu się zjednoczyć, wokół wszystkich sił, które głęboko w sercu mają Polskę i Boga, które chcą bronić wiecznych wartości na Starym Kontynencie, wszak nie raz już Polska ratowała Europę i walczyła za nią w imię uniwersalnych wartości. Kolejnym polem działania winna być ewangelizacja, aby wierzących i praktykujących było coraz więcej, a nie mniej i mniej… aby wiara katolicka była szanowana, i aby była wyznacznikiem etycznym prawa i polityki! Wreszcie, powinniśmy się po prostu rozmnażać, aby poprawić sytuację demograficzną i wywierać wielką presję na państwo, by wspomagało naprawdę rodziny, tym bardziej wielodzietne! To jest bardzo ważne, szczególnie tu w Polsce, gdzie wartość rodziny jest jeszcze przez wielu ludzi szanowana, bo na Zachodzie mimo idealnych warunków dla rodziny, przyrost naturalny jest podobny jak nasz, a liczba legalnych aborcji rośnie! W Anglii bodaj zabito co piąte nienarodzone dziecko… I nie mówcie mi, że tam gdzie panuje dobrobyt i jest legalna aborcja jest ich mniej! Nieprawda, państwa te kreują kolejne zjawisko dobijające Europę, nasz holocaust… Warto zauważyć też, że problemu w ogóle nie widzą media, które raczą człowieka poinformować tylko o jakichś bitkach politycznych oraz przedstawiać w zatrważającej liczbie rozrywkę dosłownie na poziomie zwierząt.
Podsumowując nadchodzi czas prawdy, czas walki lub bierności, czas wiktorii lub śmierci naszej cywilizacji, nadzieja jednak tkwi w Bogu, więc czy możemy wątpić w to, że zginiemy wszyscy, a Bóg nas zostawi? Nie, na końcu przyjdzie i osądzi żywych i umarłych, a wtedy – jeśli nie wcześniej, odniesiemy zwycięstwo nad hordami wyznawców Allaha!

Antoni Kardas /Sekcja Młodych ONR Podhale/



Świeckość i etyka
grafika9

   Po ostatnich wydarzeniach z Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, a także marszu o Intronizację Jezusa Chrystusa Króla Polski nawiązała się quasi-debata na temat tak upragnionego przez „nasz” establishment rozdziału Kościoła od Państwa. Że wywiązała się takowa debata informują nas mass media, ale już krótka informacja czym owa debata jest obala tę manipulatorską wizję mediów.

Debata, to rozmowa paru stron, które przeważnie nie są skonfliktowane, acz przedstawiają różne sposoby rozwiązania danej kwestii. Dziś widzimy natomiast jeden, potężny, by nie rzec diabelski chór antyklerykalny, który wyśpiewuje swe szatańskie frazy w – o ironio – Polsce, która NIE istniałaby bez Chrystianizmu. Wiadomą sprawą jest, że owym antyklerykałom nie chodzi o żadne błahostki, wszak rozdział Kościoła od Państwa już się niestety dokonał, ale o usunięcie resztek katolicyzmu z życia publicznego. Istna duchowa aborcja. Ale nie chce mówić o tamtej, ciemnej stronie, ale o Państwie, gdzie Kościół odgrywałby istotną rolę. W naszej Cywilizacji istnieje jedna etyka – etyka katolicka, kto twierdzi, że nie jest to najdoskonalsza znana cywilizacjom etyka jest albo niewykształconym tłumokiem, albo zażartym wrogiem Boga. Zadaniem etyki jest kształtowanie sumień ludzkich, które jeśli zostaną uznane za zupełnie wolne, będą popadały w chaos. Ponieważ człowiek sam nie może stwierdzić co jest dobre, a co złe, jednym wychodziło by to lepiej, innym gorzej, ale z pewnością wytworzyłby się chaos, w którym nie mogłoby zaistnieć żadne Państwo, bo owo nie istnieje bez prawa, które przecież nie mogłoby wytworzyć się w żadnym społeczeństwie kierującym się różnymi etykami, etykami personalnymi. Etyka personalna jest dziś z resztą dominującą, wybiera ją wiele ludzi, nawet zdeklarowanych katolików, z prominentnymi politykami na czele. Polega ona na tym, że dana osoba jest pod wpływem etyki cywilizacyjnej, w naszym przypadku katolickiej, ale nie zgadza się z wszystkimi jej prawdami i postulatami, najczęściej z powodu wpływającego nań konformizmu lub własnej ideologii, która jest nie do pogodzenia w niektórych sprawach z etyką cywilizacji. Idealnym przykładem takowej etyki jest etyka obecnego prezydenta i jakże jaskrawa sprawa in vitro. Wyłamuje on się bezwstydnie, uważając swoje zdanie za niezaprzeczalną prawdę, a mimo wszystko uczestniczy chętnie w różnych nabożeństwach. Tutaj zauważyć można zły wpływ świeckości państwa na Kościół, który chętnie podejmuje się organizowaniu uroczystości państwowo – kościelnych, ale nie może jasno wypowiedzieć się na temat antykatolickiej postawy prezydenta, bo złamałby zasadę świeckości władzy. Hierarchowie kościelni mają więc zatkane usta. Jak więc miał by wyglądać idealny pod tym względem ustrój? Po pierwsze – powinna być to monarchia, ale dziś z powodu niemożności jej wprowadzenia zostaje nam demokracja… No cóż, ale demokracja nie musi być zła. Popatrzmy na taką Maltę, demokratyczne państwo, ale na wskroś katolickie, w której żadne prawo nie jest choć trochę przeciw prawu Bożemu. Rządzi tam jednogłośnie swoją drogą Partia Nacjonalistyczna (miejsce na westchnienie – ech, gdyby u nas tak było…). Trzeba by na początek wyłonić elitę, która brałaby udział w demokracji. Bo jeżeli mamy już demokrację, to nie wolno jej zostawiać byle komu, czym się to kończy, widzimy od ponad 20 lat rządzącego motłochu, wyniesionego na piedestały przez współczesną, totalnie odmoralnioną demokrację „stołkową”. Elita taka musiałaby składać się z samych katolików, ponieważ (powtórzę się) etyka jest siłą kształcącą prawo, w naszej Cywilizacji (a powinna we wszystkich) jest nią etyka katolicka. Taka elita powinna być wysoko wykształcona w dziedzinach rządzenia (ekonomia, gospodarka, wojsko, pedagogika, prawo, historia, politologia itd.), a także znana w społeczeństwie jako dobrzy, prawi ludzie. I to oni ustalaliby kto zasiądzie w rządzie. Wśród nich znaleźć się powinien trzon hierarchów Kościoła, zajmujący z racji swego powołania znaczące miejsce w takiej, może nieco utopijnej – ale możliwej w stworzeniu demokracji narodowej. Po wybraniu już rządu z pośród tej elity (duchowni mieliby jednak tu tylko prawo do głosu, nie mogli by piastować wszak równocześnie wysokich funkcji kościelnych i państwowych) pieczę nad nim sprawowaliby specjalnie do tego wybrani duchowni, mając decydujące słowo w sprawach etycznych występujących w prawie, a także w relacjach między politykami. Nie byłoby tu żadnych partii, co zmniejszyłoby pewnie niemal do zera konflikty wewnątrz państwowe, a ludzie nie wypełniający swych obowiązków byliby natomiast dymisjonowani. Nomen omen państwo takie byłoby państwem wyznaniowym, ale czy to źle? Nie. Otóż państwo powinno być budowane na fundamentach religii, na Bożych prawach, dopiero wtedy może rozwinąć się w pełni, gdy będzie miało wspólnego ducha. I wspólnego Króla: Chrystusa! Państwo świeckie jest jednym z najgorszych „wynalazków” porewolucyjnych, prowadzi w prostej linii do rządów etatycznych, w których nie liczy się Idea, nie liczy się Bóg, co najwyżej, liczy się materializm. Państwo w takich krajach oddzieliło się potężnym murem od narodu, nie kształcąc w nich sił twórczych, nie motywując go, oddalając go od Boga, zostawiło mu tylko sprawy materialne, wręcz wbijając do głów demoludów, że tylko takie istnieją! Unia Europejska niby ma te swoje programy promujące poszczególne regiony, ale, czy wzmaga to tożsamość narodową ludzi i podtrzymuje poszczególne tradycje? Nie! Widać to świetnie na przykładzie mojego regionu – Podhala. Tradycja boleśnie tutaj wymiera, pasterstwa z którego narodzili się górale i sława Tatr, zanika, rękodzieło podhalańskie nie ma szans w konflikcie z zalewem chińskich towarów… – ale to już temat na inny artykuł. Unia niszczy tożsamość prowadząc politykę migracji, politykę antyreligijną, pomijając usuwanie Krzyży, dyrektywą unijną jest, iż „PRAWEM KOBIETY JEST ABORCJA”. Prawem!!! A gdzie jedno z praw człowieka: Prawo do życia? (każdego! człowieka). Gdzie etyka? Ano nie ma jej w Unii, a zamiast katolickiej wprowadzana jest tam etyka diabelska, której skutki będą opłakane. Z resztą wszystkie systemy pozbawione etyk skończyły się mordami i klęskami, wystarczy wymienić choćby komunizm i hitleryzm – jedyny system nieetyczny, który przetrwał do dziś, a swym duchem przenika UE jest rewolucja francuska. Okazała się ona silniejsza, od tych niby wielkich potęg, jak Hitler i Stalin. Unia Europejska jest tedy potrójnym złem. Po pierwsze: narzucanie unijnych dyrektyw i praw. Za wielkie nieszczęście uważał to znakomity polski historyk, znawca prawa i cywilizacji prof. Feliks Koneczny, który pisał: „Nie ma cięższego nieszczęścia, jak gdy wróg znosi prawo krajowe, a narzuca obce; nie ma nic gorszego, jak nie móc rządzić się <>. Ale też nie ma większej nikczemności i zbrodni, jak pozbawiać ludność prawa rodzimego.” Chyba nie muszę znów określać, jakie jest nasze rodzime prawo. Jest ono głęboko przesiąknięte etyką powszechną, czyli nie katolicką. Po drugie: odbieranie Polsce jakiejkolwiek podmiotowości, czyli suwerenności, a po trzecie otwarta walka z chrześcijaństwem i promowanie postaw dewiacji. Cała Unia jest zupełnie świecka, nie konsultując żadnych decyzji i praw szczególnie powiązanych z etyką z Kościołem rzymskokatolickim. Lekceważy w ten sposób cynicznie całą historię naszej Cywilizacji, plując w twarz łacińskości! Dlatego właśnie Unia „Europejska” jest naszym wrogiem!

Na koniec doskonały podsumowaniem powyższych rozważań cytat Feliksa Konecznego: „Nie dbajmy o szyderstwa, a wrogów etyki naszej cywilizacji łacińskiej przypierajmy zawsze do muru; niechaj będą wrogami jawnie. Nie zaszkodzi, jeżeli podzielimy się na obozy według stosunku do religii i do cywilizacji. Jawność taka ułatwi nam życie publiczne. Za długo już dokazywały rozmaite łodzie podwodne przeciwko katolickości i polskości. A polskość nie może być turańską, bizantyńską lub żydowską; ona może być tylko łacińską. Wrogowie katolicyzmu, nie znoszący moralności w rządach i nie chcący odpowiedzialności, niechajże będą wrogami jawnymi.”

Antoni Kardas /Sekcja Młodych ONR Podhale/



Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE …

 

Samorządowe refleksje przedwyborcze, a przyszłość Ruchu Narodowego…
nwr1

    Zbliżające się wybory samorządowe, już tradycyjnie zastają prawicę narodową, czy też pozostające jednak na jej obrzeżach formacje odwołujące się do myśli narodowo-radykalnej, albo w ramach kilku skonfliktowanych porozumień wyborczych, albo w dość irracjonalnym podejściu symbolicznego zaznaczenia w nich swojego udziału poprzez wystawienie – nie mających żadnych szans osiągnąć najmniejszego sukcesu – dosłownie kilku kandydatów, które de facto ma być wbrew temu co twierdzą domniemaną promocją nie tyleż własnego światopoglądu, co szyldu. Wszyscy wiemy już teraz, czym się to się skończy…

Zaistniała destrukcyjna megalomania szeroko rozumianych środowisk narodowych (vide: endecy, narodowi-konserwatyści, narodowi-monarchiści, narodowi-radykałowie etc.) powinna skłaniać nas do głębszego przemyślenia spraw współczesnego Ruchu Narodowego chociażby w odniesieniu do najbliższych wyborów samorządowych. Paradoksalnie standard zaistniałego stanu rzeczy w łonie całego Obozu Narodowego być może stanowić będzie jakiś sygnał alarmowy dla poszczególnych środowisk, a przez to stworzy nowe możliwości zmuszające zantagonizowane organizacje przynajmniej do współpracy na szczeblu lokalnym, co wobec nieuchronnie zbliżających się wyborów samorządowych może przynieść wymierny efekt.

Współpraca środowisk narodowych w głównej mierze powinna być budowana w oparciu o regionalizm struktur poszczególnych organizacji narodowych oraz zaangażowanie niezależnych środowisk narodowych, partii politycznych i stowarzyszeń w rozwiązywanie najważniejszych problemów społecznych lokalnej społeczności. Musi również realnie przeciwstawić się postępującej liberalizacji państwa oraz dosadnie nakreślić różnice światopoglądowe pomiędzy przedstawicielami nurtu narodowego, a sympatykami i członkami Prawa i Sprawiedliwości, którzy w dość wyrafinowany sposób przejmują elektorat prawicy narodowej. Wyzwaniem chwili jest wręcz, by doszło do współpracy całego Obozu Narodowego, która doprowadzi do stworzenia określonej wizji i strategii osiągnięcia akceptowalnego dla nas wszystkich celu.

O ile w odniesieniu do zagadnień ideowych obejmujących politykę krajową i zagraniczną różnice pomiędzy poszczególnymi podmiotami organizacyjnymi są w mniejszym lub większym stopniu zauważalne, o tyle w stosunku do spraw samorządowych praktycznie struktury całego Ruchu Narodowego są jednomyślne, i chyba ciężko jest tu dostrzec jakiekolwiek kryteria, różnice ideologiczne, czy też raczej założenia programowe, które przeszkadzałyby nam wszystkim we wspólnej pracy na rzecz samorządów i lokalnych społeczności. Bo przecież, głównym celem jest tu praca ze społecznościami lokalnymi znajdującymi się w niekorzystnym położeniu, mająca umożliwić im wspólne określenie potrzeb i praw, jasne przedstawienie celów i podjęcie działań pozwalających te cele realizować w ramach szeroko pojętego Ruchu Narodowego. Ważnym elementem owej strategii powinna być definicja współpracy w formule tzw. filozofii dialogu, a nie wyłącznie postrzegania świata przez pryzmat partykularnego interesu rodzimych formacji. Narodowe partnerstwa samorządowe stanowiące nieodłączny element procesów integracyjnych dokonujących się na szczeblu lokalnym winny przynosić wymierny efekt nie tylko pojedynczym organizacjom narodowym, ale także ich ideowym partnerom, a przede wszystkim lokalnej społeczności wraz z zamieszkałym przez nią regionem. Musimy w końcu pojąć, że dając społeczeństwu świadectwo wewnętrznej solidarności, porozumienia i współpracy oraz wzajemnego poszanowania, pokazujemy mu, że nadrzędność dobra wspólnego ma dla nas wartość nieprzemijającą. Zwróćmy uwagę, że owa wartość jest wszystkim obecnie potrzebna, a jej widoczne niedostatki ujemnie wpływają nie tylko na jakość naszego życia społeczno-politycznego, a także na poziom ideowej spójności Obozu Narodowego.

Najwyższa pora docenić w końcu politykę budowaną w oparciu o analizę lokalnych potrzeb oraz współpracujących ze sobą działaczy narodowych wywodzących się spośród różnych organizacji, a przy tym ściśle zakorzenionych w lokalnej wspólnocie. Daje to wszak możliwość realnego zastanowienia się nad problemami, możliwościami i wyzwaniami, jakie stoją przed współczesnym Ruchem Narodowym, a zarazem szanse na wspólne zespolenie poszczególnych środowisk narodowych w danym regionie. Czy jednak będziemy potrafili wyjść poza własne środowisko? Czy będziemy umieli stworzyć przestrzeń społecznego zaangażowania w ramach Obozu Narodowego? Wypada mieć nadzieję, że tak. Jednak nie oszukujmy się, nie osiągniemy tego bez współpracy czy też istnego zawieszenia broni w łonie całego Ruchu Narodowego, bez oglądania się na siebie aktywistów narodowych nieskorych do wykroczenia poza bieżące działania własnych organizacji.
Często opacznie rozumiejąc wypływające z góry przykazanie niezależności organizacyjnej, usprawiedliwiamy swój brak zainteresowania sprawami o szerszym spektrum. Skutkiem takiego myślenia nie jest ochrona wspomnianej wyżej niezależności, ale – o zgrozo – osłabienie skuteczności działań nas wszystkich. Tym samym, zarówno dla opinii publicznej, jak i innych środowisk stajemy się Obozem pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia i charakteru.

Dążenie do realizacji poruszonych tu zagadnień poprzez przyjmowanie i promowanie jasno określonych ram współpracy przez poszczególne środowiska narodowe stanowi jakby minimum potrzebne do polityczno – strukturalnego rozwoju Ruchu Narodowego, które same w sobie z założenia ma pomóc temuż Ruchowi wyjść z kryzysu, stagnacji oraz szarej strefy życia publicznego.

Stworzenie ponadpartyjnej, samorządowej listy wyborczej Obozu Narodowego, jednoczącej tych, którzy w myśl założeń naszych przedwojennych ideowych protoplastów, mentorów pragną bezinteresownie służyć lokalnym społecznościom, a w szerszej perspektywie całemu narodowi powinna być pierwszą odpowiedzią na panującą potrzebę szerszej współpracy. Stracono już wiele czasu. Wybory samorządowe odbędą się wkrótce. Zamiast dzielić się na coraz mniejsze, często walczące ze sobą ugrupowania, komitety szukajmy tego, co nas łączy. Bo przyjmując rzymską zasadę „gradu diversa via una”, czyli „różnym krokiem, ale jedną drogą”, pomimo różnych form organizacyjnych znów możemy być razem. Niech owa konkluzja będzie zachętą tworzenia wspólnej narodowo-patriotycznej listy wyborczej w zbliżających się wyborach samorządowych, a zarazem jakże wymownym przesłaniem do poszczególnych środowisk narodowych. Czy liderzy Ruchu Narodowego pojęli już, jak ważną sztukę nauki na własnych błędach, czas pokaże…

Norbert Wasik /ONR Podhale/

Artykuł ukazał się:

– Konserwatyzm.pl
– Propolonia.pl
– Nacjonalista.pl
– Kronika Narodowa
– Pismo „Polski Szaniec” nr. 2 (6)/ 2010 [wydanie paierowe]
– Tygodnik „Myśl Polska” nr. 19-20 maj 2010 [wydanie paierowe]
– Dziennik Radykała



Krótko do młodych

   Niech Święta Idea jednoczy nas! Poniższe słowa kieruje do wszystkich młodych ludzi. Dlaczego do nich? Ano, bo to od młodego pokolenia zależy w dużej mierze jaka będzie Polska w najbliższych dekadach, a nawet Europa czy świat.

Może wydać się to nieco romantycznym podejściem typu „sam możesz zmienić świat”. Jednak wcale takowym nie jest. Czym jest zmiana jako taka w ogóle? Jest matematycznie rzecz biorąc zmianą jakiejś liczby na inną. A wiec zmianą jest przejście od liczby 1 do 5 i zmianą jest przejście od 1 000 000 do1 000 001 itd. Rodzi się tu pytanie do młodego człowieka – czy podoba Ci się świat, cywilizacja, społeczeństwo w jakim żyjemy? Jeżeli odpowiesz tak, to za mało wiesz o świecie i prawdopodobnie działasz na szkodę swojej Ojczyzny.

Nie masz szans jednak na obronę swych racji, bo czego tu bronić? Na pewno nie podobają Ci się we współczesności jakieś wartości czy ideały. Podoba Ci się konsumpcjonizm, materializm, moda i pseudo – wartości typu tolerancja czy skrzywiona wolność. I pomyśleć, ze podobno żyjemy w kraju katolickim… Żyjemy niestety w bałwochwalczym! Robi się bożków z tolerancji, wolności, multikulturalizmu i innych, a nic, ale to nic nie mówi się o Bogu!!! Prawdziwym Bogu, który objawił się ludzkości, a nam, Polakom dał za Królową Maryje.

A jeśli nie podoba Ci się świat, w którym żyjemy? Z jakich powodów? Dzisiaj wielu głupców odpowie, że dlatego, że żyjemy w ciemnogrodzie, zacofanym kraju w którym nawet nie zalegalizowano marihuany. O takich ludziach wolę nic nie pisać, wszak po co sobie dla – tu powtórzę się – głupców strzępić język. Trzeba się głęboko zastanowić czy chcesz cos zrobić dla społeczeństwa, dla Ojczyzny. A jeśli wierzysz rzeczywiście w Jezusa, jest to po prostu Twój obowiązek! Jeśli chcesz zmienić świat musisz wierzyć w prawdziwe wartości. A jakie one są? Sam się zastanów. Czy jest to dzisiejsza tolerancja, dla której chce się, aby homoseksualiści mogli adoptować dzieci kosztem ludzi normalnych? Kosztem nie mogącego się sprzeciwić dziecka? Dla której wyświetla się w Muzeum Narodowym na rzekomej „wystawie” pedalskie filmy porno? Do tego doszło! Obudź się człowieku! Kolejną „wartością” jest wolność, dla której niszczy się społeczeństwa legalizując narkotyki. Niektórzy mówią, że marihuana jest niegroźna. Hmmm…, to dlaczego przez nią ludzie chorują psychicznie, skaczą z okien, niszczą siebie i swoje rodziny? Nie mówiąc o tym, że większość narkomanów zaczynało od trawy myśląc, że na tym poprzestaną. I co? Za beztroskie chwile z marihuaną nieświadomie zapłacili życiem. Czy zastanawiali się w ogóle po co człowiekowi sztuczny „poprawiacz” nastroju? Czy byli tak słabi, że musieli zażywać narkotyk? Czy tak głupi…?!

No nic…, wróćmy do tej wolności. Co dzisiaj wolno? Wolno budować dzielnice pełne burdeli, promować homoseksualizm, obrażać Kościół, kłamać o tych, którzy myślą inaczej, niepostępowo. Zapomina się, że prawdziwą wolnością jest Życie. To, że możemy żyć godnie, to, że nic prócz Bożego prawa nas nie ogranicza. To jest Wolność młody Polaku!

Antoni Kardas /Sekcja Młodych ONR Podhale/

Artykuł ukazał się:

– Dulcis amor Patriae
– Portal Nacjonalista.pl
– Kronika Narodowa



Uroczyste obchody wiktorii grunwaldzkiej w Zakopanem
kaziu2

   Rocznice podobnie jak nieszczęścia chadzają parami. Prawidłowość ma praktyczną zaletę gdyż pozwala wybrać tą z nich, która bardziej odpowiada celebrującym rocznicową uroczystość.

15-lipca przypadła 600 rocznica zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem, co zostało uczczone w różnych miejscach na terenie Polski. No i nie dziwota bo sukcesów w naszej historii nie mieliśmy zbyt wiele, a czasy współczesne nie dostarczają nam ich wcale. Różne miejsca, ale rocznica ta sama, choć rozmaicie świętowana.

W Zakopanem, jako onegdajszym ośrodku dążeń niepodległościowych, jednoczącym te aspiracje pod koniec zaborów, a do tego pretendującym ongiś do roli Parnasu polskiego, rocznicę również godnie fetowano. Pod pomnikiem grunwaldzkim z roku 1910 dłuta wybitnego rzeźbiarza tamtych czasów -Wojciecha Brzegi, przedstawiciele Urzędu Miasta i Starostwa Tatrzańskiego w liczbie osób 11 (słownie: sztuk jedenaście), w asyście 4 osobowej kapeli góralskiej złożyli wieniec i wiązankę kwiatów. W przeciwieństwie do licznych występów różnych wyjców i licznych festiwali, uroczystość odbyła się w niezmąconym spokoju, bez imprez towarzyszących lub plakatów informujących i zapraszających na nią mieszkańców i letników. Niejako w skryciu, co można zrozumieć i podziwiać jako kunszt dyplomacji władz lokalnych. Wszak Niemcy obok USA i Izraela są obecnie największym naszym przyjacielem i idąc z duchem czasu nie wypada głośno świętować rocznicy pokonania Krzyżaków. Tak jak za czasów komuny nie wypadało nagłaśniać pewnych historyj aby nie drażnić unii sowieckiej, tak obecnie w poczuciu jedności eurokołchoźnianej nie należy sprawiać przykrości sile przewodniej UE.

Jako, że rocznice chadzają parami, to z kalendarza wynika, że dzień wcześniej wypadała rocznica zdobycia Bastylii. Niestety już nie okrągła bo 221, ale zawszeć warta uczczenia dla miłośników rewolucji zwłaszcza. No i w Zakopanem została uczczona, donioślej niż następnego dnia grunwaldzka. W „Jasnym Pałacu”, w sali lustrzanej Tatrzańska Agencja Rozwoju i Promocji Kultury zorganizowała ku czci rewolucyjnego wydarzenia koncert z udziałem zespołów folklorystycznych z Francji i Polski. Co ma piernik do wiatraka, czyli zwycięstwo pod Grunwaldem do zdobyciem Bastylii? Ano zapewne to, że owa Agencja czcząca rewolucję a niepomna na Grunwald zarządzana jest przez Starostwo Powiatu Tatrzańskiego, a ściślej przez zięcia pana starosty (który dba o politykę prorodzinną w regionie w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia). Natomiast sam pan starosta dał się poznać jako polityk prawicowy, ba nieomal narodowiec skoro współtworzył onegdaj w Sejmie Blok dla Polski. No, ale mamy demokrację i swobodę wyboru, a jako że wszyscyśmy równi wobec prawa (choć bywają równiejsi) to każdy sam wybiera którą rocznicę i na jaką skalę czcić mu należy. Wszak prawicowcem można być inaczej, a mając często na ustach wolność (po góralsku: śleboda) można twórczo połączyć w sercu ją miłującym z rewolucją. Serce nie sługa, a rozum idzie z duchem czasu (lub śpi). Polityczna przebiegłość zaś podpowiada: Francuzom nagłośnić to co lubią, czyli rewolucję, Niemcom wyciszyć to co im przykre, czyli klęski. W ten sposób mamy na miejscu Trójkąt Weimarski, czyli wielką politykę w małym powiecie.

Ot polski Piemont, polski Parnas A.D. 2010, po prostu eurokurort Zakopane.

Kazimierz Murasiewicz

Artykuł ukazał się:
– Zakopiański Bazar,
– Propolonia.pl
.



   OKIEM RADYKAŁA – Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE…

 

„Zakopianka”, miniono Śleboda?

Ty nasa ślebodo kanyś się podziała,
Cy cie starodowność ze sobom zabrała?
Bo echa śpiewania nie niesom ni turnie, ni lasy.
Kaz sie podziały starodowne casy? (…)
Ni ma juz ślebody – kajsi sie podziała,
Ale jo jom bede stale zbacowała,
I kanysi cosi warciutko wymyśle,
Siengnem do ślebody w tym moim umyśle.

”Miniono śleboda”
Zofia Mieszczak

 

    Po lekturze artykułu „Zakopianka z ciupagami w tle” autorstwa Krzysztofa Tenerowicza [Myśl.pl] mam wrażenie, że jego autor jest wyrazicielem poglądu – „zróbmy drogę szybkiego ruchu, a potem jakoś to będzie”. Tymczasem jest mnóstwo wątpliwości dotyczących tej inwestycji. Zapomina się tutaj o takich kwestiach jak Ojcowizna, prawo własności, regionalna kultura, czy też zwykła ludzka godność.

Ojcowizna i prawo własności

Dla nas górali Ojcowizna zawsze była rzeczą świętą. W Ojcowiźnie odnajdujemy własną historię. Dzięki niej wiemy jak budować tożsamość i dumę ze swojej Ojczyzny. W czasach, kiedy tak wielu cierpi na kompleks polskości, ta nauka wydaje się być bezcenną.

Zderzenie współczesnych realiów, wielkiej wrzawy o „nowoczesną” „Zakopiankę” łączącą Podhale z „resztą świata” stanowi próbę rozliczenia tego, co się ostało z tym, czego już nie ma. Właściwie jest to spojrzenie na ukochaną Ojcowiznę, synonim naszej małej Ojczyzny w czasach, kiedy królują supermakety, telewizory, autostrady, świat wirtualny. Tak, życie nabrało tempa, człowiek staje się nieprzeciętnie wygodny. Nagle przeszkadza nam wszystko. Pragniemy drogi szybkiego ruchu pod sam Giewont, a może wnet na sam Giewont.

Przecież w okresie letnim i tu przeważają niebagatelne kolejki. Poszerzmy szlak, wyłóżmy go kostką brukową, bo przecież jak napisał Krzysztof Tenerowicz „górale muszą w końcu zrozumieć, iż to co pozwala im, nieraz zresztą bardzo dobrze żyć to właśnie liczni turyści, którzy jednak powoli zaczynają mieć dosyć sporów i kłótni i podświadomie coraz częściej zaczynają wybierać wizytę w Tatrach, tyle tylko, że od słowackiej strony”. Tak, wszystko dla Cepra i pieniędzy…

Tożsamość zwana regionalną kulturą

Dzianisz, wieś podhalańska położona w powiecie tatrzańskim, w gminie Kościelisko. Tu również padł pomysł dotyczący budowy czteropasmowej trasy szybkiego ruchu. Górale powiedzieli „dość”! Opowiedzieli się za tradycją, kulturowym wypasem owiec.

Po zimowej przerwie co roku na hale ponownie wracają owce. Bacowie wypasają je na tzw. przepaskach, na polanach położonych poza granicami Tatrzańskiego Parku Narodowego. Przyprowadzą na tatrzańskie polany około 1200 owiec, ale muszą zachować pewne zasady. Jednym z warunków jest hodowla miejscowej rasy owiec górskich i krów rasy czerwonej polskiej.

Dobytku mają pilnować owczarki podhalańskie. W użyciu powinien być sprzęt tradycyjny, m.in. gielety, puciery, obońki, putnie, ferule. Bacowie i juhasi powinni przestrzegać tradycyjnych obrzędów pasterskich, posługiwać się gwarą i nosić odzienia góralskie. W czasie wypasu zabytkowe szałasy znajdują się pod opieką bacy. Kulturowy wypas owiec odbywa się na powierzchni około 140 hektarów.

Dzianisz to jedna z tych podhalańskich wiosek, które zachowały dawny charakter tegoż regionu. Ludzie żyją tu skromnie, jednak od pokoleń tak samo i nie chcą tego zmieniać – czy mamy prawo im tego zabronić? W imię czego – wygody, lenistwa, poprawności politycznej?

Rozwiązanie – rozsądek i prawo własności

„Zakopianka”, niewątpliwie jej modernizacyja jest potrzebna i to oczywiście nie podlega żadnej dyskusyji. Wątpliwość budzi fakt, czy ów pas drogi szybkiego ruchu faktycznie musi sięgać, aż samych bram Skalnego Podhala. Wypada się tu nam zastanowić czy czteropasmowa „Zakopianka” nie spełniałaby pokładanych w niej nadziei obejmując swoim zasięgiem – od strony Krakowa – Chabówkę, a już maksymalnie Nowy Targ, gdzie z racji przebiegu planowanej drogi sprzeciw ludności góralskiej jest znacznie mniejszy niż w okolicach Zakopanego.

Przyjrzyjmy się tu samej „Zakopiance”, a bliżej jej wylotowi – odcinek Chabówka-Rabka. Krakowski Oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zaleca dwa objazdy. Pierwszy – drogą krajową nr 7 z Rabki Zaborni do Jabłonki i Czarnego Dunajca, a stamtąd drogą wojewódzką nr 958 do Nowego Targu lub bezpośrednio do Zakopanego. Drugi – z Chabówki drogą wojewódzką nr 957 do Czarnego Dunajca, a następnie drogą wojewódzką nr 958 do Nowego Targu lub Zakopanego. Pierwsza pętla ma 49, a druga 35 km. Przy zatamowaniu ruchu należy również pamiętać o odcinku Lubień dr. nr. 968 – dr nr 28 Mszana Dolna – Zabrzeż dr nr 968 – Krościenko n/Dunajcem dr nr 969 – Nowy Targ. Kierowcy, zwłaszcza z Podhala, korzystają ze znacznie krótszego wariantu – z Chabówki przez Rabę Wyżną i Sieniawę do Klikuszowej. Ten objazd ma niewiele ponad 20 km i jest tylko nieznacznie dłuższy od normalnej trasy.

Czyli inne możliwości jednak są. Wszak wystarczy odpowiednie oznakowanie i renowacyja pobocznych/ objazdowych dróg. A co najważniejsze godność ludzka, prawo własności, tradycja nie będą tu miały żadnego uszczerbku. Bo jak pisze B. Kuźniarz „Każdy rozwiązany problem, jakiekolwiek wprowadzone usprawnienie staje się tutaj od razu warunkiem wstępnym, kryterium normalności, minimalnym standardem. Brak zarysowanej choćby w przybliżeniu perspektywy powoduje, że nigdy nie wiadomo, w którym miejscu należałoby się wreszcie zatrzymać”.
Nawiasem mówiąc jestem wielce ciekaw w jakim tonie byłby artykuł Krzysztofa Tenerowicza, gdyby to jemu, tudzież jego rodzinie chciano wyburzyć dorobek życia***.

Norbert Wasik



OKIEM BARDZIEJ KONSERWATYWNYM…

 

Wszystko ma swoje granice!

    Jest rzeczą normalną, do której już chyba wszyscy przy-wykli, że niemal wszędzie, w okresie „turystycznych przesileń” spotykamy ludzi ubranych w tradycyjne lokalne stroje, czy to reklamujących różne rzeczy, czy to starający dorobić sobie na występach lub zdjęciach z turystami. Nie ma nic zdrożnego w tym, że po Krupówkach spacerują Górale w bukowych portkach, kierpcach i koszulach, przygrywają na skrzypcach, pozują do zdjęć – zarabiać jakoś trzeba. W Krakowie, odkąd pamiętam, przy Sukiennicach można spotkać wystrojonych w paradne, pasiaste stroje muzykantów. Cieszą się dużym „wzięciem” u przyjezd-nych, grając tańcząc i śpiewając ludowe przyśpiewki.

Podobnie jest niemal w każdym rejonie Polski (także i świata), który może się pochwalić tradycyjnym ubio-rem, stylem życia, obyczajami. I jak na początku wspomniałem, zazwyczaj nie ma w tym nic złego. Można uznać to za promowanie kultury i tradycji lokalnej, czy po prostu za biznes. Ale w myśl starej maksymy, wszystko powinno mieć swoje granice. Nie powinno dochodzić do tego, żeby Tradycja (duża litera to nie błąd w druku) znajdowała się na usługach kiczu, pieniądza i bazarowej tandety. Istnieje przecież honor, duma narodowa, które powinny wyznaczać, jak daleko można się posunąć w wykorzystywaniu symboli takich jak regionalny ubiór, obyczaje, gwara, itp. Bo i ile dawanie „mini recitali” muzyków na krakowskim Rynku jest do zaakceptowania, o tyle śpiewanie pijackich przyśpiewek przez pseudo-Górali w imię szerzenia kultury jest niesmaczne i uwłaczające godności. Tak samo z gwarą, której wykorzystanie w poezji, czy nawet w życiu codziennym przez prawdziwych znawców jest uzasadnione, ale już „kaleczenie” mowy żeby zaimponować jakiemuś przyjezdnemu tury-ście jest wręcz upokarzające.

Zmierzając do finału moich rozważań, chcę jeszcze przypomnieć, że każdej kulturze należy się, szacunek, szczególnie na jej macierzystym terytorium. Wyjeżdżając do obcego kraju, spotykając się z innymi narodami natrafiamy na inne obyczaje i z szacunku do naszych gospodarzy musimy uszanować ich obyczaje, nie starając się ich zmieniać, „wykrzywiać”, czy wyśmiewać. Traktować tak, jak chcielibyśmy, żeby traktowa-no nas i nasze zwyczaje w Polsce.

Zarysowawszy dwie podstawowe zasady; mówiące o granicy wykorzystania Tradycji w biznesie i szacunku dla kultury obcej i własnej mogę z czystym sumieniem przystąpić do krytyki „zjawiska” na jakie natknąłem się przy okazji mojej ostatniej wizyty w Zakopanem (autor mieszka w Nowym Targu – red.). Otóż oczom mym ukazał się niecodzienny widok – ubrany w pełen podhalański strój Murzyn reklamujący jakąś firmę (nazwy podawał nie będę, wystarczy wspomnieć, że jej działalność ni jak się miała do tutejszych tradycji podhalańskiej). Mimo usilnych prób nie udało mi się wytłumaczyć sobie tego kulturowego miszmaszu. W dodatku, choć rodowitym Góralem nie jestem, poczułem, że chyba jest w tym coś nie w porządku. Starałem się wyobrazić sobie siebie stojącego w afrykańskim słońcu, odzianego w rytualny strój szamański i próbujące-go wciskać turystom zniżki na żaluzje… Wizja ta początkowo wywołała uśmiech na mej twarzy, który dość szybko przemienił się w grymas niesmaku. Muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie, by stać mnie było na takie coś. Po pierwsze z powodu szacunku dla kultury któregoś z afrykańskich plemion, którą będąc ewentualnie w Afryce, chciałbym podziwiać w oryginalnym wydaniu, po drugie zaś z własnej przyzwoitości i obawy przed poczuciem zażenowania, które na pewno towarzyszyłoby mi w tej hipotetycznej sytuacji.

Nie wiem, co skłoniło tego człowieka do opisanego postępowania, ale przyznam szczerze, że mu współczuję. Albo trudu sytuacji życiowej, która go do tego zmusiła, albo braku dobrego smaku, szacunku i umiaru…

Bartosz Brzeziński

Artykuł ukazał się:
– Pismo Podhale nr. 3



Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE

 

Narodowo-Radykalna nić Ariadny

    Podstawę stosunku jednostki do Narodu – pisał Jan Mosdorf –stanowią instynkty i uczucia narodowe tkwiące w najgłębszych pokładach jej duszy. Wiedzeni tym instynktem gotowi jesteśmy zginąć na polu walki, wiedzeni tą miłością Narodu, jemu tylko służyć pragniemy. Żaden frazes nie zasłania nam tego celu. Czy, aby na pewno?

Jak ów cytat ma się do szarej rzeczywistości struktur współczesnego Ruchu Narodowo – Radykalnego, który jak można domniemywać ma większe aspiracje niż bycie Ruchem stricte młodzieżowym? Zastanówmy się, dlaczegóż to aktywiści NR kończący studia, zaczynający pracę zawodową, czy też zakładający rodzinę, albo przechodzą na flankę prawicy konserwatywno – narodowej, albo dbając o egzystencję swojej dopiero co założonej rodziny w ogóle odchodzą z Ruchu, pozostawiając swoje ideały samym sobie? Odpowiedź wydaje się jakże banalna, otóż dzisiejszy Narodowy Radykalizm poza przyprawianym przez media łatkom oscylującym wokół wszelkich „-izmów” nie jest wstanie nic zaoferować swoim dojrzałym aktywistom. A żyć przecież jakoś trzeba.

Ktoś powie, nikt nie powiedział, że będzie łatwo, inny zaś parafrazując słowa Kennedy’iego stwierdzi, nie pytajcie co Ruch może zrobić dla Was; pytajcie co Wy możecie zrobić dla Ruchu. I niby oba stwierdzenia są jak najbardziej słuszne, tylko warto zastanowić się, czy bardziej Narodowy Radykalizm potrzebuje zawodowych i rodzinnych kamikadze rzucających wszystko i wszystkich niby dla idei, a będących w swojej działalności tak naprawdę wyłącznie na etapie młodzieńczego rozklejania plakatów, „knajpianych” manifestacji oraz historyczno – patriotycznych uroczystości, czy wszechstronnych biznesmenów, doświadczonych i wykształconych specjalistów, fachowców zajmujących intratne stanowiska i zdobywających przy tym w lokalnych, rodzimych środowiskach odpowiednią pozycję społeczno – ekonomiczną? I tu właśnie powoli dochodzimy do meritum zagadnienia.

Jedną z zasadniczych cech struktur narodowo – radykalnych winno być zapewnienie stabilności wszystkim działaczom tej doktryny. Narodowy Radykał będący nie tyle biernym, co czynnym aktywistą, ma prawo czuć się pewnym swej przyszłości. I nie wynika to tylko z ogólnych zasad, na których opierać się muszą relacje RUCH – AKTYWISTA. Znaczenie ma tu również wspomniana wyżej reguła tzw. wchodzenia w dorosłe życie i porzucania w tym okresie Ruchu. Jeżeli chcemy, aby owa prawidłowość uległa zmianie, aby na rzecz Narodowego Radykalizmu ludzie pracowali dłużej i lepiej, byli jego aktywną częścią nie tylko w okresie buntu młodzieńczego, najzwyczajniej musimy zapewnić im poczucie bezpieczeństwa.

Podstawowym zadaniem Ruchu Narodowo-Radykalnego, oczywiście poza sferą czysto ideową, powinno być zagwarantowanie ludziom możliwości rozwoju, w celu osiągnięcia odpowiedniego bytu materialnego i zaspokojenia zwykłych ludzkich ambicji, czy też potrzeb natury wyższej. „Trzeba zestroić szare życie codzienne poszczególnego człowieka z rytmem społeczności” – pisał we „Wczoraj i Jutro” Jan Mosdorf. Wówczas to poszczególne struktury Narodowego Radykalizmu ubierając całość w harmonijną i spójną formę wzniosą się na wyżyny swojej działalności, a zarazem znacznie ograniczą marnowanie ogromnego potencjału własnych działaczy. A marnowanie takiego potencjału w ofensywie jest wielkim ideowym grzechem.
Pamiętajmy przy tym, że budowa bezpieczeństwa egzystencjalnego (zawodowego, rodzinnego etc.) ma zapewnić nie tylko dobrobyt Narodowym Radykałom jako tako, ale również – a może przede wszystkim – przynieść korzyści całemu Ruchowi. Wszak dobra praca i wysokie zarobki ideowych aktywistów stanowią swojego rodzaju gwarant pozyskania finansów właśnie dla samego Ruchu. Ważne jest tu również, aby uzyskanie określonej pozycji zawodowej i społeczno – ekonomicznej przez działaczy NR było tak przygotowane i przeprowadzone, aby mogło one pełnić rolę swoistego rodzaju antidotum dla medialnych ataków środowisk lewicowych tak szumnie dziś zwących się „antyfaszystami”.

Powyższe refleksje – w sensie ogólnym – oscylujące wokół kondycji współczesnego Narodowego Radykalizmu w żadnym wypadku nie zmieniają faktu, iż owa Idea na pierwszym miejscu – pomijając tu oczywiście sferę duchową – stawia sobie za cel służbę na rzecz Ojczyzny i Narodu. Bo jak pisał przed wojną ideolog i zarazem przywódca RNR Falanga – Bolesław Piasecki: “Bóg jest najwyższym celem człowieka – drogą człowieka do Boga jest praca dla Narodu”. Zrozumiałym więc jest, że oba zagadnienia należy rozpatrywać na dwóch niewspółmiernych sobie płaszczyznach.

Norbert Wasik /ONR Podhale/

__________________________________________________
* Fot. członkowie ONR Podhale przed siedzibą, obchody rocznicy odzyskania niepodległości i otwarcie Ronda im. Romana Dmowskiego – 11 listopada, Zakopane 2005 r.

 

Artykuł ukazał się:

– „Polski Szaniec” zima/ wiosna (4/ 2009/ 2010)
– Portal: Konserwatyzm.pl
– Portal Propolona.pl
– Portal Nacjonalista.pl
– Portal Xportal.pl
– Kronika Narodowa
– Dziennik Radykała



Nacjonalizm to nie szowinizm!

   Wiele, jeśli nie wszystkie słowniki prezentują błędną definicje nacjonalizmu. Dziwi to przede wszystkim dlatego, że są one przecież pisane nie przez byle kogo – ludzi bądź co bądź posiadających sporą wiedzę. Widocznie jednak nie da się sprawdzić rzetelności wszystkich haseł… Ale nie o tym mowa.

Chcę skupić się na jednym błędnym założeniu, mianowicie, że nacjonalizm oparty jest na niechęci do innych narodów, niekiedy nawet agresji. Totalna bzdura! Nacjonalista jest dumny ze swojego Narodu (niekoniecznie ze społeczeństwa, bo może ono mieć wiele wad, co widzimy dziś). Jednak szanuje inne narody, ich kulturę – odrębną, choć w większości opartą na tej samej cywilizacji. Czasem nawet podziwia, czy to za historię, czy za sztukę lub kondycję społeczeństwa.

Myślenie, że gdyby wszystkie państwa żyły nacjonalizmem (no, trzeba dodać chrześcijańskim nacjonalizmem – co innego ukraiński nacjonalizm UPA, który zresztą był po prostu zwykłem szowinizmem) by się najzwyczajniej wzajemnie zwalczały jest kolejną bzdurą. Bądźmy szczerzy, w dobie rosnącej globalizacji, gdyby wszystkie państwa były narodowe w sensie światopoglądowym, byłyby z ideowego punktu widzenia wręcz zmuszone do wzajemnego szacunku – o ileż większego niż dzisiaj – a nawet bezinteresownej pomocy wspierającej wspólny korzeń cywilizacyjny: europejski i chrześcijański. Miałyby wspólne cele, sprzeczałyby się też, wiadomo, np. o różne zatargi historyczne, ale w sposób poszanowania drugiej strony, a nie przypinania mu łatki oszołoma jak to dziś się dzieje. Bo nawet nie wypadałoby obrażać drugiego nacjonalistę, drugiego mocno wierzącego katolika.

Ja jestem nacjonalistą, a nie żyję nienawiścią do żadnego narodu. Podziwiam na przykład Węgrów za coraz mądrzejsze społeczeństwo, które pamięta o swoich tradycjach i ufa coraz bardziej nacjonalizmowi, podziwiam Hiszpanów za sprzeciw przeciwko morderczym ustawom aborcyjnym. Współczuję Anglikom za zalewanie ich kraju imigrantami, czy Ukraińcom za wyprzedawanie własnego kraju przez władze. Oczywiście nie znaczy to, że wszystkie te całe nacje kocham, bo jest w każdym narodzie pewien odsetek ludzi głupich lub podłych. W niektórych większy, w niektórych mniejszy.

Nie twierdzę, że mój Naród jest najlepszy. Jest co prawda jedyny w swoim rodzaju, unikalny, pełen lat chwały i cierpienia, bohaterów i ludzi pełnych cnót, ale także w Nim niestety nie obyło się i nie obejdzie bez zdrajców, idiotów, złodziei, czy zboczeńców. Nie twierdzę również, że są narody lepsze, czy też, że są one równe. Bo nie da się porównywać narodów w ten sposób, można określić ich cechy narodowe, ale nie ma żadnego matematycznego wzoru by obliczyć ich wartość.

Z nacjonalizmem jest trochę jak ze sztuką, dajmy na to z malarstwem. Jest jakiś wielki malarz, ale wie, że są inni wielcy i też ich podziwia. Sam jednak tworzy coś starając się nie brać nic od innych, ale tworzyć samemu. Nikt mu nie przeszkadza. Tak jak Narodowi polskiemu żaden inny naród przeszkadzać nie może. I oby ten Naród zaczął znowu tworzyć! Bo problemem dla Narodu może być on sam, a konkretniej jego aspekt teraźniejszy – społeczeństwo. W polskim kręgu narodowym źle się dzieje, że istnieje mania obwiniania innych o nasz kryzys. Zapomina się, że większym problemem jest to, że w naszym Kraju żyje 20-25 MILIONÓW ludzi nieuświadomionych, zmanipulowanych. Nie czujących żadnej więzi z Ojczyzną, z Bogiem. Problemem jest młodzież, która nie rokuje żadnej nadziei na poprawę. Rozwiązanie tych problemów powinno być celem numer 1!

A w słownikach powinni pisać:

NACJONALIZM – ideologia chcąca wyzwolić ze społeczeństwa cnoty, którymi żyły całe pokolenia Narodu. Ideologia, która walczy o godność swojego kraju, począwszy od poszanowania tradycji do pozycji państwa w świecie i jego suwerenności. Jedyna słuszna idea…

Antoni Kardas /Sekcja Młodych ONR Podhale/

Artykuł ukazał się:
– Dulcis amor Patriae



Społecznikiem być… cz. III
Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE

 

Narodowy Radykalizm, a lokalny aktywizm

    ”(…) chcąc poznać zasadę oddziaływania na siebie ludzi, doszliśmy do ustalenia, że wszystko, co jednostka przekazuje jednostce, przekazuje, jako mandatariusz społeczeństwa, jego religii, kultury i cywilizacji. Gdy jednostka rozwija swą osobowość, wtenczas jest niezależna (chociaż sama natura i wychowanie uzależniają ją od innych), ale gdy swą działalnością wkracza w życie innych, wtenczas jej władza jest narzędziem społeczeństwa, Kościoła, rodziny. A cała jej działalność winna odbywać się ze świadomością jej misji społecznej i być podporządkowana celom współżycia”(1) – pisał w 1938 r. Włodzimierz Sznarbachowski.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie, jaką rolę w społeczności lokalnej powinny zajmować regionalne struktury poszczególnych formacji narodowo-radykalnych. Chyba, wszyscy się zgodzą, iż historycznie ujmując, w świecie zbudowanym na podwalinach cywilizacji łacińskiej centrum narodowego aktywizmu społeczności lokalnej powinna być organizacja, która za swe powołanie uważa wszechstronną i zintegrowaną regionalną działalność oraz troszczy się o sferę niematerialną na rzecz rozwoju organicznego społeczności, aktywizacji funkcji ekologicznych, kulturalnych, społecznych, charytatywnych, historyczno-rocznicowych, czy też stricte politycznych. Funkcje te wzajemnie się uzupełniając mają tworzyć jedną całość aktywizmu organizacji narodowo-radykalnej.

Niestety spora część narodowych radykałów, w tym również tych aktywnych, uważa aktywizm lokalny za jeden z mniej ważnych aspektów działalności. Aktywizm narodowo-radykalny to piękne hasło, które choć często używane, jest niewłaściwie rozumiane. Regionalni członkowie organizacji NR często uważają, że to na ich liderach kończy się proces lokalnego aktywizmu. Zbyt często, szybko stwierdza się, że działania mające zwiększyć udział lokalnych działaczy narodowo-radykalnych w życiu swojego regionu, powiatu, gminy, czy też miejsca zamieszkania nie przynoszą efektów. Niewielu chce tu eksperymentować i czekać na efekty. Poszczególne środowiska w swym aktywizmie kurczowo trzymają się przetartych od lat kanonów i schematów, co już w perspektywie lokalnej spycha je na zupełny margines.

„Cele państwa nie mogą być sprzeczne z celami Narodu”(2) pisał o ustroju przyszłego państwa narodowego przedwojenny działacz ONR Juliusz Sas-Wisłocki. Misją narodowo-radykalnej działalności lokalnej jest więc działalność na rzecz ludzi, z ludźmi, dla ich dobra – w skali ogólnopolskiej, dla Narodu przez Naród, a nie dla Narodu poza Narodem jak to ma niestety nadal miejsce we współczesnych strukturach organizacji szumnie dziś zwących się narodowo-radykalnymi, a bazującymi na aktywności lokalnej skupionej wyłącznie na rozklejaniu plakatów i wlepek, organizowaniu manifestacji oraz upamiętnianiu rocznic historycznych – mająca na celu udzielenia im wszelkiej pomocy m.in. oscylującej wokół uporania się z nihilizmem zarówno tym egzystencjonalnym jak i prawnym, upadkiem wartości moralnych, alkoholizmem, anomią, poczuciem beznadziejności, promowaniem postaw patriotycznych etc. Praca dla realizacji tych celów powinna opierać się, albo na wynalezieniu partnerów wśród organizacji samorządowych oraz organizacji pozarządowych i współpracy z nimi, albo ewentualnym udzielaniu się narodowo-radykalnych aktywistów w strukturach organizacyjnych tych organizacji. Pamiętajmy, że bazując na aktywnym udziale w życiu społecznym przez uczestnictwo w organizacjach i instytucjach typu non-profit, rozwijamy samodzielność i kreatywność własnych aktywistów. Ponadto partnerstwo między władzami samorządowymi, społecznością lokalną, a lokalnymi strukturami narodowo-radykalnymi wpływa na większą świadomość i odpowiedzialność za realizowaną politykę lokalną, zwiększając efektywność i skuteczność wdrażanych pomysłów, co ma swoje odzwierciedlenie we wzroście atrakcyjności rodzimej formacji.

Ciekawym pomysłem dla regionalnych struktur narodowo-radykalnych powinno tu być wykorzystanie tzw. energii społecznej i samorządowej, która mówiąc wprost jest doskonałym pomostem scalającym poszczególne środowiska lokalne, dzięki tworzeniu sieci powiązań i współpracy między lokalną społecznością przy realizacji szeroko rozumianych celów społecznych.

Narodowo-Radykalna działalność społeczna to przede wszystkim pielęgnacja regionalnej tradycji, dbanie o zachowanie lokalnych dóbr kulturowych i uczestnictwo w szeroko pojętym życiu lokalnej społeczności – oczywiście przy zaangażowaniu znaczących zasobów sił narodowo-radykalnych aktywistów. Budując i wspierając sieć solidarności lokalnej regionalne struktury poszczególnych formacji narodowo-radykalnych realizują tu w pełni swoje wyznaczone funkcje społeczno – polityczne. Wspomagając działania lokalne przyczyniamy się do rozwoju społecznego, kulturalnego i gospodarczego regionu, w którym żyjemy – i o to właśnie chodzi!

Internalizacja myśli narodowo-radykalnej i osobiste kontakty z aktywistami NR przez społeczności lokalne, czy też przez przedstawicieli regionalnych organizacji społecznych sprzyjają samoczynnemu zatarciu negatywnych skutków ataków medialnych na poszczególne środowiska narodowo-radykalne w danym regionie. Bo nagle okazuje się, że członkowie formacji narodowo-radykalnych to zwykli ludzie, wyzbyci – tak chętnie dziś przypisywanych im przez media – wszelkich „-izmów”, to uczniowie, studenci, bezrobotni, kierownicy, menadżerowie, urzędnicy, przedsiębiorcy, nauczyciele (etc.), co dla wielu jest jeszcze niestety sporym zaskoczeniem. Pora więc to zmienić, a nie osiągniemy tego bez udziału w życiu lokalnych społeczności, bo jak pisał Jędrzej Giertych „Jesteśmy ludźmi wielkich celów, wielkich spraw, wielkich ideałów. Tylko one są pociągające dla nas, tylko mając je przed sobą uważamy, że warto żyć. Dlatego mamy szanse wywiązania się z wielkich, oczekujących nas zadań”(3) . Ot, nasza rola na najbliższy czas…

Norbert Wasik /ONR Podhale/

Od autora:
Powyższy tekst w żadnym wypadku nie odnosi się bezpośrednio do którejkolwiek współczesnej organizacji narodowo-radykalnej. Jest on wyrazem spostrzeżeń autora dotyczących zagadnień związanych z całym ruchem narodowo-radykalnym, a nie jego pojedynczych podmiotów organizacyjnych.

 

__________________________________________________
1. Włodzimierz Sznarbachowski Państwo Narodowe. Problem władzy, „Przełom. Narodowo-Radykalny
Miesięcznik Programowy”, nr 3. 1938 r.
2. Juliusz Sas-Wisłocki, Warszawa 1934 r.
3. Jędrzej Giertych „My nowe pokolenie”, 1929 r.
* Fot. Inicjatywa ONR Podhale pamięta! – renowacja grobu Stanisława Hierowskiego (1891-1935), Zakopane, 12 października 2009 r.

 

Artykuł ukazał się:

– Pismo Myśl Polska
– Portal Propolonia.pl
– Portal Legitymizm.pl
– Portal Xportal.pl
– Portal Nacjonalista.pl
– Portal Konserwatyzm.pl
– Portal Fuck Political Correctness
– Serwis Kronika Narodowa
– Dziennik Radykała
– Biuletyn narodowy pod redakcją Grzegorza Wysoka
– Pismo Polski Szniec nr 1 (5) /2010 – wydanie papierowe



Społecznikiem być… cz. 2
Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE

 

Narodowa myśl społecznikowska*
pomoc

    „Człowiek dla samego siebie jest o wiele więcej skomplikowaną i o wiele trudniejszą do wytłumaczenia istotą niż dla innych, bo ma przed sobą cały świat wewnętrzny, dla tych innych niedostrzegalny i tym samym poniekąd nie istniejący. Gubimy się we własnej duszy, nie umiejąc ani określenia, ani nazwy znaleźć dla rozmaitych jej składników, nie wiedząc, że w jej głębi drzemią instynkty zdolne w odpowiedniej chwili nad całym naszym jestestwem zapanować. I czasami jeden fakt, jedno spostrzeżenie w wewnętrznym świecie jak błyskawica oświetla wnętrze naszej własnej duszy, pozwala nam dojrzeć w niej pierwiastki, o których nigdyśmy nie myśleli i istnienia ich nigdy nie przypuszczali” – pisał w trzecim wydaniu „Myśli nowoczesnego Polaka” Roman Dmowski.

Narodowa myśl społecznikowska powinna być misją propagowania solidarności z potrzebującymi, pośredniczenia w organizowaniu pomocy i współtworzenia świadomego, stricte narodowego społeczeństwa obywatelskiego. Myśl ta musi sprawić by ludzie w sposób skuteczny pomagali sobie nawzajem, a przy tym pośrednio lub bezpośrednio ocierali się o Ruch Narodowy, dlatego w swoich projektach powinna łączyć osoby potrzebujące z darczyńcami i wolontariuszami wywodzącymi się ściśle spośród struktur szeroko pojętego Obozu Narodowego. Oczywiście nigdzie nie jest stwierdzone, że społecznik narodowy za wszelką cenę ma tu również angażować się w wielką politykę – wręcz przeciwnie. Co prawda swoją działalnością ma on zmieniać otaczającą nas wszystkich szarą rzeczywistość, aczkolwiek nie jest powiedziane, że ma mieć to bezpośredni związek z demoliberalną polityką, która bądź co bądź mocno powiązana jest z układami i układzikami. Wszak wystarczy rozejrzeć się dokoła, by przekonać się, że kolejne systemy demokracji liberalnej nie zdały egzaminu. Społecznik narodowy jest zwolennikiem tzw. uczciwości społecznej, a w społecznikostwie narodowym priorytetem jest wyłącznie wierność idei i to, co z nim się wiąże samym w sobie.

Społecznikostwo nurtu narodowego to świadomość, że przyjdą po nas inni, niemniej ideowi, pragnący wdrażać wizję Wielkiej Polski w określonych regionach poprzez pomoc potrzebującym. Nie łudźmy się jednak, że jesteśmy niezastąpieni, że sami uratujemy świat. Społecznikostwo narodowe to dobrowolna, bezpłatna, świadoma działalność ideowo – społeczna na rzecz innych, wykraczająca poza związki rodzinne, koleżeńskie, przyjacielskie, a nawet formacyjne. Bo tu liczy się Naród i praca na rzecz Ojczyzny, a nie prywata.

Narodowa działalność społecznikowska w poszczególnych regionalnych poza sferą ideową ma przynieść aktywistom narodowym i całemu Ruchowi Narodowemu szacunek, poważanie i autorytet wśród miejscowej ludności. Praca społecznikowska ma być formą aktywności na rzecz kraju i społeczności lokalnej. Ma być pracą organiczną realizowaną spontanicznie, społecznie, z potrzeby serca, dla kraju i małej ojczyzny. Mając przeciwko sobie praktycznie wszystkie media oscylujące wokół poprawności politycznej musimy pokazać ludziom prawdziwą twarz nacjonalizmu pełną dobra, prawdy i miłości. „Mówcie niewiele. Mówcie tylko to, co jest konieczne. Mówcie tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Waszym krasomówstwem powinny być czyny, a nie słowa. Powinniście działać – niech inni mówią” pisał przywódca Legionu Michała Archanioła Corneliu Zelea Codreanu.

Czasami brakuje kogoś, kto ruszy z miejsca – brakuje tej przysłowiowej iskry. Jeśli się ona znajdzie, to zapłonie wielki ogień. Nie robimy niczego wielkiego. Wskrzeszamy jedynie aktywność społeczną myśli narodowej. Praca społecznikowska jako forma aktywności na rzecz kraju i społeczności lokalnej zanika, mnożą się etaty, brakuje współdziałania, są ambicje i aspiracje, brakuje współpracy, osłabieniu ulegają tradycyjne więzi społeczne. Współcześnie nie ma już praktycznie pracy organicznej realizowanej spontanicznie, społecznie, z potrzeby serca, dla kraju i małej ojczyzny. Z drugiej zaś strony jesteśmy na etapie budowania narodowego społeczeństwa obywatelskiego i może w trakcie tego procesu odrodzi się nacjonalistyczna postawa społecznikowska i poprawią się relacje międzyludzkie.

Norbert Wasik /ONR Podhale/

 

__________________________________________________
* czyt. również: Narodowo-Radykalna myśl społecznikowska
** Fot. członkowie ONR Podhale podczas akcji „ONR Podhale potrzebującym”, Nowy Targ kwiecień 2009 r.

Artykuł ukazał się:

– Pismo: „Szaniec Polski” nr. 3 lato/ jesień 2009 [wersja papierowa]
– Portal. Nacjonalista.pl
– Portal Propolonia.pl
– Portal Xportal – Forum Młodzieży Prawicowej
– Kronika Narodowa
– Dziennik Radykała



Społecznikiem być… cz. 1
Z GIEWONTOWEJ GRANI WIDZIANE

 

Społecznikostwo, a Ruch Narodowy…

   Pojęcie pracy społecznej zostało skutecznie zdyskredytowane w okresie PRL, gdy czyny społeczne przygotowywano na pokaz i pod przymusem. Bowiem to, co najpiękniejsze w społecznikostwie to wewnętrzna i bezinteresowna chęć poświęcania części samego siebie na rzecz innego człowieka, narodu, ojczyzny.

I choć zwykle społecznikostwo utożsamiamy z zaspakajaniem potrzeb osób wymagających szczególnej pomocy, np. osób niepełnosprawnych, ubogich, będących w trudnej sytuacji życiowej, czyli z szeroko rozumianą pomocą społeczną, to przecież aktywność społeczna dotyczyć może takich takich dziedzin życia jak kultura, sport i rekreacja czy oświata i wychowanie. Chce się rzec – są to elementarne „zagadnienia” oscylujące wokół Ruchu Narodowego i samej wizji Wielkiej Polski.

Nadszedł czas, aby Ruch Narodowy wykonał zwrot organizacyjny ku nowym formom aktywności społecznej i politycznej, ku społecznikostwu – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Przestańmy żyć mrzonkami i nie bawmy się w wielką politykę w piaskownicy, gdzie więcej jest bawiących się niż samego piasku. Bądźmy szczerzy, kogo tak naprawdę poza marginalną i nawzajem się zwalczającą szeroko pojętą frakcją narodową (odwieczny spór narodowych-radykałów z endekami) obchodzą dziś pojęcia „wolny rynek” i „korporacjonizm”? Co dziś oferujemy społeczeństwu, narodowi poza frazeologią skupioną wokół tych wydaje się pustych i nic nie mówiących nikomu pojęć? Wielką, czyt. podwórkową politykę na etapie gimnazjum i liceum? Zresztą co tu mówić o wspólnemu dobru skoro dla sporej części działaczy narodowych ważniejsze są partykularne interesy własnej formacji niż owe dobro wspólne jakim jest Polska.

Działalność publiczna Ruchu Narodowego, musi być racjonalnym zaangażowaniem w życie społeczne. Coraz bardziej złożone relacje między ludźmi powinny wymagać naszego celowego współdziałania. Wszak Ruch Narodowy, tak jak w okresie międzywojennym, ma żyć wraz z narodem, a nie poza jego obrębem. Na myśl same przychodzą takie przedwojenne nazwy jak: Narodowa Organizacja Kobiet, Narodowy Związek Chłopski, Narodowy Związek Robotniczy, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, Towarzystwo Oświaty Narodowej, Towarzystwo Czytelni Ludowych, Związek Harcerstwa Polskiego, Towarzystwo Nauczycieli Szkół Wyższych i Średnich, Młodzież Wszechpolska, Związek im. Kilińskiego, Zjednoczenie Zawodowe „Polska Praca” i wiele, wiele innych. A dziś? Jedna wielka próżnia…

Niestety w łonie RN nie wszyscy zdają sobie jeszcze sprawę, że zależymy od większej całości i na jej kształt powinniśmy wpływać. Naszym zadaniem jest włączenie się w struktury lokalnych organizacji społecznych, którym bliska jest idea dobra wspólnego. Bo działalność publiczna prowadzona na rzecz własnej małej społeczności, gminy, czy osiedla jest przecież budowaniem Wielkiej Polski począwszy od rodzimego regionu. Pole do takiej aktywności jest coraz większe w instytucjach społecznych, w lokalnych inicjatywach kulturalnych, edukacyjnych i charytatywnych. Nic tylko zakasać rękawy i do roboty.

 

Norbert Wasik /ONR Podhale/

__________________________________________________
* Fot. członkowie ONR Podhale podczas akcji „Dokarmianie zwierzyny leśnej”, Witów marzec 2009 r.

 



Państwa narodowe w dobie globalizacji

   Czy państwa narodowe mogą przetrwać w dobie globalizacji? Rozważania na wyżej wymieniony temat zacząć należy od dwóch definicji: państwa narodowego i globalizacji.

I tak państwo narodowe (według Normana Davies’a) to państwo, w którym przeważająca większość obywateli ma świadomość wspólnej tożsamości narodowej i należy do tej samej kultury. Globalizacja natomiast jest zjawiskiem ponadpaństwowym charakteryzującym się ujednolicaniem rożnych cywilizacji, ras i narodów. Polega to na tym, że rodzime kultury unifikują się na rzecz rzekomej idei multikulturalizmu, która tak naprawdę jest wielkim złudzeniem, co widać chociażby na przykładzie Holandii. W kraju tym tradycja holenderska niemal zginęła, ale nie zastąpiło jej nic – żaden multikulturalizm, tylko zwyczajna papka kultur i ras. Kraj ten pozbawiony tradycji i wynikającej z jej chrześcijańskich korzeni moralności stal się luźnym związkiem ludzi, dla których najwyższą wartością jest pojęta jakże płytko i błednie wolność, wyrażająca się m.in. w legalizacji niszczących mózgi i całe społeczeństwa narkotyków czy związków homoseksualnych, co wymierzone jest w wartość rodziny, na której oparta została nasza, europejskość.
Można wyróżnić również drugi typ globalizacji, nie cywilizacyjnej, jak wyżej, a gospodarczej. Tutaj globalizacja przebiega w korzystny sposób tylko i wyłącznie dla gospodarek państw wysoko rozwiniętych, które monopolizują rynek na całym świecie hamując tym samym rozwój państw dopiero co rozwijających się, nie mówiąc o krajach trzeciego świata, które zostają wykorzystywane przez możnych tego świata dla pozyskiwania surowców.

Prawdziwie narodowe państwo oprócz wspomnianej już wspólnej tożsamości powinno posiadać pełną suwerenność. Bo czy takim państwem można by nazwać Polską Rzeczpospolitą Ludową z okresu komunizmu? Według definicji Davies’a, która jest niepełna – TAK, ponieważ większość ówczesnego narodu posiadała mocno utwierdzoną tożsamość – nawet o wiele bardziej niż obecnie. Ale naród nie posiadał żadnej suwerenności, która należała do sowieckich komunistów i garstki „polskich” zdrajców. PRL nie była więc takim państwem. Jednak czasy się zmieniły. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dziś Polska jest państwem narodowym. Jednak to nieprawda. Globalizacyjna i kosmopolityczna propaganda robi swoje, a dzisiejsze „elity” polityczne przesiąknięte są nimi – choć deklarują co innego. Dla poparcia tych wydawałoby się mocnych zarzutów dwa fakty – po pierwsze, ówczesny szef wydawałoby się najbardziej prawicowej partii w sejmie Lech Kaczyński podpisuje z uśmiechem na twarzy Traktat Lizboński, dzięki któremu Polska pozbyła się sporej części swojej suwerenności na rzecz obcych urzędników z Brukseli oraz nowo wybranych prezydenta i ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej, po drugie – rząd swoimi działaniami, a raczej ich brakiem prowokuje sytuacje, w której Polacy będą musieli w większej skali niż obecnie wyjeżdżać za pracą za granicę, a ze wschodu i nie tylko, przybywać będzie fala imigrantów, która w dużej mierze może się tu osiedlić. Istny exodus. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w krajach Europy Zachodniej; np we Francji, która otworzyła, jak się okazało, zbyt szeroko drzwi dla imigrantów, którzy przygarnięci i traktowani niczym święte krowy poczuli się zbyt pewnie i zaczęli wszczynać zamieszki. W Wielkiej Brytanii sytuacja nie wygląda lepiej, chwalona wszędzie pobłażliwa polityka wobec obcych, opieka socjalna, dzięki której nie trzeba nawet pracować licząc na kolejną zapomogę od państwa (anty-narodowego) owocuje tym, że społeczeństwo w pogoni za konsumpcyjnymi rozrywkami nie czuje już więzi z własnym krajem, jego historią i tradycją. Według badań naukowców, za 30 lat Brytyjczycy staną się we własnym kraju jedną z mniejszości narodowych. Możemy się tylko domyślać do czego to doprowadzi – może do tego ze nazwa zmieni się na „Imigroland”, albo „Kolorowa Wyspa”? Oczywiście pewnie lekko przesadzam. Ale czy aby na pewno?
Niemal ideałem państwa narodowego jest dziś Japonia – świetnie rozwijająca się, nie przyjmująca imigrantów (rygorystyczne prawo), której obywatele są dumni ze swego pochodzenia. W Polsce, jak na razie problemem nie są mniejszości narodowe, imigranci, a sam Naród. Skutkiem globalizacji jest skosmopolityzowanie Polaków. Ilu dzisiaj naszych rodaków czuje mocną więź ze swoją ziemią ? Ilu czuje mocną tożsamość? Na pewno, nie większość jak próbuje wmówić nam Davies, a mniejszość. Patriotyzm nie jest dziś modny; jak stwierdził mój pewien starszy znajomy patriotyzm łatwiejszy jest w czasie wojny, kiedy wiadomo – nie ma wyjścia i trzeba stanąć do obrony Ojczyzny. Dziś natomiast mamy względny pokój. Ale panuje totalitaryzm, bo jak powiedział Jan Paweł II Ustrój, w którym Bóg jest nieobecny jest totalitaryzmem. Jawnym albo ukrytym. Dziś mamy ten ukryty, a elity europejskie dążą do stworzenia superpaństwa, w którym ludzie wyzbyci Boga będą myśleć tylko, że są OBYWATELAMI ŚWIATA. Kolejnym działaniem niszczącym tożsamość narodową nie tylko Polaków, ale i wszystkich Europejczyków jest walka z religią. Walka z chrześcijaństwem, które przecież jest fundamentem naszej europejskiej i łacińskiej cywilizacji. Takie działania jak walka z krzyżem – wspomagana przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu oraz działania hiszpańskich socjalistów, aby usunąć krzyże z miejsc publicznych mówią nam dużo o tym jaka Europa jest obecnie budowana. Wspomniane superpaństwo bez tożsamości i tradycji – oto cel współczesnych wpływowych pseudo elit europejskich! Trzeba sobie tu zadać trudne pytanie: kto stworzył taki stan rzeczy? Kto wyplenił z dusz narodów europejskich patriotyzm? Kto chce z nich usunąć tradycje chrześcijańskiej wiary? Odpowiedź wydaje się prosta…

Wróćmy jednak do pytania w temacie. Czy państwa narodowe mogą przetrwać w dobie globalizacji? Otóż już nie przetrwały, poza nielicznymi oazami tradycji i tożsamości jak wymieniona wcześniej Japonia, czy chociażby Liechtenstein. Polska już takim państwem nie jest, co więcej, nie jest nim od 1939, od upadku II RP. Pozostaje nam tylko z nadzieją czekać i uświadamiać ludzi o złu globalizacji. Bo przecież juz nie raz Polska powstała z kolan!

Antoni Kardas /Sekcja Młodych ONR Podhale/

Od autora:
Referat napisany na lekcję geografii jednej z zakopiańskich szkół średnich. Praca otrzymała ocenę bardzo dobrą ze swoistym minusem za cyt. zbytni radykalizm.

Artykuł ukazał się:
– Dulcis amor Patriae



OKIEM BARDZIEJ KONSERWATYWNYM

 

Zgniły Zachód

    Jeszcze 15 lat temu popularne było sformułowanie „zgniły Zachód”. Komunistyczne władze bardzo je polubiły i na tenże właśnie Zachód zrzucały winę za wszelkie niepowodzenia. Po transformacji roku 1989 punkt postrzegania zachodniej Europy przez Polski rząd zmienił się o 180 stopni, czym dostosował się do pozytywnej (czy wręcz entuzjastycznej) opinii od dawna reprezentowanej przez społeczeństwo. Dla znacznej jego części kraje takie jak Niemcy, Francja, Holandia, Wielka Brytania były synonimami dobrobytu, bogactwa, wolności. Tam wszystko było, stamtąd, płynęła rzeka paczek i pieniędzy, stamtąd wiał „wiatr odnowy”.

Oczywistym krokiem mającym zbliżyć Polskę do „lepszego świata” było staranie się o członkostwo w NATO i Unii Europejskiej. Cele, wydawało by się, jak najbardziej szczytne, mające w przyszłości przynieść wiele profitów. Ze wstąpieniem do Paktu Atlantyckiego miała się wiązać poprawa bezpieczeństwa i zacieśnienie stosunków szczególnie z USA. O Unii natomiast mówiono przede wszystkim jako o gwarancie bezpieczeństwa finansowego, lecz równie żywym był temat wspólnych wartości, które miały konsolidować cały kontynent. Demoliberałowie postrzegali naszą Ojczyznę jako zaścianek, w którym już najwyższy czas zrobić gruntowny porządek, abyśmy mogli z czystym sumieniem wkroczyć na salony. Czyste sumienie oznaczało nic innego jak europejski, postępowy kodeks społeczny. Inaczej mówiąc, stosunki międzyludzkie miały być w końcu takie jak na zachodzie. A co się pod tym kryje, o tym właśnie chciałem napisać. Za punkt odniesienia posłużę się Holandią, krajem uważanym za jeden z najbardziej „nowoczesnych” w Unii, który w te wakacje miałem okazję odwiedzić i poznać.

Niderlandy dane mi było zobaczyć „od kuchni” dzięki temu, że mieszkałem u Cioci, która od 20 lat posiada obywatelstwo holenderskie i zdążyła dobrze poznać ten kraj. Co więcej miała doskonałą możliwość porównywać pewne zachowania typowe dla Holendrów ze zwyczajami Polaków. Dodatkowo wielokrotnie rozmawiałem z sąsiadami, czy znajomymi, „rdzennymi” Holendrami, którzy chętnie opowiadali o tym jak wygląda tu typowe życie. Oto kilka spostrzeżeń, które wydały mi się najbardziej znamienne.

Indywidualizm – hasło tak kochane przez wszelkiej maści liberałów, stawiane w opozycji do cech komunistycznego „homosovieticusa”. Według wszelkich wskazań, człowiek, aby osiągnąć sukces i zarobić porządne pieniądze powinien być indywidualistą, a jeszcze lepiej egoistą, pracować sam, dla siebie, gdyż wtedy jest najwydajniejszy. Może jest w tym ziarno prawdy ale… Skutki wpajanego małym Holendrom od najmłodszych lat indywidualizmu łatwo dostrzec gołym okiem. W kraju który wizytowałem życie wspólnotowe zamiera. Wśród wykształconego, średniego pokolenia przyjaźnie są sporadyczne, do znajomych wpada się raz na rok, na herbatkę, czas spędza się często samotnie. I nie jest to spowodowane jedynie nawałem pracy. Nawet w czasie wolnym, podczas wycieczki, wśród osób które poznałem dało się wyczuć swoistą sztywność i chłód. Rozmowy często wydawały się wymuszone, niekiedy wręcz raziły sztucznością.

W tej materii dało się jednak zauważyć pewną prawidłowość. Otóż wyżej wymienione zachowania tym mniej były zauważalne, im niższą pozycję społeczną reprezentowali moi rozmówcy. Prosty robotnik, był znacznie bardziej ludzki (jak ja to określałem – „polski”) niż np. nauczyciel czy dziennikarz. To prowadzi do smutnego wniosku, że warstwy, które powinny nadawać kierunek zmianom, dążą wręcz do destrukcji wszelkich związków międzyludzkich, które są przecież niezbędne do zdrowego rozwoju zarówno całego narodu, jak i poszczególnych jednostek.

Zjawiskiem, które według mnie pośrednio, acz silnie łączy się z „narodowym egoizmem” Holendrów jest upadek instytucji tak podstawowej dla naszej cywilizacji jak małżeństwo. Otóż jedynie trzy, cztery dorosłe osoby, na 10 które poznawałem, były w normalnym związku małżeńskim. Reszta natomiast, albo była rozwiedziona, albo żyła w separacji. Równie częste były konkubinaty, czy n-te z rzędu małżeństwa, następujące po wcześniejszych nieudanych. I dla Holendrów były to rzeczy jak najbardziej normalne. Zazwyczaj spotykałem się z argumentami, że tak jest łatwiej, ekonomiczniej, że się zachowuje niezależność, a w razie czego nie trzeba się męczyć z rozwodem, tylko spakować swoje rzeczy i wyjść (notabene, procedura rozwodowa jest maksymalnie uproszczona i sprowadza się do jednokrotnej wizyty w urzędzie). Na pytanie o dzieci większość odpowiadała, że przecież samotna matka czy ojciec (lub, o zgrozo, dwie matki lub dwóch ojców) może zastąpić dziecku normalną, pełną rodzinę, co jak pokazują badania naukowe jest co najmniej twierdzeniem wątpliwym. Dzieci z takich „rodzin” przenoszą następnie wzorce na własne życie, co może za kilkadziesiąt lat doprowadzić do całkowitego zniesienia instytucji małżeństwa, jako przeżytku (należy wspomnieć, że w Szwecji, kraju na wskroś przesiąkniętym postępem, takie głosy już się pojawiają!).

Kolejnym problemem, który dostrzegłem nie tylko ja, ale i tolerancyjni z natury „rdzenni” Holendrzy jest sprawa emigrantów. Coraz większe skupiska czarnej i arabskiej ludności napływowej, zazwyczaj niewykształconej, tworzą wspólnoty, które już nie chcą się asymilować. Mają tureckie sklepy, wietnamskie bary, afrykańską muzykę. Stają się siedliskiem wielu patologii. Nie da się już więcej ukrywać, że to właśnie kolorowi popełniają najwięcej przestępstw i że to dlatego poczucie bezpieczeństwa w ciągu ostatnich 10 lat drastycznie się obniżyło. Kolejne holenderskie rządy, prowadząc politykę otwartości i tolerancji, doprowadziły do sytuacji, z którą nie za bardzo wiadomo, co teraz zrobić.

Ostatnią już kwestią, jaką poruszę w tym artykule, jest sprawa tolerancji. Definicja tego słowa mówi o wyrozumiałości dla poglądów innego. Powinniśmy ich wysłuchać, natomiast nie musimy ich akceptować. Natomiast w Holandii słowo tolerancja nabrało znaczenia totalnego. Osoby, którym nie podoba się prostytucja, legalizacja używek takich jak marihuana czy grzybki halucynogenne (które można dostać w sklepach, tzw. „smartshopach”), czy dopuszczanie do aborcji, eutanazji lub adopcji dzieci przez pary homoseksualne, nie mają wiele do powiedzenia. Skoro część społeczeństwa (a nie musi być go wcale większość) tego chce – czemu nie. I za nic ma się wartości i zasady na których Holandia wyrastała. Trzeba być postępowym i tolerancyjnym, bo to może prowadzić tylko do lepszego.

Na szczęście coraz więcej osób dostrzega, że droga jaką podążał i wciąż podąża ich kraj jest ślepą uliczką. Ujemny przyrost naturalny „uzupełnia” się emigrantami, co tworzy problemy, które jeszcze bardziej wpływają na rozluźnienie więzi społecznej. I tak koło się zamyka, lawina się rozpędza. Uważam, że Niderlandy będą potrzebowały niedługo naprawdę radykalnych kroków, aby to przerwać. A wtedy będzie to dużo bardziej bolesne.

A jak się ma to wszystko do Polski? Otóż z przykrością należy stwierdzić, że nasz kraj posuwa się w podobnym kierunku, że pewne siły starają się wepchnąć Rzeczpospolitą na te same tory rozwoju społecznego, którymi podążały (podążają) Francja, Belgia, Szwecja czy Holandia.

Na szczęście w społeczeństwie wciąż istnieje zdrowy instynkt samozachowawczy, który daje opór liberalnym eksperymentom. Jednak kłamstwo powtarzane nieprzerwanie staje się prawdą. Bombardowani codziennie przez masmedia postępową papką stajemy się coraz mniej czujni i coraz bardziej podatni na manipulacje. Dlatego tak potrzebne jest mówienie na każdym kroku o normalnych zasadach życia społecznego, o niezbędności instytucji rodziny, o budowaniu wspólnoty opartej na odwiecznych prawach i wartościach, takich jak Naród, Wiara, Prawda, Honor, Solidarność.

Bartosz Brzeziński

Artykuł ukazał się:
– Pismo Podhale nr. 3

Artykuł ukazał się:

– Pismo: „Szaniec Polski” nr. 2/ wiosna 2009 [wersja papierowa]
– Portal Konserwatyzm.pl
– Portal Propolonia.pl
– Portal Xportal – Forum Młodzieży Prawicowej
– Portal Nacjonalista.pl
– Serwis Obozu Narodowego Kronika Narodowa
– Dziennik Radykała

*** – problem zawarty w artykule w bezpośrednim wymiarze nie dotyczy autora.

Artykuł ukazał się:

– Portal Propolonia.pl
– Portal Nacjonalista.pl
– Pismo Myśl.pl
– Dziennik Radykała

Artykuł ukazał się: Tygodnik Myśl Polska (wydanie internetowe i papierowe), Portal Konserwatyzm.pl, Portal Endecja.pl, Portal W Sercu Polska.

Artykuł ukazał się:
– Portal Propolonia.pl